Proszę o wyrozumiałość

piątek, 12.października.2007, 14:15
Przepraszam wszystkich za to, że nie piszę nowych notek, nie odpowiadam na komentarze i w ogóle nie wchodzę na Wasze blogi, nie wspominając już o zostawieniu po sobie śladu. Mylog jest teraz najrzadziej odwiedzanym przeze mnie portalem. Nie mam czasu na pisanie, uciekła nawet wena. Nie kasuję bloga, nie zawieszam go, po prostu chciałabym prosić Was o wyrozumiałość. Przed komputerem nie zasiadam często. A jeśli już, to ograniczam się do kilku minut spędzenia czasu przed monitorem. Moje życie towarzyskie rozkwitło, a i zaczęła się szkoła. Obowiązki, które raczej zaliczają się również do przyjemności też są dosyć męczące. Dlatego jeszcze raz przepraszam i obiecuję, że notka pojawi się wtedy, gdy tylko znajdę czas na przeanalizowanie tego co ma się w niej znaleźć. Sama plątam się już w poczynaniach Rinoy :) Pozdrawiam serdecznie!

Autorka
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Niespodzianka

wtorek, 21.sierpnia.2007, 11:55
Po raz kolejny muszę uprzedzić, że mogę nie zdążyć z powiadomieniami.
_______

-Spokojnie, przecież nic nie powiedział. Nie usłyszał albo zwyczajnie mnie olał – Rinoa weszła do Pokoju Wspólnego. Nadal było jej zimno. Dopiero teraz docierały do niej słowa chłopaka. – Przecież strasznie wiało. Z całą pewnością mnie nie usłyszał – myślała.
-Już wróciłaś? – Ginny wyszczerzyła się w stronę brunetki. Siedziała na fotelu obok Harry’ego, tuż przy kominku.
-Jak widać – odpowiedziała. – Pójdę się przebrać – uśmiechnęła się sztucznie do przyjaciółki.
-Przyjdź do nas zaraz – zaproponował Potter.
-Może później – zakończyła krótko wymianę zdań.
Weszła do swojego dormitorium. Nie było w nim nikogo. Idealnie zaścielone łóżko Hermiony aż raziło w oczy. Posłanie Ginny nie było już tak doskonale ułożone. Dziewczyna zawsze miała na nim porozrzucanych przynajmniej kilka rzeczy ze swojej garderoby. Tak samo prezentowała się pościel Rinoy. W przeciwieństwie do Granger, jej dwie współlokatorki nie były pedantkami.
Przebrała się kolejny raz i rozczesała włosy. Postanowiła, że weźmie gorącą kąpiel. Gdy wyszła z łazienki, w pokoju zastała rudowłosą koleżankę, która patrzyła na nią znacząco.
-No i...? – zapytała cały czas się szczerząc.
-Co, „No i...?” – odparła z lekką ironią.
-No, o czym rozmawialiście? Pogodziliście się? Powiedz mi coś! – Ginny nie ukrywała tego, iż jest ciekawa, do czego takiego poprowadziła ich rozmowa. Usiadła na swoim łóżku, najpierw przekładając kilka bibelotów z kołdry na poduszkę.
-Co tu opowiadać? Było zimno i cały czas to on mówił.
-No ale co!? Co!? Co mówił!?
-Ech... W skrócie? Że nie będzie już więcej robił z siebie kretyna i nie będzie mnie nachodził. Jeżeli zależy mi na nim, to prosił, abym to ja zrobiła pierwszy krok, gdyż on będzie czekał – opowiedziała na jednym wdechu, siląc się na obojętność. Weasley patrzyła na nią z osłupieniem.
-To wszystko? – słychać było w jej głosie, że trochę się rozczarowała.
-Nie, to nie wszystko. Zaprosiłam... Zaprosiłam go na bal... – powiedziała ciszej brunetka.
-Wow! No wreszcie jakieś postępy i...
-Nie ekscytuj się tak – przerwała jej smutno. – Nie usłyszał mnie, a ja nie byłam w stanie tego powtórzyć. Spanikowałam i zostawiłam go samego na błoniach.
-Rinoa!!!? – krzyknęła z niedowierzaniem. – O co ci, dziewczyno chodzi?!
-Sama nie wiem... – odparła i rzuciła się na łóżko. – Zresztą, przemyślałam to sobie – mówiła wyciągając spod głowy spódniczkę od szkolnego mundurka. – Nie wrócę do Seamus’a.
-Rinoa!? – powtórzyła Ginny z jeszcze większym zawodem. – Głupia jesteś, wiesz?
-Wiem – uśmiechnęła się. – Ale dziękuję, że wyraziłaś swoje zdanie.

We środę Rinoa obudziła się dużo wcześniej niż zwykle. Po zajęciach miała jechać do domu. Co prawda, odpadnie jej wieczorem astronomia, ale przed świętami nauczyciele trochę odpuścili, więc nie będzie miała dużych zaległości. Mimo że święta zaczynały się za trzy dni, w Hogwarcie już teraz krzątało się mniej uczniów niż zwykle. Między innymi razem z Rinoą, Hogwart opuszcza Hermiona. Brunetka wzięła prysznic, ubrała się i już czesała włosy, gdy obudziła się Granger, a zaraz po niej Ginny.
-Rinoo, tak wcześnie wstałaś? - zapytała rudowłosa. – Przecież codziennie trzeba cię wyciągać z łóżka – roześmiała się.
-Mam dzisiaj bardzo dobry humor! Po prostu... – uśmiechnęła się.
-Jak to? Ty i dobry humor od rana? – zdziwiła się. – Hermiono, nie dodawałaś jej wczoraj niczego do kolacji? – zwróciła się do drugiej koleżanki, ale ta tylko znacząco pokiwała głową, po czym wybuchła śmiechem.
-Dziwisz się jej? Dzisiaj w końcu pojedzie do domu. Przecież opowiadała nam jak wyglądały jej wakacje.
-No tak. Więc... Co planujesz na dziś? – dopytywała się Weasley.
-Na samym początku... hmm – zamyśliła się. – Spakuję się! Zawsze odkładam to na ostatnią chwilę, a odjeżdżam zaraz po mugoloznawstwie – westchnęła, teatralnie ujęła w dłoń jedną ze swoich koszulek, uniosła ją i wrzuciła do kufra.
-Przecież nie potrzebujesz wszystkich rzeczy. Jedziesz tylko na jakiś tydzień. Nie powinno ci to zająć dużo czasu. Kosmetyki, bielizna, parę ubrań i tyle... – doradziła rudowłosa.
-Pakuj! – krzyknęła Hermiona i lekkim skinięciem nadgarstka sprawiła, że kilka wymienionych przez Ginny przedmiotów powędrowało do kufra, który po chwili sam się zatrzasnął. – Gotowe.
-Też mi sztuczka – prychnęła Rinoa starając się nie wybuchnąć śmiechem. – Dziękuję – zmieniła ton na wesoły. – Zawsze zapominam o tym zaklęciu – podeszła do przyjaciółki i ucałowała ją w policzek. – Dobrze, pospieszcie się, bo jestem głodna jak wilk! – dziewczyny roześmiały się, a po chwili każda zajmowała się sobą.

Ostatni raz w tym roku weszła do gabinetu obrony przed czarną magią. Po raz kolejny poczuła niemiły zapach stęchlizny. Zajęła miejsce w swojej ławce, którą od samego początku dzieliła z Draconem. Mimo że siedzieli razem, rozmawiali mało. Głównie to Rinoa nie zwracała uwagi na sąsiada. Jak zwykle przyglądała się jej Pansy Parkinson, której oczywiście udało się pokłócić Rinoę z Seamus’em, ale nie zdołała wrócić do Malfoy’a. Wevanclar przyzwyczaiła się już do jej nienawistnych spojrzeń, które zresztą nauczyła się ignorować.
Draco usiadł obok Rinoy, nieco zaskoczony zachowaniem dziewczyny, która postanowiła pierwsza się przywitać. Uśmiechnęła się do niego i już miała coś powiedzieć, gdy w klasie pojawił się Snape. Nie chciała psuć sobie dzisiejszego dnia, dlatego nie miała ochoty podpaść profesorowi. Przysunęła kartkę pergaminu bliżej siebie, sięgnęła po pióro i napisała kilka słów:

Czy nadal chcesz, abym towarzyszyła Ci na balu karnawałowym? Jeżeli tak, chciałabym przyjąć zaproszenie.

Dziewczyna szturchnęła blondyna łokciem i za jednym ruchem ręki, kartka powędrowała w jego stronę. Szybko odczytał znajdującą się na niej treść i przeniósł wzrok z pergaminu na Wevanclar. Spojrzał w jej oczy i uśmiechnął się. Lecz nie był to typowy ironiczny uśmiech Dracona, którym obdarzał większość Gryfonów, w tym przyjaciół samej Rinoy. Dla niej nigdy nie był taki oschły jak dla innych. Może nie był duszą towarzystwa, ale przy niej zachowywał się trochę inaczej. Dlatego też dziewczyna nie rozumiała oskarżeń swoich znajomych skierowanych w kierunku jego osoby. Malfoy nie tylko zachowywał się w inny sposób w stosunku do dziewczyny, która mimo wszystko nie była czarownicą „czystej krwi”, ale nawet inni zauważyli, że nie gardzi samym Potter’em tak jak jeszcze przed rokiem. Dlaczego? Czyżby kryła się pod tym jakaś tajemnica lub inny spisek?


-Trzymaj się Rinoo! – krzyknął Ron.
-Tak! Wesołych świąt! – Ginny machała ręką na pożegnanie znajdującej się w powozie przyjaciółce.
-Wesołych świąt! – wtórował Harry.
-Cześć! Bawcie się dobrze! Wesołych świąt! – odparła Rinoa, której powóz już ruszył. Długo wpatrywała się w widok za siebie. Nie chciała stracić z oczu przyjaciół zbyt szybko. Wkrótce znajomi przybrali kształt malutkich, niewidocznych punkcików w oddali, na tle zamku. Dziewczyna w końcu odwróciła wzrok i spojrzała przed siebie. Spoglądała przez okno na zachodzące słońce, które lekko muskało promieniami jej twarz. Patrzyła w niebo, tak aby oczy nie szczypały od bieli śniegu. Powóz delikatnie kołysał się w różne strony, a Wevanclar poczuła znużenie. Siedziała sama, nie miała nawet jak porozmawiać z woźnicą. Szybko się znudziła. Opuściła lekko głowę i oparła ją o dłoń. Coraz bardziej chciało jej się spać. Nie wygrała ze zmęczeniem i nie minęła nawet połowa podróży, gdy dziewczyna znalazła się w krainie snów.

Gdy obudziła się i rozejrzała dookoła, wyprostowała i uśmiechnęła się. Zdążyło się już ściemnić, padał śnieg. Za oknem rozpoznała znajomy widok. Idealnie odśnieżone chodniki, płatki śniegu wirujące na wietrze, które lśniły dzięki światłu latarni oraz ogrodzenia, które uginały się pod grubą warstwą puchu. Znajdowała się na swojej ulicy. Już tylko kilka minut dzieliło ją od wizyty w domu. Patrzyła na utęskniony widok, a uśmiech cały czas gościł na jej twarzy. W końcu jej oczom ukazał się biały, dosyć duży domek. Czarny dach, teraz zakryty lśniącą pierzyną, zlewał się z resztą budowli. Ukochany ogródek mamy świecił kolorowo przez rozwieszone na znajdujących się tam drzewkach lampki świąteczne. Wkrótce powóz zatrzymał się, a w progu ujrzała trzy znajome postaci. Rinoa szybko szarpnęła za klamkę, aby jak najprędzej wysiąść i przywitać rodzinę. Wskoczyła z powozu i puściła się biegiem po niewielkich schodkach.
-Cześć!!! – ryknęła i rzuciła się swojej siostrze na szyję. –Leyso?! Obcięłaś włosy? – zapytała i gdy już się od niej odkleiła, spojrzała na o wiele krótsze, czarne loki siostry. Mimo że dziewczyny były rodzeństwem, Leysa miała słabsze, azjatyckie rysy niż starsza Wevanclar’ówna. Po chwili spojrzała na mamę.
-Mam nadzieję, że nie narozrabiałaś w Hogwarcie – uśmiechnęła się i ucałowała córkę.
-Oj, mamo. Ty jak zwykle swoje – roześmiała się Rinoa, a po chwili spoważniała. Przeniosła swój wzrok na ojca. Ich kontakty nie były najlepsze, jednak każde z nich szczerze radowało się na myśl o swoim spotkaniu. Żadne z nich nic nie powiedziało. Oboje tylko przytulili się do siebie.
-No cóż... – zaczął tata. – Wakacje nam nie wyszły, ale mam nadzieję, że jakoś ci to zrekompensuję – rzekł i uśmiechnął się tajemniczo.
-O co chodzi? Ukrywacie coś? – zapytała Rinoa. Ledwo zdążyła wypowiedzieć słowa, a zza pleców Leysy wyskoczyła śliczna, drobniutka blondyneczka. Wevanclar’ówna z otwartymi ustami patrzyła na osóbkę. Niebieskie oczy mrugały do niej wesoło. Dziewczyna podeszła tak blisko, że jej długie rozpuszczone włosy wirując na wietrze muskały twarz Rinoy. – Jolie!!! – krzyknęła rzucając się na szyję przyjaciółce, mocno ją przytulając. – Dlaczego nic mi nie powiedzieliście!? Zabiję was!
-Cześć Rinoo! Również się cieszę, że cię widzę – odparła Lorrain*, idealnie ukrywając swój francuski akcent.
-Od jak dawna tu jesteś?
-Dotarłam dzisiaj, razem z rodzicami.
-Chodźcie do kuchni. Napijemy się czegoś ciepłego – przerwała im Leysa i znacząco mrugnęła do Jolie.
-Dzień dobry – gdy wszyscy weszli do środka, Rinoa przywitała się z rodzicami przyjaciółki i lekko zmarszczyła czoło. Zdjęła płaszcz i powiesiła go na wieszaku tuż obok lustra. Zdecydowanie osób w przedpokoju było znacznie więcej niż oczekiwała. Wśród nich dziewczyna wypatrzyła wysoką rówieśniczkę. Lekko odwróciła głowę w lewą stronę, nadal patrząc na znajomą twarz, nie wiedząc czy chce powiedzieć coś do siostry, czy podejść do koleżanki. – No nie... – odparła z niedowierzaniem. Podeszła powoli do dziewczyny i przytuliła ją mocno. – Mari, jak miło cię widzieć... – powiedziała wesoło.
-Słyszałam, że idziecie napić się czegoś ciepłego. Chętnie dołączę – odparła. Również mocno przytulała przyjaciółkę. Marie Le Brun była wysoką, szczupłą osobą z miodowymi oczyma i pięknie skręconymi, szatynowymi włosami.
-No to w takim razie, dziewczynki pójdą się czegoś napić, a ja tymczasem zapraszam do salonu – zaproponowała mama Rinoy.
-Wiecie co? A ja?! – ktoś wyskoczył z salonu i zaczął przeciskać się przez tłum zgromadzony w przedpokoju. Niska, zielonooka szatynka robiła zdecydowanie najwięcej hałasu.
-Poznaję ten głos. Monic Charpentier, to musisz być ty! Szlaban! – krzyknęła Rinoa, udając nauczycielkę i również ruszyła w jej stronę. – Twój głos, za który zawsze obrywałaś na lekcjach, zawsze rozpoznam! – Leysa, Mari i Jolie spojrzały po sobie z uśmiechem. – Jesteście tu wszystkie? W takim razie Claudia też przyjechała? – zapytała gdy obie przytuliły się do siebie.
-Niestety, Claudii nie ma. Pojechała z rodzicami do swojej babci. Wiesz, sprawy rodzinne – odparła, jak zwykle żywiołowo, Monic.
-Ach tak.
-No to może w końcu pójdziemy napić się gorącej czekolady?
Dziewczyny udały się do ów pomieszczenia. Leysa krzątała się po kuchni, a reszta dziewcząt usiadła przy stole.
-Wiecie jak za wami wszystkimi tęskniłam?
-Wiemy – odparła Jolie. – My tęskniłyśmy tak samo.
-Mówcie, co tam u was?
-E, nie ma tak dobrze! – krzyknęła Monic. – Ty opowiadaj. To nie my zmieniłyśmy szkołę, więc jesteś pierwsza w kolejce.
-Chociaż nie! Zanim zaczniesz mówić, najpierw idź do swojego pokoju! Mamy tam dla ciebie niespodziankę – przerwała Marie.
-Niespodziankę? Jeszcze jedną? Oszalałyście?
-Nie gadaj, tylko idź! – wrzasnęła Monic.
-No dobrze, już dobrze.
Rinoa posłusznie skierowała się ku schodom prowadzącym do jej sypialni. Gdy stała przy drzwiach i już sięgnęła ręką po to, aby je otworzyć, lekko zadrżała jej dłoń. Dawno tam nie była. Bała się tego co przyjaciółki dla niej przygotowały.
-Znając je, Monic mogła zrobić mi niezły kawał i, nie daj Boże, zupełnie zmienić wystrój mojego pokoju – pomyślała. – Nie, przecież Jolie by jej na to nie pozwoliła... Ale... Z drugiej strony... Marie... Co ty mogłaś tam wykombinować...? Hmm... – zastanawiała się. Same te myśli zaczynały ją przerażać. Ciekawość zwyciężyła. Rinoa pociągnęła za klamkę i... Ledwo zdążyła przekroczyć próg, a na jej szyi zawisła...
-Caludia?!
-Rinoa!!! – wysoka Afroamerykanka przytulała się właśnie do Wevanclar.
-No wiesz, co?! Dziewczyny powiedziały mi, że cię nie ma! – krzyknęła uradowana, patrząc w czekoladowe oczy przyjaciółki otoczone hebanową burzą loków. – Powiedziały mi, że jesteś z rodzicami u babci! Własnoręcznie je uduszę!
-To był mój pomysł – roześmiała się Claudia. – A u babci są tylko moi rodzice – puściła do niej oczko.


