Notkę dedykuję Asi z bloga http://panna-z-hogwartu.mylog.pl Dlaczego? Myślę, że po przeczytaniu notki się tego domyśli.
_______
-Nie macie wrażenia, że ten rok szkolny bardzo się ciągnie? – krzyknęła Ginny, która właśnie wycelowała w Rona śnieżką.
-Żarujesz?! – odkrzyknął rudowłosy zwinnie unikając śnieżnej kulki. – Mnie się zawsze tak dłuży! – dodał i również rzucił w siostrę śniegiem. Ginny nie udało się uciec, więc z przyzwyczajenia, jak na pałkarza przystało, odbiła śnieżkę.
-Oj, chyba trochę przesadzacie – wtrąciła się Hermiona. Podeszła do Rona i strzepnęła z jego rudych włosów płatki białego puchu.
-Wcale nie przesadzamy. To ty jesteś nienaturalnie zakochana w nauce – roześmiał się Wesaley i objął ją.
-Nie tylko w nauce – szepnęła do niego gdy upewniła się, że nikt jej nie usłyszy. Ron tylko lekko się zarumienił. Przez chwilę nic nie mówił, dopóki w jego plecy nie uderzyła kolejna śnieżka. Tym razem jej nadawczynią była Rinoa.
-Hej! Uderzyłaś kiedy nie patrzyłem! – krzyknął z udawanym wyrzutem.
-W takim razie mi oddaj! – brunetka w tym momencie schowała się za Harry’m, który nie zdążył uchylić się przed lotem białej kulki i dostał nią prosto w twarz.
-Oj! To niechcący! – roześmiał się Weasley.
Była to jedna z ostatnich zabaw piątki przyjaciół na błoniach, tuż przed przerwą świąteczną. Większość uczniów spędzało to grudniowe popołudnie właśnie na zewnątrz. Mimo że słońce zmierzało ku zachodowi, pogoda była bardzo ładna. Ostatnie promienie raziły w oczy, odbijając się od bieli. Zakazany Las porył się czapą śniegu. Mróz malował na policzkach młodych adeptów szkoły magii czerwone rumieńce, piekł w uszy. Taki krajobraz miał miejsce dopiero od niedawna. Mimo że jesień nastała szybko, zima nie chciała zawitać prędzej. Był dwudziesty grudnia. Oczywistym faktem było to, że o tej porze dnia, w czasie takiej aury, na błoniach było mnóstwo uczniów. Większość z nich, tak jak nasi Gryfoni, bawili się w swoich grupkach.
-Harry, jedziesz więc na święta do Nory? – zapytała Wevanclar.
-No oczywiście, że tak! – odpowiedziała za niego Ginny. – A ty, Rinoo? Chyba nie możesz się doczekać, kiedy w końcu zobaczysz rodziców i siostrę – zasugerowała.
-Tak... Leysy nie widziałam nawet dłużej niż mamy i taty. Wakacje spędziła u przyjaciółki – zamyśliła się. - Ale, jestem ciekawa jak obchodzicie święta w waszych domach.
-E tam, nic ciekawego – żachnął się Ron. – W domu pełno ludzi, panuje hałas i niepojęty chaos.
-Och, braciszku, jak zwykle marudzisz. Przecież święta zawsze obchodzimy bardzo rodzinnie, wesoło.
-No właśnie, a u mnie zawsze jest tak pusto – wtrąciła się Hermiona. – Ale te święta zamierzamy spędzić w Norwegii. To dlatego wyjeżdżam już jutro.
-Wow! Hermiono! Nic nam wcześniej o tym nie mówiłaś! – dodał podekscytowany Harry.
-Bo sama dowiedziałam się tego dopiero dzisiaj rano. Rodzice przysłali list – wytłumaczyła. – A ty Rinoo? Jak spędzisz święta?
-Pewnie jak co roku. Będziemy we czwórkę siedzieć przy stole, śpiewać kolędy i wspólnie oglądać telewizję.
-No to tak jak u nas – przerwała Ginny. – Tyle, że my nie mamy telewizji – roześmiała się.
-Tak, ale nas jest mniej, więc musimy sobie ten naturalny świąteczny hałas roześmianych członków rodziny uzupełniać telewizorem... – uśmiechnęła się i nagle urwała. Na plecach poczuła uderzenie śnieżką. – Ron! Teraz ty zaczynasz? – roześmiała się i zanim zdążyła się obejrzeć, już wszyscy ponownie przewracali się na śniegu. Rinoa właśnie uciekała przed Hermioną, która biegła za nią co tchu i chciała natrzeć jej twarz niewyobrażalnie zimnym puchem. Dziewczyna co chwila spoglądała za siebie i upewniała się, że przyjaciółka jest jeszcze daleko i nie dogania jej.
-Uważaj! – krzyknęła Hermiona i zatrzymała się. Wevanclar jednak nie usłyszała tego. Biegła dalej, gdy nagle z impetem uderzyła w kogoś i upadła na ziemię.
-Au... Przepraszam... – zająknęła się choć z jej twarzy ani na chwilę nie zniknął radosny uśmiech. Próbowała wstać, ale kiedy ma się na sobie kilka warstw ubrań, a na ziemi leży tak duża warstwa śniegu, nie jest to łatwe. Dodatkowo szalik i czapka trochę krępowały ruchy dziewczyny i gdy w polu widzenia dostrzegła, że ów ktoś podaje jej dłoń, aby pomóc wstać, chętnie skorzystała. Szybko się podniosła i otrzepała ze śniegu.
-Dziękuję – powiedziała nadal się szczerząc. – Nic ci się nie stało? Jeszcze raz przepraszam – spojrzała przed siebie i znieruchomiała.
-Nie, nic mi nie złamałaś, nie zabiłaś mnie, nie spowodowałaś żadnych uszkodzeń mechanicznych – odpowiedział wesoło. – A tobie nic się nie stało? Miło widzieć cię w tak dobrym nastroju – usłyszała z ust chłopaka. Kiedy spojrzała w jego oczy, uśmiech spełzł z jej twarzy, a cała radość uleciała w jednej sekundzie. W tym właśnie momencie patrzyła na Seamus’a Finnigan’a.
-Och... Cześć Seamus – zaczęła niepewnie i wbiła wzrok w ziemię.
-Cześć – odparł znowu wesołym tonem. Spoglądał na nią, lekko marszcząc czoło. – Dlaczego zawsze tak robisz? – zapytał. – Nie ukryjesz się pod maską obrażonej osoby dzięki temu, że nie będziesz patrzeć mi w oczy.
-O co ci chodzi? Przecież ja... – zaczęła szybko, lecz do końca nie wiedziała co ma na myśli. Chłopak lekko uniósł brwi.
-No właśnie... Chciałbym cię o coś zapytać, ale... – rozejrzał się dookoła – nie tutaj. Moglibyśmy jeszcze przed świętami porozmawiać w cztery oczy?
-Przecież rozmawiamy... – odparła trochę złośliwie. Seamus lekko zmarszczył czoło, co jeszcze bardziej onieśmieliło dziewczynę. Nie chciała wracać do tamtego tematu. Dlaczego? Bo teraz już wiedziała, że jej nie zdradził? Ponieważ nie miała pojęcia jak z czystym sumieniem spojrzeć mu w oczy? A może dlatego, że „nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki”? Okazałaby się niesłowna. Mogłaby z nim porozmawiać, ale jedna rzecz pociągnie drugą. Zwłaszcza, że to on chce ją o coś zapytać. Nie unikną tego tematu. Przygryzła lekko wargi, spoglądając teraz gdzieś w dal.
-No więc? – przerwał ciszę.
-Gdzie chcesz rozmawiać? – zdecydowała się.
-Może spotkamy się dzisiaj o osiemnastej w Sali Wejściowej. Pójdziemy się przejść gdzieś tutaj... – zaproponował gdy w ich stronę już leciały dwie wielkie śnieżki, zaadresowane przez, jak zwykle nic niedomyślającego się Rona. Jedna najpierw uderzyła w ramię Rinoy, druga z powodzeniem zostawiła po sobie czerwony ślad na uchu Seamus’a.