*Nazwisko Jolie
_______


Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Oni się nie rozumieją

poniedziałek, 30.lipica.2007, 14:20
Notkę dedykuję Asi z bloga http://panna-z-hogwartu.mylog.pl Dlaczego? Myślę, że po przeczytaniu notki się tego domyśli.
_______

-Nie macie wrażenia, że ten rok szkolny bardzo się ciągnie? – krzyknęła Ginny, która właśnie wycelowała w Rona śnieżką.
-Żarujesz?! – odkrzyknął rudowłosy zwinnie unikając śnieżnej kulki. – Mnie się zawsze tak dłuży! – dodał i również rzucił w siostrę śniegiem. Ginny nie udało się uciec, więc z przyzwyczajenia, jak na pałkarza przystało, odbiła śnieżkę.
-Oj, chyba trochę przesadzacie – wtrąciła się Hermiona. Podeszła do Rona i strzepnęła z jego rudych włosów płatki białego puchu.
-Wcale nie przesadzamy. To ty jesteś nienaturalnie zakochana w nauce – roześmiał się Wesaley i objął ją.
-Nie tylko w nauce – szepnęła do niego gdy upewniła się, że nikt jej nie usłyszy. Ron tylko lekko się zarumienił. Przez chwilę nic nie mówił, dopóki w jego plecy nie uderzyła kolejna śnieżka. Tym razem jej nadawczynią była Rinoa.
-Hej! Uderzyłaś kiedy nie patrzyłem! – krzyknął z udawanym wyrzutem.
-W takim razie mi oddaj! – brunetka w tym momencie schowała się za Harry’m, który nie zdążył uchylić się przed lotem białej kulki i dostał nią prosto w twarz.
-Oj! To niechcący! – roześmiał się Weasley.
Była to jedna z ostatnich zabaw piątki przyjaciół na błoniach, tuż przed przerwą świąteczną. Większość uczniów spędzało to grudniowe popołudnie właśnie na zewnątrz. Mimo że słońce zmierzało ku zachodowi, pogoda była bardzo ładna. Ostatnie promienie raziły w oczy, odbijając się od bieli. Zakazany Las porył się czapą śniegu. Mróz malował na policzkach młodych adeptów szkoły magii czerwone rumieńce, piekł w uszy. Taki krajobraz miał miejsce dopiero od niedawna. Mimo że jesień nastała szybko, zima nie chciała zawitać prędzej. Był dwudziesty grudnia. Oczywistym faktem było to, że o tej porze dnia, w czasie takiej aury, na błoniach było mnóstwo uczniów. Większość z nich, tak jak nasi Gryfoni, bawili się w swoich grupkach.
-Harry, jedziesz więc na święta do Nory? – zapytała Wevanclar.
-No oczywiście, że tak! – odpowiedziała za niego Ginny. – A ty, Rinoo? Chyba nie możesz się doczekać, kiedy w końcu zobaczysz rodziców i siostrę – zasugerowała.
-Tak... Leysy nie widziałam nawet dłużej niż mamy i taty. Wakacje spędziła u przyjaciółki – zamyśliła się. - Ale, jestem ciekawa jak obchodzicie święta w waszych domach.
-E tam, nic ciekawego – żachnął się Ron. – W domu pełno ludzi, panuje hałas i niepojęty chaos.
-Och, braciszku, jak zwykle marudzisz. Przecież święta zawsze obchodzimy bardzo rodzinnie, wesoło.
-No właśnie, a u mnie zawsze jest tak pusto – wtrąciła się Hermiona. – Ale te święta zamierzamy spędzić w Norwegii. To dlatego wyjeżdżam już jutro.
-Wow! Hermiono! Nic nam wcześniej o tym nie mówiłaś! – dodał podekscytowany Harry.
-Bo sama dowiedziałam się tego dopiero dzisiaj rano. Rodzice przysłali list – wytłumaczyła. – A ty Rinoo? Jak spędzisz święta?
-Pewnie jak co roku. Będziemy we czwórkę siedzieć przy stole, śpiewać kolędy i wspólnie oglądać telewizję.
-No to tak jak u nas – przerwała Ginny. – Tyle, że my nie mamy telewizji – roześmiała się.
-Tak, ale nas jest mniej, więc musimy sobie ten naturalny świąteczny hałas roześmianych członków rodziny uzupełniać telewizorem... – uśmiechnęła się i nagle urwała. Na plecach poczuła uderzenie śnieżką. – Ron! Teraz ty zaczynasz? – roześmiała się i zanim zdążyła się obejrzeć, już wszyscy ponownie przewracali się na śniegu. Rinoa właśnie uciekała przed Hermioną, która biegła za nią co tchu i chciała natrzeć jej twarz niewyobrażalnie zimnym puchem. Dziewczyna co chwila spoglądała za siebie i upewniała się, że przyjaciółka jest jeszcze daleko i nie dogania jej.
-Uważaj! – krzyknęła Hermiona i zatrzymała się. Wevanclar jednak nie usłyszała tego. Biegła dalej, gdy nagle z impetem uderzyła w kogoś i upadła na ziemię.
-Au... Przepraszam... – zająknęła się choć z jej twarzy ani na chwilę nie zniknął radosny uśmiech. Próbowała wstać, ale kiedy ma się na sobie kilka warstw ubrań, a na ziemi leży tak duża warstwa śniegu, nie jest to łatwe. Dodatkowo szalik i czapka trochę krępowały ruchy dziewczyny i gdy w polu widzenia dostrzegła, że ów ktoś podaje jej dłoń, aby pomóc wstać, chętnie skorzystała. Szybko się podniosła i otrzepała ze śniegu.
-Dziękuję – powiedziała nadal się szczerząc. – Nic ci się nie stało? Jeszcze raz przepraszam – spojrzała przed siebie i znieruchomiała.
-Nie, nic mi nie złamałaś, nie zabiłaś mnie, nie spowodowałaś żadnych uszkodzeń mechanicznych – odpowiedział wesoło. – A tobie nic się nie stało? Miło widzieć cię w tak dobrym nastroju – usłyszała z ust chłopaka. Kiedy spojrzała w jego oczy, uśmiech spełzł z jej twarzy, a cała radość uleciała w jednej sekundzie. W tym właśnie momencie patrzyła na Seamus’a Finnigan’a.
-Och... Cześć Seamus – zaczęła niepewnie i wbiła wzrok w ziemię.
-Cześć – odparł znowu wesołym tonem. Spoglądał na nią, lekko marszcząc czoło. – Dlaczego zawsze tak robisz? – zapytał. – Nie ukryjesz się pod maską obrażonej osoby dzięki temu, że nie będziesz patrzeć mi w oczy.
-O co ci chodzi? Przecież ja... – zaczęła szybko, lecz do końca nie wiedziała co ma na myśli. Chłopak lekko uniósł brwi.
-No właśnie... Chciałbym cię o coś zapytać, ale... – rozejrzał się dookoła – nie tutaj. Moglibyśmy jeszcze przed świętami porozmawiać w cztery oczy?
-Przecież rozmawiamy... – odparła trochę złośliwie. Seamus lekko zmarszczył czoło, co jeszcze bardziej onieśmieliło dziewczynę. Nie chciała wracać do tamtego tematu. Dlaczego? Bo teraz już wiedziała, że jej nie zdradził? Ponieważ nie miała pojęcia jak z czystym sumieniem spojrzeć mu w oczy? A może dlatego, że „nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki”? Okazałaby się niesłowna. Mogłaby z nim porozmawiać, ale jedna rzecz pociągnie drugą. Zwłaszcza, że to on chce ją o coś zapytać. Nie unikną tego tematu. Przygryzła lekko wargi, spoglądając teraz gdzieś w dal.
-No więc? – przerwał ciszę.
-Gdzie chcesz rozmawiać? – zdecydowała się.
-Może spotkamy się dzisiaj o osiemnastej w Sali Wejściowej. Pójdziemy się przejść gdzieś tutaj... – zaproponował gdy w ich stronę już leciały dwie wielkie śnieżki, zaadresowane przez, jak zwykle nic niedomyślającego się Rona. Jedna najpierw uderzyła w ramię Rinoy, druga z powodzeniem zostawiła po sobie czerwony ślad na uchu Seamus’a.
-Ron... Ja cię kiedyś zabiję – szepnęła Ginny, która teraz stała obok Hermiony. Obie dzielnie kibicowały Seamus’owi w tym, aby ich przyjaciółka znowu go nie zignorowała. Spojrzała na swojego brata z wyrzutem, a następnie przeniosła swój wzrok na Granger.
-No cóż. Będziemy musiały mu wytłumaczyć w jakich sytuacjach może przerywać rozmowę, a w jakich nie... – westchnęła szatynka. Nikt nie słyszał wymiany zdań dwojga Gryfonów, więc nikt nie wiedział, ze zdążyli się już umówić. Hermiona spojrzała wymownie na Wesley’a. Jego mina zdawała się wyrażać tylko dwa krótkie słowa „no co?”. Dopiero teraz zrozumiał, że mógł wszystko zepsuć. Cała czwórka była pewna tego, że zarówno Seamus jak i Rinoa czują do siebie to samo. Rudzielec jak zwykle zastanowił się po fakcie
-Ron! – dał się słyszeć wrzask Rinoy, która w zasadzie wcale nie miała mu za złe ataku. Dla niej ta rozmowa na chwilę obecną była lekką męczarnią, a nie prośbą o randkę. Zwłaszcza, że nie wiedziała jak zakończyć tę krótką pogawędkę. Teraz kiedy może pobawić się z przyjaciółmi przed przerwą świąteczną, nie chciała przeznaczać tego czasu na roztrząsanie swoich spraw osobistych, zwłaszcza, że już zdążyła umówić się z Finnigan’em, a nastrój z całą pewnością romantyczny nie był. Dookoła mnóstwo znajomych twarzy, hałas, latające tu i ówdzie śnieżki. Nie sprzyjało to szczerej rozmowie. Seamus tymczasem rzucił się na Rona, co w tym przypadku spowodowało upadek chłopaka na ziemię i zatopienie jego twarzy w grubej warstwie miękkiego puchu. Po chwili wszyscy bawili się razem, choć Rinoa umiejętnie go unikała. Mimo wszystko sama przyłapała się na tym, że często zerka w stronę swojego byłego chłopaka. Nie wiadomo skąd, dołączyli do nich Parvatti z Lavender oraz Naville, Tom i Jassie. Dwoje ostatnich nie potrafiło odmówić sobie przyjemności dostrzeżenia czerwonych od niskiej temperatury uszu Rinoy więc na „dzień dobry” zabrali jej czapkę, którą następnie podawali między sobą.
-To mają być koledzy z drużyny?! Chcecie żebym się przeziębiła? – dziewczyna próbowała odzyskać nakrycie głowy. Co do przybyłych dziewcząt, Wevanclar rozmawiała z nimi bardzo rzadko. Właściwie wymieniały się tylko informacjami iście szkolnymi. W każdym razie wiedziała tylko tyle, że Hermiona mieszkała z nimi w dormitorium jeszcze rok temu, ale dziewczyny trochę się posprzeczały. Złość już przeszła, ale Hermionie bardziej na rękę było mieszkać z Ginny, zwłaszcza, że obie bardzo się lubiły. Ponadto, Leavnder była kiedyś dziewczyną Rona. W mniemaniu Granger tłumaczyło to zbyt wiele.
Mimo wczesnej pory, noc nadciągała zimą bardzo prędko. Promienie słońca już dawno nie wyłaniały się zza horyzontu. Śnieg nie raził już w oczy, ale mróz szczypał w policzki jeszcze bardziej. Gryfoni postanowili wrócić do zamku, aby trochę się ogrzać.
-Lavender, Parvatti! Poczekajcie chwilkę! – usłyszała z oddali głos Harry’ego. – Słuchajcie, mam do was prośbę. Chodzicie na wróżbiarstwo i... – Potter szedł obok koleżanek gdy wchodzili do Pokoju Wspólnego.
-Eureka!!! – pomyślała Rinoa. – Cholera! Jak mogliśmy zrobić taki błąd?! Jak można było czegoś takiego nie dostrzec! – dziewczyna myślała uradowana. Na jej twarzy zajaśniał lekki uśmiech. Wszyscy poszli przebrać się do dormitoriów, a Harry nadal rozmawiał z Brown i Patil. Rinoa czekała, aż kolega skończy.
-Harry! Możemy pogadać? – krzyknęła za nim, gdy skierował się do swojego lokum.
-A możemy za chwilkę? Tylko się przebiorę.
-Nie, to nie może czekać – uśmiechnęła się.
-No dobra, mów – usiadł na kanapie znajdującej się pod ścianą i kiwnął głową na znak, iż prosi, aby ta też usiadła. Wevanclar jednak nadal stała.
-Przepraszam, że pytam, ale... o czym rozmawiałeś z dziewczynami?
-Yyy, co? – chłopak rzeczywiście był trochę zaskoczony.
-Ach... Pytam z ciekawości... – zmieszała się lekko.
-One bardzo lubią wróżbiarstwo. Ogólnie nie wierzę w takie idiotyzmy, ale może jednak... Pytałem czy znają jakieś sposoby na odnajdywanie ludzi... – Harry patrzył na nią podejrzliwie. – Ale, o co chodzi?
-No właśnie chyba o Lavender.
-Lavender? Możesz jaśniej? – chłopak wyraźnie nie rozumiał o co chodziło Rinoi. Dziewczyna wzięła głęboki oddech. – Lavender! Harry, Lavender! Nie słyszałeś o takim kwiecie? – przyjaciel patrzył na nią oniemiały, a jej słowa nie trafiały do niego. – Od początku miałeś ją przy sobie! To dlatego Hagrid jej nie znalazł. Założyliśmy, że nikt z Gryffindoru w twoim wieku nie nosi podobnego imienia, ale nie sprawdzaliśmy znajomych, bo zwyczajnie nie wpadło nam to do głowy! Harry, Lavender jest twoją kuzynką.
-Czekaj, chwila. Wolniej. Skąd ta pewność?
-Intuicja – puściła do niego oczko. – Masz ślad; jest duże prawdopodobieństwo. Przecież wszystko idealnie pasuje! – spoglądała na Harry’ego, który nadal wydawał się robić wrażenie zupełnie ogłupiałego. – Pomyśl nad tym – przerwała. – Mszę już iść – dodała po chwili. Jej uśmiech wydał się Harry’emu bledszy, gdy to mówiła. – Umówiłam się z... – urwała i lekko się zmieszała. Przecież nigdy nie mówiła Harry’emu o tym co czuje do Finnigan’a. Potter, jeżeli coś wiedział, to tylko od kolegi z dormitorium. Ewentualnie od Ginny, jeżeli poprosiła ją o to, aby ta coś mu przekazała.
-Tak wiem... Z Seamus’em – wyszczerzył się. – Głupi by tego nie zauważył. Dzięki, że powiedziałaś mi o Lavender. Szczerze w to wątpię, ale to rzeczywiście może być ona – dodał wesoło. – Sprawdzę to, nim narobię zamiszania.
-To na razie.
-Na razie – odpowiedział, a dziewczyna w tym momencie skierowała się do dormitorium. Tam w ciszy przebrała mokre ubrania i rozczesała włosy.
-Idziecie może do Wielkiej Sali? Mam ochotę na gorącą czekoladę – zapytała przyjaciółek, które również zajmowały się sobą.
-To bardzo dobry pomysł – odparła Ginny.
-Rinoo, bierzesz ze sobą kurtkę? – zapytała zaskoczona Hermiona, gdy wychodziły.
-Tak, umówiłam się z Seamus’em. Zdążę tylko wypić i lecę – odparła, a Granger i Weasley spojrzały po sobie z nieukrywaną satysfakcją.