-Ron... Ja cię kiedyś zabiję – szepnęła Ginny, która teraz stała obok Hermiony. Obie dzielnie kibicowały Seamus’owi w tym, aby ich przyjaciółka znowu go nie zignorowała. Spojrzała na swojego brata z wyrzutem, a następnie przeniosła swój wzrok na Granger.
-No cóż. Będziemy musiały mu wytłumaczyć w jakich sytuacjach może przerywać rozmowę, a w jakich nie... – westchnęła szatynka. Nikt nie słyszał wymiany zdań dwojga Gryfonów, więc nikt nie wiedział, ze zdążyli się już umówić. Hermiona spojrzała wymownie na Wesley’a. Jego mina zdawała się wyrażać tylko dwa krótkie słowa „no co?”. Dopiero teraz zrozumiał, że mógł wszystko zepsuć. Cała czwórka była pewna tego, że zarówno Seamus jak i Rinoa czują do siebie to samo. Rudzielec jak zwykle zastanowił się po fakcie
-Ron! – dał się słyszeć wrzask Rinoy, która w zasadzie wcale nie miała mu za złe ataku. Dla niej ta rozmowa na chwilę obecną była lekką męczarnią, a nie prośbą o randkę. Zwłaszcza, że nie wiedziała jak zakończyć tę krótką pogawędkę. Teraz kiedy może pobawić się z przyjaciółmi przed przerwą świąteczną, nie chciała przeznaczać tego czasu na roztrząsanie swoich spraw osobistych, zwłaszcza, że już zdążyła umówić się z Finnigan’em, a nastrój z całą pewnością romantyczny nie był. Dookoła mnóstwo znajomych twarzy, hałas, latające tu i ówdzie śnieżki. Nie sprzyjało to szczerej rozmowie. Seamus tymczasem rzucił się na Rona, co w tym przypadku spowodowało upadek chłopaka na ziemię i zatopienie jego twarzy w grubej warstwie miękkiego puchu. Po chwili wszyscy bawili się razem, choć Rinoa umiejętnie go unikała. Mimo wszystko sama przyłapała się na tym, że często zerka w stronę swojego byłego chłopaka. Nie wiadomo skąd, dołączyli do nich Parvatti z Lavender oraz Naville, Tom i Jassie. Dwoje ostatnich nie potrafiło odmówić sobie przyjemności dostrzeżenia czerwonych od niskiej temperatury uszu Rinoy więc na „dzień dobry” zabrali jej czapkę, którą następnie podawali między sobą.
-To mają być koledzy z drużyny?! Chcecie żebym się przeziębiła? – dziewczyna próbowała odzyskać nakrycie głowy. Co do przybyłych dziewcząt, Wevanclar rozmawiała z nimi bardzo rzadko. Właściwie wymieniały się tylko informacjami iście szkolnymi. W każdym razie wiedziała tylko tyle, że Hermiona mieszkała z nimi w dormitorium jeszcze rok temu, ale dziewczyny trochę się posprzeczały. Złość już przeszła, ale Hermionie bardziej na rękę było mieszkać z Ginny, zwłaszcza, że obie bardzo się lubiły. Ponadto, Leavnder była kiedyś dziewczyną Rona. W mniemaniu Granger tłumaczyło to zbyt wiele.
Mimo wczesnej pory, noc nadciągała zimą bardzo prędko. Promienie słońca już dawno nie wyłaniały się zza horyzontu. Śnieg nie raził już w oczy, ale mróz szczypał w policzki jeszcze bardziej. Gryfoni postanowili wrócić do zamku, aby trochę się ogrzać.
-Lavender, Parvatti! Poczekajcie chwilkę! – usłyszała z oddali głos Harry’ego. – Słuchajcie, mam do was prośbę. Chodzicie na wróżbiarstwo i... – Potter szedł obok koleżanek gdy wchodzili do Pokoju Wspólnego.
-Eureka!!! – pomyślała Rinoa. – Cholera! Jak mogliśmy zrobić taki błąd?! Jak można było czegoś takiego nie dostrzec! – dziewczyna myślała uradowana. Na jej twarzy zajaśniał lekki uśmiech. Wszyscy poszli przebrać się do dormitoriów, a Harry nadal rozmawiał z Brown i Patil. Rinoa czekała, aż kolega skończy.
-Harry! Możemy pogadać? – krzyknęła za nim, gdy skierował się do swojego lokum.
-A możemy za chwilkę? Tylko się przebiorę.
-Nie, to nie może czekać – uśmiechnęła się.
-No dobra, mów – usiadł na kanapie znajdującej się pod ścianą i kiwnął głową na znak, iż prosi, aby ta też usiadła. Wevanclar jednak nadal stała.
-Przepraszam, że pytam, ale... o czym rozmawiałeś z dziewczynami?
-Yyy, co? – chłopak rzeczywiście był trochę zaskoczony.
-Ach... Pytam z ciekawości... – zmieszała się lekko.
-One bardzo lubią wróżbiarstwo. Ogólnie nie wierzę w takie idiotyzmy, ale może jednak... Pytałem czy znają jakieś sposoby na odnajdywanie ludzi... – Harry patrzył na nią podejrzliwie. – Ale, o co chodzi?
-No właśnie chyba o Lavender.
-Lavender? Możesz jaśniej? – chłopak wyraźnie nie rozumiał o co chodziło Rinoi. Dziewczyna wzięła głęboki oddech. – Lavender! Harry, Lavender! Nie słyszałeś o takim kwiecie? – przyjaciel patrzył na nią oniemiały, a jej słowa nie trafiały do niego. – Od początku miałeś ją przy sobie! To dlatego Hagrid jej nie znalazł. Założyliśmy, że nikt z Gryffindoru w twoim wieku nie nosi podobnego imienia, ale nie sprawdzaliśmy znajomych, bo zwyczajnie nie wpadło nam to do głowy! Harry, Lavender jest twoją kuzynką.
-Czekaj, chwila. Wolniej. Skąd ta pewność?
-Intuicja – puściła do niego oczko. – Masz ślad; jest duże prawdopodobieństwo. Przecież wszystko idealnie pasuje! – spoglądała na Harry’ego, który nadal wydawał się robić wrażenie zupełnie ogłupiałego. – Pomyśl nad tym – przerwała. – Mszę już iść – dodała po chwili. Jej uśmiech wydał się Harry’emu bledszy, gdy to mówiła. – Umówiłam się z... – urwała i lekko się zmieszała. Przecież nigdy nie mówiła Harry’emu o tym co czuje do Finnigan’a. Potter, jeżeli coś wiedział, to tylko od kolegi z dormitorium. Ewentualnie od Ginny, jeżeli poprosiła ją o to, aby ta coś mu przekazała.
-Tak wiem... Z Seamus’em – wyszczerzył się. – Głupi by tego nie zauważył. Dzięki, że powiedziałaś mi o Lavender. Szczerze w to wątpię, ale to rzeczywiście może być ona – dodał wesoło. – Sprawdzę to, nim narobię zamiszania.
-To na razie.
-Na razie – odpowiedział, a dziewczyna w tym momencie skierowała się do dormitorium. Tam w ciszy przebrała mokre ubrania i rozczesała włosy.
-Idziecie może do Wielkiej Sali? Mam ochotę na gorącą czekoladę – zapytała przyjaciółek, które również zajmowały się sobą.
-To bardzo dobry pomysł – odparła Ginny.
-Rinoo, bierzesz ze sobą kurtkę? – zapytała zaskoczona Hermiona, gdy wychodziły.
-Tak, umówiłam się z Seamus’em. Zdążę tylko wypić i lecę – odparła, a Granger i Weasley spojrzały po sobie z nieukrywaną satysfakcją.
* * *
-Przepraszam za spóźnienie! – krzyknęła Rinoa.
-Nie ma sprawy. To ja przyszedłem wcześniej – odparł. – Miętową ropuchę? – zapytał i wyciągnął w jej kierunku paczkę słodyczy.
-Nie, dziękuję... – odmówiła i spojrzała na niego lekko zdezorientowana.