* * *
-Przepraszam za spóźnienie! – krzyknęła Rinoa.
-Nie ma sprawy. To ja przyszedłem wcześniej – odparł. – Miętową ropuchę? – zapytał i wyciągnął w jej kierunku paczkę słodyczy.
-Nie, dziękuję... – odmówiła i spojrzała na niego lekko zdezorientowana.
-Wychodzimy?
-No chyba tak.
Poczuli nieprzyjemny chłód. Jeszcze niedawno, kiedy szli do zamku, ich twarze muskał lekki wietrzyk. Teraz powiew zamienił się w wichurę. Rinoa szczelniej owinęła się szalikiem. Spojrzała w górę. Niebo było bezchmurne i gwiaździste. Nad ziemią, z powodu wiatru tańczyła mgiełka białego puchu.
Szła w dużej odległości od towarzysza. Kroki stawiała ostrożnie, tak aby nie przewrócić się o hałdy śniegu. Było jej zimno. Zapomniała wziąć ze sobą rękawiczek, więc ukryła dłonie w kieszeniach. Nie patrzyła na Seamus’a. Nic nie mówiąc, czekała aż w końcu to on podejmie rozmowę.
-Dlaczego? – zatrzymał się. Dziewczyna również przystanęła.
-Co: dlaczego?
-Dlaczego jesteś na mnie taka zła?
-Przecież wiesz...
-Nie chodzi o to. Ty znasz prawdę – rzekł. Jego głos zdradzał, iż jest bardzo pewny siebie. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy.
-Skąd możesz wiedzieć, o czym myślę? – zapytała, ukrywając smutek pod ironią. – Przecież nie potrafisz czytać w myślach.
-Nie muszę używać legilimencji, aby wiedzieć o czym myślisz. Nie uważasz, że to dziwne? Znamy się tak krótko, a wiemy o sobie naprawdę dużo – zasugerował.
-No i co z tego? To się zdarza. Może rzeczywiście wreszcie zdałam sobie sprawę z tego, że nie mogłeś mnie zdradzić, ale... – lekko załamał się jej głos.
-Ale co?
-Ale coś ci obiecałam...
-Tak, pamiętam... Powiedziałaś, że nigdy do mnie nie wrócisz – mówił z niezwykłą lekkością. – Mój ton nie wskazuje na to, że już mi na tobie nie zależy, ale na to, że to rozumiem. Uszanuję to i nie będę więcej nalegał. Chciałem tylko, abyś wiedziała, że już nie zrobię pierwszego kroku w tę stronę. Będę czekać, aż to ty wyciągniesz do mnie dłoń. Nie będę cię nachodził, nie będę natrętny, nie będę stawał na drodze do twojego szczęścia, ale...
-Seamus...
-Proszę, nie przerywaj mi... Ale jeżeli zdecydujesz, że trochę szczęścia możesz zaznać tylko przy mnie, to będę czekał. Pamiętaj, że będę czekał – patrzył jej głęboko w oczy, które pod wpływem nocy wydawały się być jeszcze piękniejsze. Nie tylko pod wpływem blasku gwiazd. Szkliły się w nich łzy, których Rinoa nie chciała wylewać. Nie mógł wytrzymać. Wiedział, że jeżeli jeszcze dłużej będzie w nie patrzył, przytuli ją. Przytuli ją tak, jak zawsze to robił, gdy płakała. Szybko obrócił się do niej plecami. Przez dłuższą chwilę patrzył w stronę zamarzniętej tafli jeziora. Nagle zaczął padać śnieg. Malutkie płatki wirowały dookoła nich, gdy usłyszał cichy szept. Nie zrozumiał tego co powiedziała, gdyż świst powietrza huczał w jego membranach. Nie wiedział nawet, czy to w ogóle był jej głos. Uznał, że coś mu się przesłyszało.
-Seamus... Pójdziesz ze mną na bal? – wypowiadając te słowa, nie zdawała sobie sprawy z tego, że chłopak nie usłyszał ich przez wichurę. Jej włosy unosił wiatr, a te przyklejały się do wilgotnych od łez policzków. Finnigan, nie obracał się. – Nie chce – pomyślała. - On nie chce... Dlaczego się nie obraca? Powiedział, że mam wyciągnąć dłoń jako pierwsza. Dlaczego nie odpowiada? – myślała. Odwróciła się i pobiegła do zamku. Nie myślała logicznie. Zostawiła go samego. – O co ci chodzi, Seamus?
_______


Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Każdego stać na uśmiech

poniedziałek, 23.lipica.2007, 15:43
Notka jest zbyt słaba pod każdym względem, aby móc ją komukolwiek zadedykować.
Z góry przepraszam za to, jeżeli nie uda mi się wszystkich powiadomić.

_______

Rinoa szła do sowiarni, kiedy wychodziła na błonia zauważyła wracających od strony jeziora swoich przyjaciół. Harry trzymał Ginny za rękę, a Hermiona coś komentowała, energicznie gestykulując oraz przeplatając swoją wypowiedź głośnym śmiechem.
-Cześć Rinoo! – krzyknął Harry, który wcześniej uważnie słuchał swojej przyjaciółki. Wszyscy troje pomachali do niej.
-Gdzie się wybierasz? – zapytała Hermiona, gdy podeszli bliżej.
-Do sowiarni. Muszę wysłać listy. Dawno nie pisałam do rodziny i do znajomych.
-To może pójdziemy z tobą? – zaproponowała Ginny.
-Nie dziękuję. Widziałam, że właśnie wracaliście do zamku. Pewnie jest wam bardzo zimno – uśmiechnęła się.
-No to będziemy czekać na ciebie w Pokoju Wspólnym – dodała Granger również uśmiechając się do niej. Gdy przyjaciele się oddalili, Rinoa poczuła wyraźną ulgę. Towarzystwo znajomych było teraz dla niej najmniej oczekiwaną i potrzebną rzeczą. Najzwyczajniej miała zły humor i nie w głowie były jej żarty, zabawy i śmiechy. A przecież kochała spędzać czas z całą czwórką. Mimo że zawsze trzymała się nieco z boku. Harry, Ron i Hermiona przyjaźnią się od pierwszego dnia w Hogwarcie. Ginny jest siostrą Rona i dziewczyną Harry’ego, więc patrzą na nią z innej perspektywy. Dziwne, że i tak udało jej się znaleźć bliższych kolegów i koleżanki. W końcu nie każdy chce „nowych” w swojej paczce. Mimo że nie zawsze to okazywała, była im wdzięczna.
Wiatr rozwiewał jej włosy, a od niskiej temperatury już po krótkim czasie policzki się zarumieniły. Było zimno, ale nie pochmurnie. Co prawda słońce już zachodziło, ale wieczór zapowiadał się naprawdę pięknie. Dziewczyna cały czas zmierzała ku sowiarni. Weszła po schodach i gdy już miała wchodzić do środka, zatrzymała się. Widok nieba był przepiękny. Ostatnie promienie słońca rozpościerały się nad Zakazanym Lasem. Drzewa nie miały na sobie już prawie żadnych liści.
Stanęła i oparła się łokciami o kamienną barierkę przy schodach. Patrzyła na ten widok z zapartym tchem. O czym wtedy myślała? Znowu wspominała. Takie widoki budziły w niej duszę prawdziwej romantyczki. Zawsze lubiła marzyć, ale nigdy nie wierzyła w bajki. Nie liczyła na to, że jej życie będzie usłane różami, ale śniła o tym. Stała tak przez dłuższą chwilę. Z przemyśleń wyrwały ją dźwięki dochodzące z sowiarni. W ciągu tygodnia często ktoś tam przychodził. Tym razem były to dwie Puchonki. Dopiero teraz poczuła, że jest jej zimno. Przesunęła się, aby ustąpić miejsca dziewczynom i uśmiechnęła się do nich. One odwzajemniły gest i poszły dalej. Rinoa tymczasem weszła do środka. Była tutaj dopiero drugi raz. Stanęła tyłem przy tym samym oknie. Oparła się o parapet i rozejrzała dookoła. Wybrała dwie czarne sówki, które znajdowały się najbliżej niej i przywiązała listy do ich nóżek. Ptaki odleciały lada chwila. W tym samym czasie ktoś wszedł do środa. Dziewczyna obróciła się i ujrzała znajomą twarz. Odwróciła się przodem do okna i spuściła wzrok, patrząc teraz na błonia.
-Cześć, Jassie – powiedziała beznamiętnie. Jassie Clarkson, ścigający Gryffinogru, stał w progu i uśmiechał się od ucha do ucha.
-No hej Rinoo! – odparł. Dziewczyna nie chciała widzieć nikogo z drużyny. Miała wrażenie, że chłopak zaraz zacznie ją pocieszać, przekonywać, że przecież grała dobrze i popisze się w meczu ze Ślizgonami. – Co wysyłasz? Listy? Paczkę? – zapytał jakby nigdy nic.
-Listy... Do rodziców i przyjaciółek... – mówiła nadal na niego nie patrząc.
-Jak tam twoja ręka? – zapytał. Rinoa pomyślała, że jednak jej nie oszczędzi. Znowu zacznie mówić o meczu. Znowu zacznie ją pocieszać. Tak jak Ginny. Nie chciała tego. Pragnęła żeby ktoś w końcu powiedział jej, że zagrała źle, że sobie nie poradziła.
-Dobrze...
-No to się cieszę – odparł już nieco zmieszany, widząc, że dziewczyna nie podejmuje tematu. – Swoją drogą to nieźle ci ten tłuczek zasadził – na jego twarz znów wpełzł przyjazny, ale udający sarkazm uśmiech.
-Co? – zapytała gdy dotarło do niej to co powiedział. Jassie nie planował użalać się nad nią.
-Szkoda, że zeszłaś. Mogłaś nie atakować akurat w tym momencie, ale swoją drogą to sam najlepiej wiem jak to jest kiedy wariuje się na miotle. Ile razy Harry się na mnie darł za to, że wywijam niepotrzebne pętle w najmniej oczekiwanych momentach.
-Krzyczał na ciebie?
-No tak, zwłaszcza ostatnio. Nie było cię na treningach, więc nie słyszałaś – odrzekł. Jassie był otwartym chłopakiem. Nie w jego stylu było mówienie „nie martw się, będzie dobrze, to nic, że nie ćwiczysz”. Potrafił ubrać w słowa najgorszą prawdę, tak żeby dotarła do odbiorcy, ale żeby zbytnio nie zabolała. To był jego dar. Rinoa jeszcze o tym nie wiedziała. Był jej kolegą, ale nigdy nie rozmawiała z nim o czymś innym jak tylko o Quidditchu.
-Tak, to mnie zgubiło. Powinnam była chodzić na treningi, a nie użalać się nad sobą.
-Mogłabyś chociaż nam powiedzieć dlaczego nie przychodziłaś – chlapnął przypadkowo.
-Harry wam nie mówił? – zapytała o niego, gdyż zdawała sobie sprawę z tego, że Ginny nie pisnęłaby słowem. Jednak Harry był bliższym kolegą Seamus’a niż jej samej. Finnigan nie wstydził się tego o czym myśli. Jeżeli ktoś go o coś zapytał, toteż odpowiadał. O ile nie ingerowało to w życie kogoś innego. Dziewczyna myślała, iż Harry już wszystkim powiedział, że ”Wevanclar zamknęła się w dormitorium, rozpacza, bo uważa, że Seamus ją zdradził.” Teraz kiedy o tym myślała, zdała sobie sprawę z tego jak głupio się zachowywała. Tak jakby Harry nie miał mówić o czym innym i jakby Seamus’owi przyszło na myśl zwierzanie się z tego co sądzi o nim Rinoa. Mimo że był szczery to jednak wiedział co może, a czego nie powinien mówić. Dodatkowo, jak mogła tak nie docenić swoich przyjaciół? O tym dlaczego nie przychodzi, w drużynie wiedzieli tylko Ron, Ginny i Harry. No i Dean jako przyjaciel Seamus’a, ale tego mogła się tylko domyślać.
-A co miał mówić? – odpowiedział Jassie. – Nie pytaliśmy go, bo po chwili Ginny palnęła coś w stylu, żeby nie zawracać ci głowy. Niby kto miał wiedzieć, że wytłumaczyłaś mu o co chodzi. Gdyby chciał powiedzieć, opowiedział by od razu. W końcu jesteśmy drużyną – odrzekł.
-Harry wiedział... – odpowiedziała, wyrwana z przemyśleń.
-Tak? Co prawda wspomniał, że nie ma cię ze względów osobistych, ale nikt nie pytał o szczegóły. Zresztą, jakbyś chciała to sama powiedziałabyś komuś z nas – powtórzył.
-No właśnie... – powiedziała znaczącym tonem. – Więc nie pytaj... – dodała oschle na co chłopak po raz kolejny nieco się zmieszał. Rinoa nie była niemiłą osobą. Naprawdę musiało jej być źle jeżeli odnosiła się do kogoś w taki sposób.
-Dobra, nie ma sprawy, ale chociaż uśmiechnij się do mnie – ratował sytuację. Rinoę zbiła z tropu ta prośba. Podniosła wzrok i spojrzała na niego, odwracając się od okna. Patrzyła na wysokiego blondyna o niebieskich oczach. Był dobrze zbudowany, musiał być taki, skoro grał w Quidditch’a. Czy był przystojny? Rinoa nie potrafiła tego określić od samego początku. Z całą pewnością był interesujący, ale czy od razu przystojny? Czy przystojnym można nazwać chłopca o dziecięcych, wręcz słodkich rysach twarzy? Rzecz gustu, lecz na pewno nie był brzydki lub przeciętny.
-Sztuczny czy prawdziwy? – zapytała Rinoa
-Że co „sztuczny czy prawdziwy”? – chłopak nie zrozumiał.
-Uśmiech. Ma być sztuczny czy prawdziwy? – odparła przybierając poważna minę.
-No jasne, że prawdziwy, też mi wybór – Jassie teatralnie prychnął.
-No to z tym będzie ciężej. Na prawdziwy się nie wysilę.
-Jak nie, to nie... – oparł i niczym niezrażony podszedł do jednej z sów. Wyciągnął z kieszeni niewielką paczkę i zaczął przywiązywać ją do nóżki ptaka. W tym momencie do pomieszczenia wpadł Neville.
-O cześć! – przywitał się z dwójką Gryfonów. – Ale zimno... – zagadnął.
-No... – opowiedział Jassie. Neville tymczasem wybrał jedna z sów i przeniósł na parapet. Ta posłusznie wystawiła nóżkę, a Naville przywiązał do niej małe zawiniątko.
-Z czego się śmiejesz? – zaczął Jassie, gdy zauważył, iż dziewczyna rzeczywiście się uśmiecha. – To jest twój naturalny śmiech, prawda? Powiedz, że tak – zapytał, ale dziewczyna nie odpowiedziała. Wskazała tylko na lewe przedramię Neville’a, na którym to widniały świeże odchody małej sowy.
-Neville, - zagadnęła starając się nie śmiać. – weź to – dodała, podając mu chusteczkę. Chłopak spojrzał na Wevanclar, a po chwili na rękaw kurtki.
-O nie! – jęknął i wziął chusteczkę. – Muszę iść! Przecież jak zostanie plama to babcia mnie zabije! – krzyknął i wybiegł. Gdy drzwi się zatrzasnęły, oboje wybuchli głośnym śmiechem.
-Cały Neville – zagaił Jassie. – Widzisz, jednak zdobyłaś się na uśmiech – powiedział patrząc na nią.
-Jednak tak... – odparła.
-Zimno... Idziesz do zamku?
-Tak, czekają na mnie – odparła.
-No to chodź, bo zaraz zamarznę.
_______


Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Listy

piątek, 6.lipica.2007, 14:06
-Harry, to bardzo ważna wiadomość! – krzyknęła Hermiona gdy brunet zdążył opowiedzieć o swoim śnie. – A ja już myślałam, że zupełnie odpuścisz.
-Ron mi chyba nie wierzy...
-Harry, czy ty się urodziłeś wczoraj? Przecież Ron jest rano nieprzytomny. Założę się, że jeśli opowiesz mu to drugi raz później z pewnością tego nie zlekceważy - przerwała mu Ginny.
-No tak...
Trójka przyjaciół właśnie spacerowała na błoniach. Skorzystali z tego, że na dworze wyjątkowo nie było ani jednej małej chmurki. Od dawna nie było takiej pogody. Choć było zimno i wiatr kłuł ich w policzki to jednak tylko tam mogli porozmawiać tak żeby nikt ich nie słyszał.
-Hermiono, Hagrid musiał coś przeoczyć. Musi być w Hogwarcie jakaś dziewczyna, która nosi kwiatowe imię.
-Wiem o tym, ale Hagrid zarzekał się, iż sprawdził dosłownie wszystko.
-Będziemy musieli poprosić go jeszcze raz.
-Harry, a może powiemy o tym dyrektorowi? – zapytała Ginny.
-Nie ma mowy.
-Dlaczego?
-Dlatego, że dyrektor w niczym nie pomoże. To o czym już wiedział zdążył mi powiedzieć. A i ja nie dowiedziałem się niczego nowego. Rose powtórzyła to co mówił Dumbledore, dodając do tego jakieś małe wskazówki i upewniając mnie w tym, że dyrektor miał rację. Teraz muszę czekać na kolejny sen.
-Jakie są warunki?
-Jeśli dobrze zrozumiałem to we śnie odwiedzi mnie wtedy gdy będę... szczęśliwy. Tak szczęśliwy, że nie będę mógł łatwo zasnąć.
-Co to znaczy? Jak to rozumieć?
-Wczoraj zwyciężyliśmy w meczu z Krukonami. Muszę przyznać, że miałem wielkie obawy. Główna ścigająca nie radziła sobie z presją, a Ron też wpuścił trochę bramek. Gdy Rinoa zeszłą z boiska, przez chwilę zwątpiłem, ale gdy zaczęliśmy prowadzić, a potem złapałem znicza, byłem z siebie dumny. W końcu jesteście moją drużyną. Nie śmiejcie się ze mnie, ale nie mogłem zasnąć. Po meczu z Puchonami też tak było, ale wtedy nie wiedziałem o Rose.
-Harry... – Hermiona patrzyła na niego oniemiała.
-No co?
-Nie myślałam, że aż tak to przeżywasz – uśmiechnęła się.
-Teraz już wiesz – po tych słowach zapadła cisza, którą jednak postanowiła przerwać Granger.
-W takim razie, jeżeli wygracie ze Ślizgonami, wtedy też zobaczysz Rose, tak?
-Pewnie tak. Jest tylko mały problem. Ten sen trwał około pół minuty. Nie jestem pewien, ale jakoś mniej więcej tyle czasu zajęło mi dotarcie do gabinetu, przeczytanie wszystkiego razem z odczytywaniem tego co chce mi powiedzieć w gestach. Nie ucieknę od pojedynku z Voldemortem, a jedyna osoba, która może mi pomóc nie będzie mogła mi powiedzieć wszystkiego o czym wie...
-Jak to?
-Nie powinienem się odzywać, a już na samym początku zapytałem ją kim jest. Nie odpowiedziała, ale gestem prosiła o to, abym nic nie mówił. W dalszej części listu zawarła, że każde jedno słowo odbiera siedem sekund ze snu, który będzie moim ostatnim dotyczącym Rose i przepowiedni. Tak więc możliwe, że nie dowiem się około jednej szóstej tego co chciała mi powiedzieć. Zależy ile czasu będą trwały dwa następne sny. Miejmy nadzieję, że będą długie albo że dużo powie mi w tym drugim.
-A co z twoim kuzynem?
-No cóż. Będę go szukał. Nie mam pojęcia jak go odnajdę, ale wiem, że mi się uda.
-Harry, Rose nie żyje, więc jak mogła dostać się do Twojego snu? – Ginny zadała pytanie, które również dręczyło Hermionę.
-Nie mam pojęcia. Pisała, że to wszystko dzięki temu, iż służyła Voldemortowi, a on jest przecież związany ze mną w pewien niewerbalny sposób...
-Być może wiedziała o tym dużo wcześniej. To magia. Wiedziała kiedy będą potrzebne ci te informacje. Harry, będziesz musiał zmierzyć się z Sam-Wiesz-Kim, a ona wie jak ci pomóc. Przecież Rose to twoja ciotka. Co prawda... nieżywa ciotka, ale jednak – mówiła Hermiona dokładnie ważąc każde słowo. Sama nie do końca wiedziała jak wytłumaczyć to przyjacielowi. Zresztą to były tylko jej domysły. – Harry, poszukam wiadomości w bibliotece. Coś musi o tym być. Prawdopodobnie do niczego nam się to nie przyda, ale przynajmniej może uda nam się rozwikłać zagadkę jak Rose do ciebie dotarła.
Przyjaciele szli brzegiem jeziora. Rozmawiali do późnego popołudnia gdy w końcu Harry zaproponował, aby wrócili do zamku.
-Tak, zrobiło się bardzo zimno – poparła propozycję rudowłosa.
-A swoją drogą, gdzie jest Rinoa? Nie widziałem jej od wczorajszego meczu.
-Siedzi w dormitorium. Nie chce nigdzie wychodzić, żeby nie natknąć się na Malfoya albo Seamus’a, tak myślę.
-Jeszcze jej nie przeszło?
-Jak widać, nie...
* * *

Rinoa rzeczywiście spędzała czas sama w dormitorium. Mimo opatrzonej ręki, pisała list do rodziny i przyjaciółek z Beauxbatons: Jolie, Claudii, Monic i Mari. Dawno się do nich wszystkich nie odzywała.

Moje Kochane!
Przepraszam, że tak długo do Was nie pisałam. Miałam mnóstwo nauki, a i dobry humor ostatnio mi nie dopisuje. Mam nadzieję, że uda mi się Wam wszystko dokładnie opowiedzieć.
Pamiętacie Roberta? Pisałam Wam, że kiedy wyprowadziłam się z Paryża, zerwał ze mną. Myślałam, że to już się nie powtórzy. Nie chciałam jak na razie nikogo innego. Jednak szybko zdążyłam znowu się zakochać. Ale niestety... zdradził mnie. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego co czułam. Wtedy uznałam, że to wszystko przez to, że się pospieszyłam. Miłość od pierwszego wejrzenia? Nigdy w nią nie wierzyłam. Ale tutaj wszystko się zmieniło. Nigdy w życiu nie czułam czegoś takiego do chłopaka. Nie potrafię Wam tego dokładnie opisać, ale kiedy widziałam go w ramionach innej, skończyłam z tym. Coś we mnie pękło, bolało, boli nadal i nie chce przestać. Wszyscy powtarzają, że on nie zrobił tego specjalnie; że to ona uknuła intrygę. Dlaczego? Bo uznała, że chłopak który z nią zerwał zrobił to przeze mnie; że zainteresował się mną. Najgorsze jest to, że ja tego nie chciałam. Rzeczywiście teraz, gdy jest już po wszystkim, zainteresował mnie. Co jest najgorsze? Że mam wrażenie, iż czuje to samo do obydwu chłopców. Moja intuicja często mnie myli, ale boję się, że nie mogę zbliżyć się do żadnego z nich. Seamus Finnigan – kochany, miły, zawsze wie co czuję. Zdaję sobie z tego sprawę nawet teraz gdy nie jesteśmy ze sobą, ale obiecałam mu, że po tym incydencie już nigdy do niego nie wrócę. Ale czy wybaczę? Zobaczymy. Jak na razie to wciąż boli. Cały czas mam wrażenie, że to dobrze, iż odpycham go od siebie; że nie zasłużył na wybaczenie. Ale jeżeli on naprawdę mnie nie zdradził? Wczoraj zupełnie się zdołowałam. Jestem w drużynie Quidditcha, gram na pozycji ścigającej, a kompletnie się nie popisałam. Popisałam? Co ja piszę... Osłabiłam skład, psułam taktyki. Nie minęła nawet połowa meczu, a już zeszłam z boiska ze złamaną ręką. To było dla mnie za wiele... I wiecie co? Nie mogłam się powstrzymać! Wypłakałam się w ramię Seamus’a! Co on sobie o mnie teraz myśli? Nie wrócę do niego, nie mogę... Nie potrafię spojrzeć mu w oczy po tym co zrobiłam. Obiecałam sobie, obiecałam jemu, że nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Wszystko popsułam. Wtedy właśnie wróciły wątpliwości, że może rzeczywiście mnie nie zdradził. Jak mógł to zrobić skoro wiedział co czuję? On nie jest perfidny... Nie odzywał się, ale wiedziałam, że on nadal mnie kocha. Nie mówił nic gdy zanosiłam się od płaczu. Wiedział, że powinien milczeć. Dlaczego? Dlaczego to zrobił? Dlaczego poszedł za mną i dlaczego, do jasnej cholery jest taki... Kochany!?
Draco Malfoy jest chyba najprzystojniejszym ze wszystkich chłopców znajdujących się teraz w Hogwarcie. Zaprosił mnie na bal, który odbędzie się 31 grudnia, ale nie wiem, czy chcę z nim iść. Zagadką dla mnie jest to, że wszystkie moje koleżanki opowiadają o Draconie dziwne rzeczy. Jak wiecie jestem w połowie mugolką, a on jest Ślizgonem – perfidnym Ślizgonem, który toleruje czarodziejów tylko z „czystą krwią”. Dlaczego więc interesuje się mną? Czyżby uczucia wzięły górę nad zasadami? Nie wierzę w to. Nie wtedy gdy chodzi o moją osobę. Zastanawiałam się nad tym balem. Byłabym zdolna się zgodzić, gdyby nie... Seamus.
Boję się zbliżyć do każdego z nich. Dlaczego tak jest? Dlaczego nie mogę zdecydować się na jednego lub zapomnieć o obydwu?

Mam nadzieję, że szybko odpiszecie. Kocham Was!

Wasza Rinoa

08. 11. 2006



Kiedy napisała list do przyjaciółek, odłożyła pergamin na biurko i wzięła drugą kartkę. Zaczęła pisać do siostry i rodziców. Tam nie rozdrabniała się już tak jak w liście do najlepszych koleżanek. Opisywała to co dzieje się na lekcjach, jak sobie radzi z nauką i jak układają jej się stosunki koleżeńskie. Wspomniała o Quidditchu, Hogsmeade i o tym, że zajęła siódme miejsce w Sprawdzianie Dwurundowym. Przypomniała rodzicom o balu, ale nie wspominała nic o tym, że już ktoś zdążył ją na niego zaprosić. Rinoa nie mówiła o sprawach osobistych na forum rodzinnym, ale to nie znaczy, że za nimi nie tęskniła. W zasadzie nie mogła już doczekać się Bożego Narodzenia. Chciała w końcu ich zobaczyć i uściskać.
______


Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

W Pokoju Wspólnym nie było nikogo prócz tych dwoje. Stali wtuleni w siebie, otoczeni jedynie smugami światła wydostającego się z kominka. Nie liczyli minut. Rinoa nadal płakała. Nie potrafiła się powstrzymać. Dokładnie zdawała sobie sprawę z tego, że wypłakuje oczy w ramię swojego byłego chłopaka. Temu, któremu obiecała, iż nigdy do niego nie wróci. Jednak nie to było teraz dla nich ważne. Seamus wiedział, że dziewczyna jest przygnębiona i w żadnym wypadku nie próbował wykorzystać tego jako okazji. Po prostu zdawał sobie sprawę z tego, że Wevanclar potrzebuje teraz bliskości. W pewnym momencie dziewczyna o krok odsunęła się od Finnigana. Spojrzała w jego oczy i już miała coś powiedzieć, gdy z oddali dobiegły ich głosy Gryfonów. Oznaczało to, że drużyna Harry’ego zwyciężyła. Dziewczyna spojrzała to na drzwi, to na chłopaka.
-Cholera, co ja robię? – pomyślała. – Ja... Ja... Ja muszę iść... – powiedziała zmieszana i odsunęła się od niego jeszcze o dwa kroki. Odwróciła wzrok i pobiegła w stronę dormitoriów.
-Ale, Rinoa! – krzyknął za nią nieco zdezorientowany. Ta jednak go nie usłyszała.
-Przepraszam! – rzuciła przez ramię i biegnąc po schodach nie odwróciła się ani razu. Wbiegła do dormitorium i rzuciła się na swoje łóżko, nie uważając na uszkodzoną kość. Jęknęła z bólu.
-Dlaczego nie pomyślę zanim coś zrobię? On mnie nadal kocha... Kocha mnie – myślała, ale nie wiedziała czy ma cieszyć się z tego faktu, czy może nie. Otarła pozostałe łzy z twarzy. – Nie mogłabym być z nim i jednocześnie myśleć o Draconie... – jej przemyślenia przerwały krzyki dochodzące z Pokoju Wspólnego. Nagle do dormitorium wpadła Ginny.
-O, tutaj jesteś! Chodź na dół! Wygraliśmy! Szukałam cię! Yyy, płakałaś?
-Nie płakałam - Ginny spojrzała na nią podejrzliwym wzrokiem. - Krople deszczu wpadały mi do oczu. A jeśli chodzi o mecz to zaczęliście prowadzić wtedy gdy ja zeszłam z boiska – wtrąciła. Wyraźnie nie emanowała podobnym entuzjazmem.
-Rinoo, przecież wiesz, że nie to mam na myśli... – powiedziała łagodnym tonem i usiadła na łóżku obok przyjaciółki.
-Tak wiem, przepraszam... – Rinoa zmusiła się do uśmiechu, aby nie robić przykrości Ginny.
-Przecież wiemy, że się starałaś. Harry widział na co cię stać. W następnym meczu ze Ślizgonami pokażesz co naprawdę potrafisz. A teraz powiedz mi, jak twoja ręka? No i dlaczego płakałaś?
-Zamknijmy temat płaczu! Ręka w porządku... Ginny, przepraszam cię, że przez mój głupi kaprys popsułaś to nad czym tak długo pracowałaś.
-Masz na myśli tę taktykę z Dean’em? Och daj spokój! Zresztą i tak masz już za swoje! – uśmiechnęła się i mrugnęła do niej wskazując na opatrzoną rękę Wevenclar.
-No tak...
-To co? Zejdziesz na dół?
-Nie. Dzięki, że po mnie przyszłaś, ale nie mam czego świętować.
-Daj spokój, Rinoo! – oburzyła się rudowłosa. – OK, rób co chcesz, ale... czy mi się wydaje, czy Seamus przed chwilą był sam w Pokoju Wspólnym? Widział, że płakałaś? Jeżeli szłaś tutaj to chyba musiałaś się z nim minąć – zapytała ze złośliwym uśmiechem zmieniając temat. Chciała zażartować, ale nie myślała, że Rinoa zareaguje w inny sposób. Swoją drogą rudowłosa wiedziała przecież, że Finnigan jeszcze nigdy nie opuścił nawet połowy meczu, więc coś musiało za tym stać, skoro Gryfoni zastali go samego w Pokoju Wspólnym. Zawsze świętował z kolegami i razem z nimi wracał do zamku.
Wevanclar utkwiła wzrok w swoich dłoniach, które teraz spoczywały na jej kolanach.
-Nie płakałam!!! - krzyknęła patrząc już w podłogę. Po chwili jednak znowu spojrzała na koleżankę. - No dobrze, płakałam, ale nie chcę o tym mówić! - nastała chwila ciszy. - Ginny, ty wiedziałaś, prawda? – odparła smutnym głosem.
-Co takiego miałam wiedzieć?
-Że on mnie nadal kocha... – szepnęła nie podnosząc wzroku. Siedziała na łóżku, lewą dłonią gniotąc materiał szkarłatnej powłoczki kołdry. Ginny przez chwilę nie odpowiadała.
-Rinoo, wszyscy wiedzieli... – odpowiedziała cichutko po namyśle, patrząc na swoją towarzyszkę. Słysząc te słowa Rinoa zacisnęła mocno powieki. Przecież, jeżeli ją kocha to rzeczywiście nie mógł jej okłamać lub zdradzić i to jeszcze z Pansy. Wevanclar po raz pierwszy pomyślała w ten sposób. Była zbyt dumna, zbyt honorowa, ale przecież nie była ślepa. – Wiem o czym myślisz... – Weasley przerwała ciszę. Nie czekała na gest ze strony Rinoy. – Jeżeli nadal uważasz, że Seamus cię zdradził to jesteś po prostu głupia... – zamilkła. Spod zamkniętych powiek Rinoy znowu sączyły się łzy.
-Widocznie jestem głupia, bo nadal tak uważam! – krzyknęła i wstała z łóżka. Podeszła do okna. Patrzyła jak krople deszczu odbijają się od szyby. Dlaczego nie potrafi uwierzyć w to, że Seamus nie mógł jej zdradzić? Dlaczego cały czas kiedy o nim myślała, przywoływała obraz Finnigana całującego Pansy? Nie mogła uwierzyć w jego słowa, gdy mówił, że to tylko zwykła intryga ze strony Parkinson.
-Jak małe dziecko... – szepnęła rudowłosa i wyszła z dormitorium zostawiając przyjaciółkę samą.