-Wychodzimy?
-No chyba tak.
Poczuli nieprzyjemny chłód. Jeszcze niedawno, kiedy szli do zamku, ich twarze muskał lekki wietrzyk. Teraz powiew zamienił się w wichurę. Rinoa szczelniej owinęła się szalikiem. Spojrzała w górę. Niebo było bezchmurne i gwiaździste. Nad ziemią, z powodu wiatru tańczyła mgiełka białego puchu.
Szła w dużej odległości od towarzysza. Kroki stawiała ostrożnie, tak aby nie przewrócić się o hałdy śniegu. Było jej zimno. Zapomniała wziąć ze sobą rękawiczek, więc ukryła dłonie w kieszeniach. Nie patrzyła na Seamus’a. Nic nie mówiąc, czekała aż w końcu to on podejmie rozmowę.
-Dlaczego? – zatrzymał się. Dziewczyna również przystanęła.
-Co: dlaczego?
-Dlaczego jesteś na mnie taka zła?
-Przecież wiesz...
-Nie chodzi o to. Ty znasz prawdę – rzekł. Jego głos zdradzał, iż jest bardzo pewny siebie. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy.
-Skąd możesz wiedzieć, o czym myślę? – zapytała, ukrywając smutek pod ironią. – Przecież nie potrafisz czytać w myślach.
-Nie muszę używać legilimencji, aby wiedzieć o czym myślisz. Nie uważasz, że to dziwne? Znamy się tak krótko, a wiemy o sobie naprawdę dużo – zasugerował.
-No i co z tego? To się zdarza. Może rzeczywiście wreszcie zdałam sobie sprawę z tego, że nie mogłeś mnie zdradzić, ale... – lekko załamał się jej głos.
-Ale co?
-Ale coś ci obiecałam...
-Tak, pamiętam... Powiedziałaś, że nigdy do mnie nie wrócisz – mówił z niezwykłą lekkością. – Mój ton nie wskazuje na to, że już mi na tobie nie zależy, ale na to, że to rozumiem. Uszanuję to i nie będę więcej nalegał. Chciałem tylko, abyś wiedziała, że już nie zrobię pierwszego kroku w tę stronę. Będę czekać, aż to ty wyciągniesz do mnie dłoń. Nie będę cię nachodził, nie będę natrętny, nie będę stawał na drodze do twojego szczęścia, ale...
-Seamus...
-Proszę, nie przerywaj mi... Ale jeżeli zdecydujesz, że trochę szczęścia możesz zaznać tylko przy mnie, to będę czekał. Pamiętaj, że będę czekał – patrzył jej głęboko w oczy, które pod wpływem nocy wydawały się być jeszcze piękniejsze. Nie tylko pod wpływem blasku gwiazd. Szkliły się w nich łzy, których Rinoa nie chciała wylewać. Nie mógł wytrzymać. Wiedział, że jeżeli jeszcze dłużej będzie w nie patrzył, przytuli ją. Przytuli ją tak, jak zawsze to robił, gdy płakała. Szybko obrócił się do niej plecami. Przez dłuższą chwilę patrzył w stronę zamarzniętej tafli jeziora. Nagle zaczął padać śnieg. Malutkie płatki wirowały dookoła nich, gdy usłyszał cichy szept. Nie zrozumiał tego co powiedziała, gdyż świst powietrza huczał w jego membranach. Nie wiedział nawet, czy to w ogóle był jej głos. Uznał, że coś mu się przesłyszało.
-Seamus... Pójdziesz ze mną na bal? – wypowiadając te słowa, nie zdawała sobie sprawy z tego, że chłopak nie usłyszał ich przez wichurę. Jej włosy unosił wiatr, a te przyklejały się do wilgotnych od łez policzków. Finnigan, nie obracał się. – Nie chce – pomyślała. - On nie chce... Dlaczego się nie obraca? Powiedział, że mam wyciągnąć dłoń jako pierwsza. Dlaczego nie odpowiada? – myślała. Odwróciła się i pobiegła do zamku. Nie myślała logicznie. Zostawiła go samego. – O co ci chodzi, Seamus?
_______