* * *

Wieczorem Harry długo nie mógł zasnąć. Mimo że drużyna trenowała bardzo dużo, miał wątpliwości czy wygrają. Jednak im się udało. Był naprawdę szczęśliwy. Wędrował po pokoju, nawet sprawdzał czy odrobił wszystkie prace jakie zadali mu nauczyciele. Zszedł do Pokoju Wspólnego, gdzie spotkał kilku znajomych. Mógł chociaż przez chwilę zająć się czymś innym niż samym sobą. Jednak szybko zrobiło się późno i wszyscy musieli wracać do dormitoriów. Harry położył się do łóżka, ale i tak nie spał. Zastanawiał się nad kolejnym treningiem. Co mógłby zrobić, aby jeszcze usprawnić atak oraz podszlifować kondycję Rona. W końcu około trzeciej udało mu się zasnąć.

Harry biegł korytarzem do sali wróżbiarstwa. Sam nie wiedział po co się tam udaje, ale zdawał sobie sprawę z tego, że czeka go tam coś bardzo ważnego. Wspinał się po schodach coraz wyżej i wyżej. Po chwili uderzył w niego zapach kadzidełek znajdujących się w gabinecie. Jego oczom ukazały się drzwi do sali. Bez wahania otworzył je i rozejrzał się dookoła. Wnętrze niczym nie różniło się od tego jakie zapamiętał je gdy był tu po raz pierwszy. Instynktownie usiadł przy jednym ze stolików. Rozglądał się dookoła. Zastanawiał się po co właściwie tu przyszedł gdy nagle pomieszczenie zaczęło wypełniać się mgłą. Zrobiło mu się zimno, ale nie był przestraszony. To dziwne zjawisko nie zrobiło na nim żadnego wrażenia. Zachowywał się tak, jakby czekał na to, aż coś się wydarzy. Nagle zwrócił uwagę na kryształową kulę, która znajdowała się na stoliku, przy którym siedział. Niesamowicie błyszczała. Harry przybliżył kulę w swoją stronę. Spojrzał na nią i zauważył, że wewnątrz niej formuje się jakiś obraz. Wyraźny pergamin, na którym ktoś pisał piórem. Postać, kobieta siedziała przy stole pochylona nad nim.
-Mama? – pomyślał. Lecz to nie była ona. Rzeczywiście rude loki układały się na jej ramionach, jednak gdy ów postać uniosła głowę okazało się, że nie jest to Lily. Była do niej podobna. Po chwili kobieta spojrzała na Harry’ego. Uniosła pergamin, tak, aby mógł przeczytać co zostało na nim napisane. Potter poprawił okulary i przysunął kulę jeszcze bliżej. Pergamin był czysty jednak gdy tylko spojrzał, pojawiały się na nim kolejne słowa.

Witaj Harry,
czy nie zastanawiasz się dlaczego jestem tak podobna do Lily?


Harry przeczytał pierwsze słowa, jak się okazało listu.
-Kim jesteś? – zadał pytanie, a litery przestały się ukazywać. Jednak kobieta nie mogła nic odrzec. Uniosła dłoń i wskazującym palcem dotknęła ust na znak, iż prosi go, aby nic nie mówił. Potter lekko zdezorientowany posłuchał prośby. Rudowłosa uniosła pergamin wyżej, aby Harry mógł czytać dalej. Kolejne słowa zaczęły się wyłaniać.

Z pewnością już domyślasz się kim jestem naprawdę. Otóż mam na imię Rose. Tak Harry, jestem siostrą Twojej matki.

Harry oderwał się od lektury i spojrzał na kobietę. Kiedyś w myślach próbował ją sobie wyobrazić. Nigdy nie przypuszczał, że była podobna do Lily. Zwłaszcza, że jego matka oraz ciotka Petunia też nie były do siebie podobne. Znowu chciał o coś zapytać, ale ta po raz kolejny gestem zachęciła go do dalszego czytania. Kolejne litery zaczęły tworzyć zdania, tak jakby ktoś niewidzialnym piórem zaczął pisać po pergaminie.

Przede wszystkim, nie wolno Ci nic mówić. Każde słowo skróci Twój ostatni sen dotyczący mnie o siedem sekund. Zostały nam takie jeszcze dwa. Będziemy spotykać się w chwilach kiedy będziesz szczęśliwy, a zaśnięcie sprawi Ci naprawdę ogromną trudność. W każdym ze snów powiem Ci coś ważnego.
Mogę kontaktować się z Tobą dzięki temu, że byłam blisko Lorda Voldemorta. Twoje sny związane z nim zawsze się sprawdzają. Tak więc zapamiętaj wszystko o czym tutaj napiszę.
Masz dwoje rodzeństwa w Hogwarcie. Nie mogę podać imion, gdyż Voldemort nie może dowiedzieć się o ich tożsamości. Wiedz, że Voldemort może wiedzieć o czym myślisz, ale to nie jest regułą. Kontroluj się wtedy gdy jesteś wściekły. Wiesz przecież, że czeka Cię walka, której nie unikniesz.
Wracając do rodzeństwa – szukaj kuzynki w swoim wieku. Mojej córki. Nadałam jej imię kwiatowe.
O tym, dlaczego nie wychowywałam się razem z Petunią i Lily, już wiesz. Ponadto miałyśmy jeszcze jedną siostrę, która tak samo jak ja wychowywała się u innej rodziny. Teraz żyje w świecie czarodziejów. Harry, znasz ją. Również nie mogę podać jej imienia, bo jej rodzina jest blisko Czarnego Pana. Zbyt blisko. Tak czy owak, ona również ma dziecko – syna w Twoim wieku. Jest uczniem Hogwartu. Szukaj go. Harry, bez niego i bez mojej córki nie wypełnisz przepowiedni. Tak, tak... Jest więcej części przepowiedni. Dlatego właśnie masz TEN sen.
Spotkamy się jeszcze dwa razy. Szukaj swoich kuzynów! Szukaj ich!


Harry odczytał całość, spojrzał jeszcze raz na Rose i znów chciał o coś zapytać, ale przypomniał sobie, że przecież nie może. Powiedział już dwa słowa: „kim jesteś” co oznacza, że ostatni, jak powiedziała Rose, trzeci sen związany z nią będzie krótszy o czternaście sekund. Znaczyło to, że Harry nie dowie się wszystkiego. Nagle mgła zaczęła opadać. Rose pomachała do niego z kryształowej kuli i uśmiechnęła się po czym znikła.



Chłopak otworzył oczy. Znajdował się w swoim łóżku, co oznaczało, że naprawdę śniła mu się ciotka, o której wspominał dyrektor. Dlaczego nie miał wątpliwości? Zdawał sobie sprawę z tego, że przecież jego sny nie są zwyczajne, a w Hogwarcie nic nie dzieje się bez przyczyny. Wstał i obudził Rona. Opowiedział mu o wszystkim.
-Człowieku! Budzisz mnie tylko po to żeby opowiedzieć mi sen? – zapytał zaspanym głosem.
-Ron, to nie jest jakiś tam sen!
-Sen jak sen. Wiesz co? Ja przed chwilą odbierałem puchar Quidditcha, a ty mi opowiadasz o jakimś liście i kryształowej kuli – odparł z wyrzutem i przewrócił się na drugi bok, odwracając się plecami do Harry’ego. Potter podszedł do niego z drugiej strony, nie dając mu zasnąć.
-Ron! Czy naprawdę usłyszałeś tylko to? Dzięki temu, że była blisko Voldemorta mogła się ze mną skontaktować!
-Harry! Rose nie-ży-je! – odparł rudzielec podnosząc się i wyraźnie akcentując ostatnie dwa słowa.
-Tak wiem, ale dlaczego mówiła o przepowiedni? Z resztą, potwierdziła słowa Dumbledore’a. Mam rodzinę!
-Przecież Hagrid już szukał tej dziewczyny o kwiatowym imieniu. Nie ma takiej w Hogwarcie! – Ron nakrył głowę kołdrą. Jednak Harry nie dawał za wygraną. Wiedział, że to oznaka irytacji Weasley’a więc pociągnął za nakrycie i zrzucił je na ziemię.
-Widocznie coś mu umknęło! Musiało! Możliwe, że zmieniła imię. Trzeba się postarać! Poszukam jej! Znajdę ją. A potem znajdę mojego kuzyna! Teraz nie odpuszczę! Wiem, że to musi być prawda!
-Wiesz, Harry, nie nakręcaj się tak, bo możliwe, że to w ogóle nie jest prawdą – odparł Weasley i wstał z łóżka, aby podnieść kołdrę.
-Ron, to musi być prawda. Moje sny, które są związane z Voldemortem zawsze coś oznaczają.
-Przecież nie widziałeś w nim Voldemorta.
-Ale Rose o nim mówiła! Nie słuchałeś?
-Słuchałem, ale proszę, nie ekscytuj się tak, bo to naprawdę nic nie znaczy! – chłopak rzucił się na łóżko i znów okrył kołdrą.
-No wiesz, co? Myślałem, że mi pomożesz... – Harry był trochę zawiedziony.
-Pomogę ci, pomogę, ale najpierw daj mi się wyspać. A teraz idź do dziewczyn. One już pewnie nie śpią... Opowiedz im... - odrzekł i znów przewrócił się na drugi bok.

_______


Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Mecz, zawód, smutek

wtorek, 12.czerwca.2007, 13:05

Dedykuję tylko i wyłącznie Dagmarce. Dlaczego? Żeby wiedziała, iż dziękuję jej za to, że w ogóle jest. Reszty domyśli się jak przeczyta całość.
Dagmarko, chyba zrozumiesz dlaczego akurat tę notkę dedykuję TYLKO Tobie.
_______



Deszcz nie ustawał. Już od tygodnia nie zapowiadało się na zmianę pogody. Jednak to nie odstraszyło kibiców. Gdy na boisko weszły obydwie drużyny: Gryffindor i Ravenclav, uczniowie powitali ich burzą oklasków. Harry dawał ostatnie wskazówki swoim zawodnikom, nie zdając sobie sprawy z tego, że jedna ze ścigających w ogóle go nie słucha. Zwyczajnie się zamyśliła, ale nie bezpodstawnie. Znała już wszystkie zagrania i wiedziała jakimi radami służy Harry tuż przed meczem. Zadumała się tak, gdy na jednym z miejsc przeznaczonych dla kibiców dostrzegła Seamus’a. Zebrało jej się wtedy na wspomnienia. Odrzuciła te myśli.
-Przecież teraz mam mecz! – skarciła siebie. Postanowiła, że nie chce być najgorsza na boisku tylko przez to, że opuściła kilka wcześniejszych treningów. Drużyna na nią liczy. Gdy niebiesko-czerwona gromadka ustawiła się już na boisku, Rinoa miała wrażenie, że nic nie jest teraz w stanie wyprowadzić jej z równowagi. Zdawała sobie sprawę już wcześniej z tego, że treningi nie są tym samym co mecz. Klimat jaki tworzą kibice jest nie do opisania. Gdy rozległ się gwizdek wszyscy zawodnicy wzbili się w górę. Na swoim ramieniu poczuła lekkie klepnięcie ze strony Harry’ego.
-Dasz radę – uśmiechnął się przecierając mokrą od deszczu twarz i poszybował ku górze. Wiedział, że przez to, iż nie trenowała regularnie, nie jest już w tak dobrej formie jak podczas meczu z Puchonami. Wevanclar również trochę obawiała się własnych błędów. Gdy Jessie podał do niej kafla, ta nie ryzykując oddała go Tomowi, który wówczas nie tracił okazji. Wymierzył w jedną z bramek, jednak nie udało mu się przechytrzyć obrońcy. Ginny i Dean jak zwykle byli perfekcyjni, bezbłędnie odbijali wszystkie tłuczki, eliminując przy tym jedną z Krukonek. Rinoa znacznie odbiegała od reszty. Widać było, że niezbyt radzi sobie z lekką presją. Drużyna Ravenclaw okazała się być godnym przeciwnikiem. Mecz był niezwykle zacięty. Choć nie było to prawdą, Rinoa miała wrażenie, że to przez nią Gryfoni nie mogą uzyskać większej przewagi. Nie atakowała obrońcy. Trzymała się z boku tylko i wyłącznie podając kafla do Toma lub Jassie’ego. Obydwie drużyny pomimo złej pogody zorganizowały wspaniałe widowisko. Ron nie załamywał się faktem, że wpuścił już tyle bramek. Nauczył się wiary we własne siły na boisku. Wynik meczu brzmiał sto dwadzieścia do stu dwudziestu gdy Wevanclar w końcu zdecydowała się na własną ofensywę. Udało jej się przechwycić kafla samodzielnie. Poszybowała w kierunku ziemi, ominęła jednego ze ścigających Ravenclaw robiąc przy tym spektakularny zwód. Następnie wykręciła jedną ze swoich pętli, aby ominąć następnego przeciwnika i gdy zmierzała już ku trzeciemu nagle w oddali zobaczyła zbliżającego się tłuczka. Wiedziała, że Ginny i Dean współpracują idealnie, ale intuicja podpowiadała jej, że coś jest nie tak. Spojrzała w stronę Ginny, aby ta jakoś zareagowała.
-Ginny! Odbij go, proszę! Nie zepsuj mi pierwszej i może jedynej dobrej akcji. Nie chcę Was zawieść! – pomyślała. Jednak rudowłosa potrząsnęła głową przecząco. – Proszę! – krzyknęła błagalnym głosem. Weasley jednak się przełamała. Wiedziała, że psuje szyk, który od tak dawna trenowała z Dean’em, ale nie chciała zawieść przyjaciółki. Poszybowała w stronę tłuczka i odbiła go tuż za Rinoą. Ginny zdawała sobie sprawę z tego, że tłuczek ominie Wevanclar. Tak też by się stało. Dobry pałkarz musi umieć to przewidzieć, jednak nie potrafiła nie zareagować na prośbę koleżanki. Tak jak myślała Weasley - jej interwencja okazała się zbędna. W ten sposób zostawiła Dean’a samego. Tymczasem Rinoa pędziła ku środkowej bramce. Wykonała kolejną pętlę, następnie obrót, aby ominąć obrońcę i...
-Cholera! – krzyknęła, gdy podczas zamachu ręką tłuczek, który powinien być odbity przez Ginny uderzył ją w przedramię. Tymczasem rudowłosa była w innym miejscu i nie mogła zapobiec temu błędowi. Zły ruch musiał zostawić po sobie konsekwencje. Kafel wypadł z dłoni Rinoy, a przechwycił ją obrońca, który już zdołał wrócić na swoją pozycję. Wevancalr nie trafiła do pustej pętli, przez to, że prosiła o zbędną pomoc rudowłosą. Rozległ się gwizdek. Pani Pomfrey obejrzała przedramię dziewczyny, stwierdzając, że kość została złamana i Wevanclar musi zejść z boiska. Dla drużyny Gryffindoru był to zwykły błąd, jednak Rinoa nie odbierała tego tak łagodnie. Gdy schodziła z boiska spojrzała tylko w stronę Weasley.
-Przepraszam – szepnęła i wbiła wzrok w murawę. Skierowała się do jednego z namiotów, gdzie jej rękę opatrzyła pani Pomfrey. – Ja i moja intuicja! Przecież Ginny i Dean wiedzieli, że ten tłuczek mnie ominie! Po co ją prosiłam... W drużynie chodzi o zaufanie. Lepiej byłoby gdybym w ogóle dzisiaj nie grała! Tylko osłabiłam skład, narobiłam sobie wstydu. Co ja chciałam udowodnić? Że Wevanclar’ówna jest cool? Nawet bez treningu da radę i znów będzie gwiazdą? Powinnam była pomyśleć o Harry’m. Ile pracy i serca włożył w to, żeby stworzyć zgraną drużynę? – myślała, kiedy wchodziła do szatni. Przebrała się i wychodząc trzasnęła drzwiami. Nie spojrzała nawet na to co dzieje się na boisku. Mecz trwał dalej, ale ona nie miała ochoty na niego patrzeć. Deszcz padał cały czas. Wevanclar chroniła przed nim tylko opatrunek. Co prawda kość została uleczona, ale pielęgniarka kazała uważać jej na przedramię. Krople deszczu spływały po jej twarzy, gdy nagle poczuła szczypanie w oczach. Chciało się jej płakać. Nie wiedziała dlaczego jest jej tak przykro. Czy chodzi o wszystko co zdarzyło się w niedalekim czasie, czy tylko o zawód jaki sprawiła przyjaciołom. Nie hamowała łez, które po chwili mieszały się z kroplami deszczu na jej policzkach. Nie wiedziała też, że kiedy szła do zamku, jedno miejsce dla kibiców zostało zwolnione. Im bliżej zamku się znajdowała, tym szybciej szła. Cała przemoczona biegła po schodach, zostawiając za sobą malutkie kałuże. Nie słyszała echa kroków podążającego za nią chłopca. Wpadła do Pokoju Wspólnego i stanęła przed kominkiem. Łzy od czasu do czasu spływały po jej twarzy. Jej płacz był spokojny, cichutki. Nagle do pomieszczenia wszedł ów chłopak. Dziewczyna nie odwracała się. Choć słyszała, że ktoś zjawił się w pokoju, nie reagowała. Nie chciała, aby ten Ktoś widział jak płacze. Niestety nie udało jej się pozostać niezauważoną.
-Rinoa... – szepnął kojącym głosem. Tym głosem, który tak kochała. Rozpoznała go bez problemu. Na samą myśl, że odezwał się do niej, lekko się wzdrgnęła. Wiedziała, że nie zostawi jej w tym stanie. Nie da jej spokoju. Nigdy nie przeszedł obojętnie widząc, że jest jej smutno. Ale od kiedy zerwali, zaczęła go unikać. Właśnie z tego powodu. Dlaczego wiedziała, że on wszystko rozumie? Czy dlatego, że zawsze tak było? Przecież zawsze wiedział co ona czuje. Nadal nie odwracała się w jego stronę. Nie patrzyła w jego oczy. Wzrok utkwiła w płomieniach, które tliły się w kominku. Chłopak przeszywał ją łagodnym spojrzeniem. Jednak gdy po chwili na plecach poczuła ciepło torsu Seamus’a, nie wytrzymała. Objął ją, zaplatając ręcę na wysokości jej barków... Odwróciła się i również przytuliła do niego. Jej cichutki dotąd płacz zamienił się w szloch, którego nikt nie mógł teraz przerwać.
_______


Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Zaproszenie na bal? Tak szybko?

sobota, 12.maja.2007, 13:22
Po raz kolejny muszę uprzedzić, że mogę nie zdążyć powiadomić wszystkich o nowej notce, za co bardzo przepraszam. Siła wyższa.


Notkę dedykuję Dagmarce z bloga www.dagmarka-is-cool.mylog.pl za to, że jest kochana, zawsze mnie wspiera oraz Elizabeth z www.pokochac-wroga.mylog.pl i Asi z www.panna-z-hogwartu.mylog.pl/ za to, że są wspaniałymi i utalentowanymi osobami!

_______

Chłopcy się nie mylili. Hermiona znalazła sposób na to, aby znaleźć kuzynkę Harry’ego. Co prawda mieli szukać igły w stogu siana, ale warto było. Nie wiadomo jakie nazwisko po ojcu nosiła dziewczyna, ale kwiatowych imion nie jest tak dużo. A i wiek również jest ograniczony. W Gryffindorze znają wszystkich, więc jeden dom odpada. Hagrid ma dostęp do składnic dokumentów i legalnie mógł wchodzić oraz sprawdzać co tylko chciał. W składnicach znajdowały się przecież listy uczniów. Sam gajowy nie znał wszystkich siódmoklasistów, gdyż jego przedmiot nie jest wtedy obowiązkowy, ale nie szkodziło spróbować. Granger dostarczyła Hagridowi spis wszystkich kwiatowych imion, których doszukała się w księgach. Pomyślała więc, że lepiej będzie jeśli gajowy również się z nimi zaznajomi. Co prawda nauczyciel nie był taki zły z zielarstwa, ale nie szkodziło podrzucić mu podpowiedzi. Mimo wszystko, plan wziął w łeb. Rubeusowi nie udało się znaleźć żadnej takiej osoby. Było kilka przypadków, ale uczennice niestety nie spełniały warunków wiekowych. Czy aby na pewno dziewczynce nadano imię kwiatowe? Harry jednak nie dawał za wygraną. Mimo wszytsko w ogóle nie sprawiał wrażenia osoby, którą coś by martwiło. Czasami wydawało się, że Potter chce znaleźć tę dziewczynę tylko dla świętego spokoju. Możliwe, że wątpił w jej istnienie. Za dużo widział w życiu, aby przejmować się nie znalezioną kuzynką. Kiedy Hagrid powiedział mu o tym, że nie znalazł żadnej dziewczynki, która mogłaby okazać się jego siostrą, chłopak podziękował przyjacielowi, a całą misję podsumował jednym słowem: „trudno”. Możliwe, że postanowił się nie martwić kimś, kogo prawdopodobnie nie ma.

W sobotni wieczór, gdy Ginny i Hermiona wróciły już z biblioteki, nie zastały Rinoy w dormitorium. Miały nadzieję, że Wevanclar po treningu będzie bardzo zmęczona i wróci od razu. Tymczasem brunetka skończyła trening trochę wcześniej. Harry nie chciał ich męczyć przed jutrzejszym meczem. Gdy dziewczyn jeszcze nie było, Rinoa zdążyła wziąć prysznic, przebrać się i chwilę odpocząć. Już wcześniej odrobiła lekcje i nie chciała znowu siedzieć bezczynnie, więc wyszła na spacer. Błonia nie wchodziły w grę, gdyż lało jak z cebra więc kręciła się po korytarzach. Nie myślała o niczym. Szła przed siebie, nie zdając sobie sprawy, iż idzie w kierunku lochów. Dziwne, że w sobotni wieczór po zamku krążyła tylko garstka uczniów. Będąc na najniższym piętrze, oczywiste było iż spotka tam samych Ślizgonów, ale nie myślała o tym. Do czasu, gdy zza zakrętu wyłoniła się znajoma postać. Blond czupryna już z daleka zdradzała tożsamość swojego właściciela. Rinoa zwolniła kroku, mając nadzieję, że chłopak jej nie zauważy i skieruje się w przeciwną stronę. Jednak jego stalowe oczy wcale nie wędrowały po otoczeniu, wręcz przeciwnie. Jego wzrok przedzierał się przez źrenice Wevanclar. Oczywiste było, że nie przejdzie niezauważona. Kiedy ten zbliżał się coraz bardziej, dziewczyna sama nie wiedziała dlaczego nie chce z nim rozmawiać. Na lekcjach rzadko się do siebie odzywali, mimo że nie mają powodu aby się na siebie obrażać. Wszystko psuły te wizje. Żadne z nich nie chciało o tym mówić. Rinoa chciała jeszcze raz zapytać o to, czy Malfoy coś do niej czuje, ale uważała, że jeżeli raz to zrobiła, a on zaprzeczył, to stanie się zbyt natrętna. Gdyby chciał, sam by jej o tym powiedział. Męczył ją fakt, iż raz poczuła dwie osobowości chłopaka, ale uznała, że o to też nie należy pytać. Tym razem rozmowa była nieunikniona. Blondyn powoli podszedł i zatrzymał się.
-Cześć – zagaił.
-Cześć – dziewczyna również się zatrzymała. Jednak żadne z nich nie chciało nic powiedzieć. Nastąpiła chwila ciszy, której nikt nie przerywał. – O co chodzi? – zapytała, aby zaspokoić ciekawość.
-Yyy... Chciałem... – Draco nie mógł skleić zdania.
-Tak? – dopytywała się.
-Ech... Podobno jutro grasz, tak? – dziewczyna wyczuła, że chłopak chciał powiedzieć coś zupełnie innego.
-No tak... – nie chciała drążyć tematu. Jeśli nie powiedział tego co miał na myśli, jego sprawa.
-Chciałem ci życzyć... powodzenia. – powiedział na jednym wdechu.
-Dzięki – odparła beznamiętnie, nie patrząc w jego oczy. – To wszystko?
-Właściwie to tak – chłopak wyprostował się. Wyglądał tak jakby był zaskoczony faktem, że coś nie poszło po jego myśli. Złapał głęboki oddech i już miał o coś zapytać gdy zauważył, że rozmówczyni w ogóle na niego nie patrzy.
-No więc... Na razie... – odparła. Ruszyła wzdłuż korytarza wymijając chłopaka, który nawet nie drgnął.
-Robisz to specjalnie? – zapytał z lekkim wyrzutem, obracając się w jej kierunku, gdy ta była już kilka kroków za nim.
-O co ci chodzi? – odrzekła niezrażona, ale nie odwróciła się. Nie patrzyła mu w twarz.
-Właśnie to, co robisz teraz? Dlaczego nie chcesz spojrzeć mi w oczy?
-Yy... Ja... – zająknęła się, nieco zdenerwowana. Z jej źrenic czyta się jak z otwartej książki. Jeżeli on w swoich wizjach też doświadczył tego co czuje Wevanclar, to wie, że nie jest jej obojętny. Dlaczego bała się uczuć? Uczuć do Seamus’a i do Dracona? Nie potrafiła sobie tego wytłumaczyć. Ale uczucia do obydwu chłopców nie malały. Dlaczego wydawało jej się, że każdy z nich jest dla niej bardzo ważny. – Ech... Nieważne... – dokończyła i w jednej chwili obróciła się, a jej wzrok, który wcześniej utkwiła w podłodze, teraz powędrował w górę. Spojrzała w jego oczy, stalowe tęczówki, w które nie patrzyła od dawna. – Powiesz mi teraz, o co tak naprawdę chciałeś zapytać?
-Dlaczego się mnie boisz? – wypalił. Dziewczyna nie ukrywała zdziwienia. Co prawda wiedziała, że chłopak jest podejrzewany o kontakty z Lordem Voldemortem, ale nie myślała, że o to zapyta. Przez chwilę milczała. – Powiedz mi, dlaczego się mnie boisz?
-Draco, ja... Ja się nie boję...
-Chodzi o te wizje? Zobaczyłaś coś, czego nie rozumiesz?
-Dlaczego mam nie rozumieć twojego życia?
-Nie wiem, tylko pytam. Strach rodzi się z niezrozumienia...
-Draco, miałam kilka dziwnych wizji, ale żadne nie były przerażające... A jeśli chodzi o... Sam-Wiesz-Kogo, to nie widziałam go w Twoich wspomnieniach – Rinoa spróbowała podpuścić chłopaka, aby dowiedzieć się czy aby na pewno w jakiś sposób nie kontaktuje się z Voldemortem.
-Nie mogłaś go widzieć.
-Jak to?
-Nie mogłaś zobaczyć jak się z nim spotykam z własnej woli, bo nigdy do czegoś takiego nie doszło. Wiem, że mogłaś doszukać się moich rozmów na jego temat z moim ojcem, ale nic więcej – Wevanclar rzeczywiście miała wizję, w której młody arystokrata dowiadywał się, iż musi się przygotowywać na to, aby stać się sługą Czarnego Pana, ale Malfoy o tym wiedział, gdyż sama powiedziała mu o tym. – Więc odpowiesz na moje pytanie?
-Nie boję się, tylko... – przerwała.
-Tylko co? – zapytał łagodnym tonem. Chłopak nalegał, ale w jego głosie nie można było doszukać się gniewu, czy złości. Chciał wiedzieć dlaczego brunetka omija go szerokim łukiem. Przecież intryguje go od samego początku od kiedy tylko się poznali. Zresztą wciąż unikał tego pytania, które chciał zadać tak naprawdę.
-Nie wiem czego się o mnie dowiedziałeś. Czy poczułeś to samo co ja – dziewczyna już nie patrzyła w jego oczy. Utkwiła wzrok z powrotem w podłogę.
-A co ty poczułaś?
-Już ci mówiłam, ale ty powiedziałeś, że to nieprawda. Że... że nic do mnie nie czujesz... – teraz jednak spojrzała mu prosto w stalowe tęczówki. - Wyśmiałeś mnie, gdy powiedziałam ci, że wiem, iż nie jestem ci obojętna. A przecież nie mogłam się w sobie zakochać. To było... takie dziwne uczucie – mówiła nieskładnie. – Ale przecież ująłeś to idealnie, ubierając swoją opinię w pięknie dobrane słowa: „ja się nie zakochuję” – powiedziała ironicznie. – Powiem ci tylko jedno! Wiem swoje!
-I masz rację – przerwał jej, ale do Rinoy nie dotarły te słowa i kontynuowała dalej.
-Tkwij dalej w swoim kłamstwie i... – tu na chwilę przerwała swój monolog, ponieważ wydawało jej się, że się przesłyszała. – Co? Możesz powtórzyć? – dodała nieco onieśmielona.
-Masz rację. Rzeczywiście coś do ciebie czuję. Nie twierdzę, że to miłość, bo... nie wiem co oznacza to słowo, ale wiem, że ty czujesz to samo.
-Ale jak to?
-Miałem wizję... Taką jak ty. Też widziałem siebie i miałem wrażenie, że jestem dla siebie bardzo wyjątkowy. Tyle tylko, że byłem pewien, że to uczucie należało do ciebie – Wevanclar się nie odzywała. Znowu unikała jego spojrzenia. – Szkoda, że miałem tę wizję w dwóch wersjach – Rinoa spojrzała na niego pytająco. – Nie patrz tak na mnie. Przecież sama najlepiej wiesz, co czujesz do tego szlamo... – chciał go obrazić, ale opamiętał się z kim rozmawia. – do tego Finningana... Tyle, że ty sama nie wiesz, którego z nas wolisz, prawda?
-To niemożliwe! – myślała – Jak on odgadł wszystkie moje myśli! To jego przypuszczenia! Zobaczył to w wizjach, ale większości sam się domyślił! To pewne! Z drugiej strony w głowie kołatały jej myśli, jak może kochać dwoje chłopców tak samo. A więc Draco Malfoy kocha i ją. Sam powiedział, że czuje dokładnie to samo co ona.
-Znowu nie patrzysz mi w oczy. O czym myślisz? Pewnie: „Jak on to wszystko odgadł”. Odpowiedź jest prosta. Wizje były zagadką, ale nie sposób się tego nie domyśleć.
-No tak... – myślała.
-Tak więc, nie ręczę za to, że przestaniesz interesować się Finningan’em, ale może ułatwię ci sprawę – uśmiechnął się lekko. – W grudniu będzie bal karnawałowy. Dumbledore mówił o tym na początku roku szkolnego – w końcu doszedł do sedna sprawy. To o to chodziło mu od początku. – Chciałbym, abyś poszła na niego razem ze mną.
-Ale, ja jeszcze o tym nie myślałam... – powiedziała bez namysłu.
-Nie żądam odpowiedzi dzisiaj. Chciałem być tylko pierwszy w kolejce – uśmiechnął się. – Będę już leciał. Gdybyś się zdecydowała, to przecież nie będziesz miała problemu z tym, aby mnie znaleźć. Siedzimy razem na obronie przed czarna magią. To na razie – rzekł i zostawił ją samą. Dziewczyna wciąż stała nieruchomo.
-Pierwszy w kolejce? Co to miało znaczyć? – wybuchła lekkim śmiechem. – A co ja jestem? Wzór piękna, że miałby z kim o mnie walczyć? Ech... Przecież Seamus i tak mnie nie zaprosi – wzruszyła ramionami. – Czas wrócić do dormitorium.
_______


Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Trochę rozmyślań

piątek, 20.kwietnia.2007, 15:40

Dzisiejsza notka jest krótka i chyba mało ciekawa. Przepraszam, że znowu zrobiłam długą przerwę, ale po prostu nie mam czasu pisać. Postaram się jeszcze dzisiaj wszystkich powiadomić. Z góry przepraszam jeśli kogoś pominę, ale mogę nie zdążyć.

Dedykuję:
Elizabeth z bloga http://pokochac-wroga.mylog.pl za ciekawe, a kiedy trzeba bardzo zabawne i z całą pewnością świetne opowiadanko.

________

To musi być pomyłka... Skąd Dumbledore może o tym wszystkim wiedzieć? To nie może być prawda. Przecież ja jestem sam. Nie posiadam żadnej magicznej rodziny, a tu nagle okazuje się, że mam krewnych – Harry wracał z gabinetu dyrektora najkrótszą drogą. Dopiero teraz w jego głowie rodziły się pytania i kołatały różne myśli. – Dlaczego dopiero teraz?! Przecież gdyby powiedział mi o tym prędzej, to mógłbym ją odnaleźć. Teraz Rose nie żyje - zaklął w duchu, potykając się o ostatni schodek przy portrecie Grubej Damy. W ostatniej chwili udało mu się złapać równowagę. Gdy znalazł się w Pokoju Wspólnym, nie zastał tam nikogo. Było już dosyć późno. – Muszę dowiedzieć się kim jest ta dziewczyna. Możliwe, że jest już pełnoletnia. Możliwe, że już o wszystkim wie. Ale jak to zrobić? Nie będę przecież jak jakiś wariat podchodził do każdej nieznajomej dziewczyny i pytał o jej imię. Wyjdę na kretyna – rozmyślał, kiedy wchodził do dormitorium. Ron, Neville, Seamus i Dean jeszcze nie spali.
-I co ci powiedział? Długo Cię nie było... – stwierdził Weasley. Harry zignorował pytanie. Podszedł do łóżka, usiadł i wpatrywał się w kolegów – No mów! – nalegał rudzielec. Potter wreszcie odzyskał trzeźwość umysłu.
-Mam w Hogwarcie rodzinkę – oznajmił z ironią.
-Że co? – Ronowi zdawało się, że się przesłyszał.
-No tak... Moja mama miała jeszcze dwie siostry. Hogwart gości albo dwie moje kuzynki, albo kuzynkę i kuzyna.
-Że co?! – powtórzył.
-No przecież mówię! Ogłuchłeś? Miałem trzy ciotki. Petunia nie jest czarownicą, więc odpada. Druga nazywała się Rose i ma córkę w naszym wieku. O trzeciej wiem tylko tyle, że istniała oraz to, że najprawdopodobniej też ma szesnasto-, siedemnastoletnie dziecko.
Gdy Harry skończył swój monolog, koledzy wpatrywali się w niego, jakby nie za bardzo wiedzieli o co chodzi.
-Żartujesz, prawda? – zapytał Neville.
-Harry, ty to rzeczywiście potrafisz wszystko opowiedzieć. Z najmniejszymi szczegółami – żachnął się po raz kolejny Weasley. Chłopcy pytali o szczegóły, więc połowa nocy przemknęła kolegom na wysłuchiwaniu historii. Dla Pottera była to nawet korzystna sytuacja, gdyż i tak nie zasnąłby tej nocy.
-Ron, obiecaj mi, że jeżeli dziewczyny będą o coś pytały, to ty im wszystko powiesz. Nie chcę opowiadać tego od nowa. Zrobisz to dla mnie?
-To znaczy... O co one niby mają pytać?
-No wiesz... Po co byłem w gabinecie dyrektora...
-Aha... No jasne...

* * *
Październik minął niezwykle szybko. Jesień zdążyła zadomowić się już na dobre. Częste ulewy wcale nie poprawiały uczniom humoru. Wolne chwile trzeba było spędzać w murach zamku, zamiast bawić się na świeżym powietrzu. Teraźniejsza pora roku powinna być złota, ale Zakazany Las wcale nie błyszczał żółcią i czerwienią, wręcz przeciwnie, liście opadły bardzo szybko.

Wraz z początkiem listopada, Gryfonów czekał mecz quidditcha z Krukonami. Po rozmowie z Ginny, Rinoa postanowiła w końcu pójść na trening. Okazało się, że Harry wciąż wierzył w przyjaciółkę i nie starał się jej zastąpić nikim innym. Sam dobrze rozumiał koleżankę. Może nigdy nie czuł tego samego co Wevanclar, ale kiedy w czwartej klasie Cho nie przyjęła zaproszenia na bal, było mu źle. Sam fakt gdy jakiś rok temu widział jak Ginny całuje się z Deanem, sprawił, że miał wtedy wszystkiego dość. Chociaż jeszcze ze sobą nie chodzili, w jego wspomnieniach ta chwila zarysowała się niezwykle wyraźnie. Wiedział, że to uczucie jest niczym w porównaniu do tego co przeżywa brunetka. Zdawał sobie też sprawę, że Gryfonka kocha quidditcha i prędzej czy później przyjdzie pograć, aby zapomnieć o rzeczywistości. Któż inny może wiedzieć więcej na temat tej wolności jaką daje latanie na miotle? Mimo że nigdy nie usłyszał z ust Rinoy, iż ta kocha Seamus’a, on o tym wiedział. Wiedzieli o tym wszyscy jej znajomi. Przecież nie musiała o tym krzyczeć na cały głos.
Tydzień przed rozgrywką dwugodzinne treningi odbywały się codziennie. Rinoa doczekała się również upragnionej pełni. Nareszcie mogła zapomnieć o wszystkich swoich wizjach dotyczących Malfoya. Głównie nie dowiedziała się o jego ciemnej stronie niczego. Raz tylko ujrzała kłótnię pomiędzy nim, a Hermioną. Często dane było jej oglądać sceny związane z Pansy oraz kłótnie z ojcem. Kilkakrotnie powtórzyła się wizja jej własnego wizerunku i to uczucie jakby była zakochana w samej sobie. Jednak to musiały być uczucia Dracona. Dlaczego kiedy go o to zapytała, on zaprzeczył? Dla Hermiony i Ginny ten fakt był oczywisty, ale Rinoa postrzegała go jako zupełnie innego człowieka. Według niej był wredny i oschły, ale jej wizje utwierdziły ją w przekonaniu, że nie jest bez serca. Kilka razy podczas tych snów na jawie poczuła obecność dwóch zupełne innych osobowości Ślizgona. Nie potrafiła tego wyjaśnić. Nie umiała opisać tego uczucia. Gdy powiedziała o tym Ginny, ta krótko skwitowała, że do listy problemów Malfoya można dopisać: „cierpi na rozdwojenie jaźni”. Żart rudowłosej wcale nie rozbawił Rinoy. Wevanclar miała wrażenie, że kryje się za tym jakaś tajemnica. Ale dlaczego od razu pomyślała w ten sposób? Całe to zaklęcie, które w niezwykły sposób dotknęło Rinoę i Dracona było nadzwyczajne. Przecież nigdy nie miała możliwości na krótką chwilę poczuć tego co inna osoba. Dane to było niewielu osobom, a między innymi jej. Wszystko mogło wydawać się dziwne, bo przecież jest dziewczyną, a w danej chwili mogła myśleć tak jak chłopak i do tego Ślizgon. Dlaczego to wszystko było założone z góry? Nikt nie wie od czego zależało to co się odczyta... Bardzo chciała dowiedzieć się co tak naprawdę czuje do niej ten blondyn. Jednak jej myśli nie krążyły tylko nad młodym arystokratą. Wiele chwil spędzała w zupełnie inny sposób. Miedzy innymi również tego dnia czas wolny poświeciła temu wspomnieniu.

Brunetka znowu chciała po prostu pomyśleć w samotności. Dziewczyny poszły do biblioteki, ale ona postanowiła odpocząć przed ostatnim sobotnim treningiem. Mecz miał się odbyć nazajutrz, w niedzielę, a ona pragnęła udowodnić znajomym, Draconowi i Seamus’owi, że jest w dobrej formie. Chciała udawać, że nic nie jest w stanie zakłócić jej idealnego spokoju, którym tak napawała się przez ostatnie dni. A przecież wcale nie była spokojna. Tylko na treningach zapominała o wszystkim.
Weszła do swojego dormitorium i podeszła do okna. Za nim znów malował się ponury krajobraz. Krople deszczu spływały po szybie, malując na nim mozaiki. Dziewczyna na chwilę odwróciła wzrok od tego obrazu i skierowała się ku swojej nocnej szafce. Z szuflady wyciągnęła jedwabną chusteczkę, którą mocno ścisnęła w dłoni. Usiadła na parapecie, podkulając kolana pod brodę. Rozłożyła kawałek materiału, a jej oczom ukazały się dwie pięknie wyhaftowane literki. Inicjały należące do ukochanej osoby. Jednak ona nadal wmawiała sobie, że może żyć bez niego. Wierzyła, że nauczy się go nie kochać. Przecież znają się tak krótko. Podobno wiara czyni cuda. Ale czy wiara zwycięży nad miłością? Chciała tego. Co jej w tym pomagało?
Świadomość, że coraz częściej krąży myślami wokół Dracona Malfoya.
_______


Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rose

wtorek, 27.marca.2007, 23:23
Przepraszam, że tak długo nie było notki. Teraz częściej będę musiała robić takie długie przerwy, bo mimo iż pomysłów mam masę, to nie mam kiedy wszystkiego pisać.
_______


-Są już wyniki! – krzyknął jakiś siódmoklasista do Rona kiedy ten razem z Hermioną, Rinoą i Harry’m wszedł do Pokoju Wspólnego. Spacerowali po błoniach, rozmawiali i żartowali aż zastał ich mrok. Cała czwórka podeszła do tablicy ogłoszeń.

Dwurundowy Sprawdzian Umiejętności przyniósł lepsze rezultaty niż zakładano. W pierwszej rundzie wszyscy dawali z siebie wszystko. Okazało się, że umiejętności uczniów stoją na wysokim poziomie, co bardzo cieszy Grono Pedagogiczne jak i Ministerstwo Magii. Status Hogwartu znacznie się podniósł. Druga runda przedstawiła, których zaklęć najbardziej uczniowie się obawiają i nie używają ich. Jesteśmy zadowoleni, że kilku uczniów postanowiło zaryzykować i wykorzystało bardzo trudne formuły. Podsumowując oznajmiamy, że nie trzeba będzie przeprowadzać żadnych dodatkowych zajęć, gdyż wszyscy siódmoklasiści są odpowiednio przygotowani. Oczywiście koła pomocnicze zostaną zorganizowanie, gdyby ktoś był zainteresowany nauką ponadprogramową, a wierzymy, że tacy się znajdą.

Dziękujemy za udział uczniom szóstego roku, którzy zgłosili swoją chęć uczestnictwa. Postanowiliśmy zmienić nagrodę dla zwycięzcy na jego korzyść. Nagrodą jest zwolnienie z 15 prac domowych z wybranych przedmiotów oraz zaliczenie OWUMENTÓW z zaklęć i uroków. Prezentujemy 10 osób, które w kolejności najlepiej poradziły sobie z zadaniami.

1. Hermiona Granger (Gryffindor) klasa 7
2. Harry Potter (Gryffindor) klasa 7
3. Thomas Clint (Ravenclaw) klasa 7
4. Maya Carlson (Hufflepuff) klasa 7
5. Christof Charles (Hufflepuff) klasa 7
6. Aulus Hopey (Slytherin) klasa 7
7. Rinoa Wevanclar (Gryffindor) klasa 6
8. Michael Carrey (Ravenclaw) klasa 7
9. Patrick Robertson (Hufflepuff) klasa 7
10. Kasjana Mooney (Slytherin) klasa 7


-No nie! Nagroda się zmarnuje... – westchnął Ron.
-Gratuluję Hermiono! Tobie również, Harry – krzyknęła uradowana Rinoa po czym zwróciła się do rudzielca:
-Powinieneś się cieszyć! Twoja dziewczyna wygrała.
-No tak, ale ona nie skorzysta z tego przywileju – Weasley skrzywił się lekko.
-To prawda, Hermiono? – zapytała Wevanclar wciąż się uśmiechając.
-Wcale się nie zmarnuje! Nikt nie powinien z takiej szansy skorzystać! Przecież prace domowe są bardzo ważne. Dzięki nim lepiej wszystko zapamiętuję. A Owumenty? Będę zaliczać zaklęcia i uroki normalnie! Nie chcę mieć na kracie napisane: „Wygrała Dwurundowy Sprawdzian Umiejętności Magicznych w Hogwarcie”. Nie zaszkodzi mieć obok tego wspomniane „Powyżej Oczekiwań”, lub miejmy nadzieję „Wybitny”.
-No proszę... Argument nie do zbicia – roześmiał się Harry. – Gratuluję Hermiono!
* * *

-Gdzie ty się wybierasz? – zapytała Granger, kiedy Harry oznajmił grupce przyjaciół, że musi wyjść.
-Zapomniałem wam powiedzieć, że po teście dyrektor poprosił mnie, abym zjawił się u niego w gabinecie. Nie mam już czasu. Na razie! – odpowiedział i wyszedł z Pokoju Wspólnego.
-Ciekawe o co może chodzić? – zapytała Ginny.

Potter wszedł do gabinetu dyrektora. Nauczyciel siedział za biurkiem przyglądając mu się uważnie zza swoich okularów-połówek. Skinął lekko głową.
-Usiądź, Harry – wskazał na fotel znajdujący się obok.
-O co chodzi, dyrektorze? – zapytał, jakby po części wiedział co towarzysz ma na myśli i co chce mu powiedzieć. Właściwie liczył na to. Wierzył, że w końcu dowie się kim są jego krewni. Dyrektor nie wiedział, że Harry podsłuchiwał jego rozmowę z bibliotekarką. Chłopiec nie mógł się rozluźnić. Nerwowo zaciskał dłonie w pięści.
-Otóż doszedłem do wniosku, że należy o czymś ci powiedzieć – mówił ważąc każde słowo. Potter otworzył szeroko oczy, a jego źrenice również zwiększyły swoją powierzchnię. – Kilka osób nie chciało abym to robił, ale myślę, że im wcześniej się dowiesz, tym będzie to lepsze dla ciebie. Zwłaszcza, że jesteś już w ostatniej klasie, Harry... – nauczyciel ciągnął powoli. Ten nadal pamiętał podsłuchaną rozmowę, kiedy chciał wejść do biblioteki. Strasznie irytowało go to, że nauczyciel drąży niepotrzebny temat zamiast po prostu wszystko powiedzieć w jednym zdaniu. Był pewien, że jest świadom tego o co chodzi. I nie mylił się. W końcu nie wytrzymał, mimo że wypowiedź Dumbledore’a wciąż była krótka.
-Dyrektorze czy chodzi o to, że w Hogwarcie znajdują się teraz dwie osoby, które najprawdopodobniej są moimi krewnymi? – profesor po słowach Harry’ego na chwilę zamilkł. Uśmiechnął się i odpowiedział:
-Powinienem był się spodziewać, że już o tym wiesz. Zawsze byłeś dociekliwy. Za każdym razem nic ci nie umknęło – myślał głośno. - Skąd o tym wiesz, Harry? – dodał.
-Usłyszałem pańską rozmowę wraz z panią Pince... W bibliotece – mówił beznamiętnie.
-Ach tak...
-Tyle ma mi pan do powiedzenia?! – Gryfon nie chciał udawać, że jest spokojny.
-Harry, rozumiem, że chciałbyś usłyszeć więcej, ale jak na razie nic więcej nie wiemy...
-I tyle!? To wszystko?! – krzyknął – Żadnych wyjaśnień? Po siedmiu latach nauki tutaj okazuje się, że codziennie mijam kogoś z mojej rodziny, a pan mówi mi tylko tyle! Tyle... Tyle co nic! – wrzeszczał po czym umilkł. Na chwilę zamknął oczy. Coś jakby ukłuło go w serce. Sam nie wiedział co to za uczucie, choć towarzyszyło mu ono wcześniej tylko raz. Wtedy gdy pojawiła się szansa na zamieszkanie z Syriuszem.
-Chciałbym powiedzieć ci więcej, ale niczego nie wiem... Wezwałem cię tutaj nie tylko z tego powodu...
-A więc zagadki ciąg dalszy, tak?
-Ministerstwo Magii postanowiło coś nam zdradzić... – kontynuował tak jakby nikt wcześniej mu nie przerwał. - Podobno odkryto jakieś wskazówki dotyczące TEJ PRZEPOWIEDNI – ciągnął akcentując ostatnie dwa słowa. – Chociaż uważam, że są to raczej domysły.
-Chodzi o tę przepowiednię, która dotyczy mnie i Voldemorta, tak? – zapytał Harry, opanowując złość.
-Tak, dokładnie o tę – Potter chciał coś wtrącić, ale dyrektor wyprzedził jego słowa. – Z pewnością chcesz wiedzieć o co chodzi. No więc nie będę dłużej ukrywał przed Tobą tego czego już się dowiedziałem – rzekł po czym wziął głęboki oddech. – Chodzi o to, że zatajono niektóre fakty po zabójstwie Twoich rodziców – mówił łagodnym tonem. – Kiedy zabito Lily i James’a, w tym samym pokoju, gdzie znajdowałeś się ty, odnaleziono małą kartkę. Wiadomość, którą pozostawiła po sobie miedzy stosem książek Rose Evans.
-Rose Evans? – nazwisko kobiety kołatało w jego głowie wybijając rytm serca.
-Tak, Harry... Siostra Lily, a zarazem twoja ciotka.
-Moja ciotka? Ale... Ale jak to!? Dlaczego nie wiedziałem o jej istnieniu?! – po raz kolejny nie chciał trzymać nerwów na wodzy.
-Dlatego, że Rose jako mała dziewczynka została przeniesiona do innego domu. Twoi dziadkowie wiedzieli, że jednej z ich córek, będzie grozić wielkie niebezpieczeństwo. Rodzice dowiedzieli się o tej przepowiedni w dzień narodzin ich pierwszej córki, więc z góry założyli, że to o nią chodzi. Aby ją chronić, postanowili, że będzie wychowywać ją najlepszy przyjaciel rodziny, mugol wraz z żoną czarownicą. Mówiło się, że Rose grozi poważne niebezpieczeństwo. Pomylono się, bo nie o nią chodziło... Chodziło o Lily... Jednak wtedy nie było jej jeszcze na świecie. Evansowie odwiedzali córkę codziennie, zwłaszcza, że dzieliło ich tylko kilka uliczek, ale żadne z ich dzieci nie mogło dowiedzieć się o istnieniu pierwszej. Wiadomo, że dzieciom trudno jest uchować tajemnicę. Rose uczęszczała do szkoły Magii i Czarodziejstwa Beauxbatons we Francji, tak aby nie spotkać swoich sióstr.
-Sióstr? Przecież tylko moja mama była czarownicą! Petunia jest mugolem! – przerwał Potter.
-W tym sęk, Harry, że Twoja matka miała jeszcze jedną siostrę. Jednak nikt nie ma pojęcia dlaczego o niej też nic nie wiadomo. Prawdopodobnie twoi dziadkowie kierowali się instynktem rodzicielskim i ukryli również ją. Pewnego razu Rose postanowiła ujawnić się siostrom. Była już dorosła, miała nawet córkę, o której wiadomo, że nadała imię kwiatowe, ze względu na pamięć o rodzinie. Chciała spotkać się z Lily i kiedy ją odwiedziła zostawiła po sobie wiadomość, nie zastając jej w domu. Harry, mam przy sobie tę kartkę – chłopiec wyciągnął dłoń, aby się jej przyjrzeć.

Witaj, kochana Lily!
Nie zastałam Cię w domu, choć tak bardzo pragnęłam, abyśmy w końcu się poznały, wszystkie cztery. Nie mogę napisać w tym liście kim jestem, ale muszę ostrzec Cię przed wielkim niebezpieczeństwem, które grozi nie tylko Tobie, ale również Twojemu synkowi! Niebawem przybędę znowu!
Rose


-Czy to chodziło... Chodziło o atak Voldemorta? Ale... Ale skąd ona o tym wiedziała?
-Rose pracowała dla Ministerstwa, jako szpieg. Udawała sługę Voldemorta...
-Co?! I on dał się na coś takiego nabrać?! Przecież jeszcze nikomu nie udało się tego zrobić? – powiedział ironiczne Harry wciąż mając mętlik w głowie.
-Ministerstwo zapewniło Rose anonimowość. Znana była jako Klemensa Cilie...
-Co to za pomysł? – Potter wzruszył ramionami.
-Harry, aby nawet sam Voldemort nie dowiedział się o wszystkim, Rose podpisała zgodę, na to, że może być kontrolowana Imperiusem.
-Co?! I to tak po prostu przeszło? Przecież to nie jest dozwolone!
-To nie było łatwe. Wiadomo, że użycie tego zaklęcia było karane zamknięciem w Azkabanie, ale chodziło o dobro świata. Była to super tajna misja, o której wciąż wie niewielu. Długo odbywały się obrady, czy aby na pewno warto, ale w końcu zgodzono się na to. Rose była najlepszą uczennicą w historii Beauxbatons. Wszystkie egzaminy zdawała najlepiej. Niezwykle sprytna, kochała Quidditcha. Grała na tej samej pozycji, na której grasz ty, Harry. Po zakończeniu edukacji, konkurowały o nią najlepsze firmy. Jednak ona chciała służyć państwu. Przez trzy lata była wspaniałym aurorem, zamykała w Azkabanie najgroźniejszych śmierciożerców, a kiedy skończyła dwadzieścia lat, podjęła się tamtemu wyzwaniu. Kiedy minister magii zaproponował jej to zadanie, nie wahała się. Po siedmiu latach urzędnicy doszli do wniosku, że musi zdać raport pod wpływem eliksiru prawdy, a następnie dano jej pięć lat urlopu, aby mogła nacieszyć się choć odrobinę życiem, i aby po tak długim czasie mogła zdecydować, czy chce po tej przerwie nadal pełnić swoją służbę dla świata. Kiedy miała dwadzieścia osiem lat wyszła za mąż i urodziła córeczkę, której jak podejrzewamy i jak już ci mówiłem, również nadała imię kwiatowe. Wiemy, że dziewczynka teraz uczy się tutaj. Tamtego dnia, kiedy Voldemort zaatakował, Rose uprzedziła go i położyła tę wiadomość na stosie książek znajdujących się przy biurku.
-A ta dziewczyna?! Znaczy... moja kuzynka... Czy ona wiedziała kim jest jej matka? No i jak Rose nazywała się po ślubie?
-To niestety wciąż jest tejamnicą, ze względu na dobro rodziny Rose. A ich córka? Żyła w przekonaniu, że jej matka pracuje bardzo ciężko w delegacji. Co jakiś czas przysyłano do niej listy, które napisała sama Rose w trakcie urlopu i czterech lat spędzonych z córeczką. Już wtedy przygotowała się do pracy i wiedziała, że chce ją kontynuować. O jej mężu nie wiemy nic, ale on jako jedyny z osób cywilnych wiedział o wszystkim.
-Czyli... ta dziewczynka... Wychowywała się bez matki?
-Nie do końca, Harry. Rose w swoim dzienniczku, który prowadziła w czasie tego urlopu, pisała jak bardzo kocha córkę, ale nie może dobra jednostki stawiać ponad dobro ogółu. Wiedziała, że jej dziecko kiedyś to zrozumie. Chciała, żeby dziewczynka dowiedziała się o przeszłości swojej matki w dzień osiągnięcia pełnoletności. Chciała jej o tym powiedzieć. Napisała do niej mnóstwo listów, które później kazała przekazywać przez Ministerstwo oraz przez ojca dziewczynki tak, aby mała nie czuła się zaniedbywana i niekochana.
-Skoro tak dużo wiadomo o Rose, to dlaczego ministerstwo nie chce ujawnić imienia dziewczynki?
-Poza obiecaną anonimowością chciano, aby dziewczynka dowiedziała się o tym od matki. Taka była wola Twojej ciotki. Harry, mówię ci o tym, bo Rose już nie żyje...
-Jak to?! Dlaczego!
-Kilka dni temu została zamordowana z rąk samego Lorda Voldemorta.
_______


Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Druga runda

środa, 28.lutego.2007, 21:37
Z góry przepraszam za to jeżeli nie zdążę kogoś powiadomić o nowej notce! Jest to bardzo możliwe z powodu braku czasu!

Notkę dedykuję Autorce bloga http://www.pokochac-wroga.mylog.pl/ za wspaniałe opowiadanie!
_______

-Co?! – krzyknęła Ginny, gdy dowiedziała się o rozstaniu obojga. – Ona mu nie wierzy?! Myślałam, że jak go już wysłucha to będzie w stanie mu wybaczyć. Mimo że nic przecież nie zrobił.
-Tak nam powiedział Seamus – odparł Harry.
-To on wam wszystko opowiada? – skrzywiła się rudowłosa zapominając na chwilę o temacie.
-Nie chciał mówić, ale my nalegaliśmy.
-A Ty mu wierzysz? – zapytała z troską.
-Wierzę mu... To mój przyjaciel. Znam go już od tak dawna, wiem jaki jest.
-Ja również wiem, że on tego nie zrobił. Nie widziałam się jeszcze z Rinoą więc nie wiedziałam, że z nim dzisiaj zerwała. Wiem tylko to o czym ty mi opowiedziałeś.
-Wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze?
-Co takiego?
-Że on widzi w tym wszystkim swoją winę. A przecież nie mógł niczego zrobić.
-To wszystko przez ten sprawdzian...
-Jak to?
-Przecież wszyscy wiedzą o tych wizjach Rinoy i Malfoya. Parkinson również. Nie dość, że Ślizgon od dawna interesuje się naszą koleżanką to jeszcze pojawiła się w tym wszystkim możliwość czytania sobie nawzajem w myślach.
-A więc ty również zauważyłaś, że chodzi o zazdrość Parkinson... – urwał.
-Tak, a co?
-Ron miał identyczną koncepcję.
-Wszyscy wiemy jak było naprawdę, ale nie wierzy w to osoba, która powinna była zaufać Seamus’owi.
* * *

-Ginny! Moje wszystkie szaty są brudne, a teraz jeszcze jedyną czystą zalałam wodą! Ratuj!
-Weź moją – odparła koleżanka. – Leży w kufrze.
-Dziękuję! Spieszę się, a nie mogę przecież pójść w normalnym ubarniu.
-Seam... yhyym to znaczy Harry, Ron, Hermiona i Dean mają dzisiaj wolne, w pewnym sensie. Pójdą na ten sprawdzian, ale nie mają lekcji.
-Nie musisz unikać jego imienia – powiedziała obojętnym tonem. – Poza tym ja też nie mam zajęć... Idę z nimi – dodała.
-Jak to! Nadal chcesz brać w tym udział?! Przecież wcale nie musisz! – rzekła Ginny.
-Chcę wziąć udział w drugiej rundzie. Sprawdzian jest przecież dzisiaj, a ja wygrałam z Malfoyem. Chcę skorzystać z okazji. Nie mam zbyt dużo czasu na rozmowy. Powiedziałam dyrektorowi już tydzień temu, że chcę stawić czoło wyzwaniu.
-Rinoo, dlaczego nam nie powiedziałaś... Przecież nie musisz. Miałaś przez to dużo problemów.
-Posłuchaj Ginny, druga runda to tylko prezentacja umiejętności. A poza tym to, że nie jestem już z Seamus’em nie znaczy, że będę żyć w ukryciu...
-Ale przecież od kiedy z nim nie jesteś, trochę się zmieniłaś.
-Zmieniłam się? Niby w jaki sposób? – starała się udać zaskoczoną.
-Nie wiem... Może ty mi to wytłumaczysz. Mam wrażenie, że te dwa ostatnie tygodnie były dla ciebie bardzo ciężkie. Nie rozmawiasz z nami już tak jak wcześniej. Wiem, że w nocy długo nie możesz zasnąć. Słyszę jak przewracasz się z boku na bok. Czasami zamykasz się w łazience i płaczesz. Wychodzisz stamtąd, niby z kąpieli, ale oczy masz podpuchnięte.
-Daj spokój! To zwykły zbieg okoliczności. Dwa tygodnie nie były łatwe, bo jak sama wiesz nauczyciele szaleli z zadawaniem coraz to trudniejszych prac. A co do tych podpuchniętych oczu to... to przecież oczywiste, że robią się czerwone gdy otwierasz je pod wodą.
-Aha... Więc tak sobie nurkujesz w wannie akurat od wtedy gdy zerwałaś z Seamusem, dobrze rozumiem? Poza tym nie wiem czy zauważyłaś, ale jesteśmy na tym samym roku i jakoś ja radzę sobie z nauką, mimo że tobie zawsze wszystko lepiej wchodzi do głowy. Nie umiesz kłamać, Rinoo. Taka jest prawda. Brakuje nam ciebie. Brakuje nam naszej wesołej Rinoy. Tej dawnej Rinoy.
-Ginny... – Wevanclar usiadła na łóżku. – Ja wiem, że troszkę się zmieniłam... – zaczęła, nie mogąc już dłużej wymyślać beznadziejnych wymówek. – Nie uśmiecham się tak często, opuściłam już kilka treningów, a przed nami mecz z Ravenclaw... Nie zdziwię się jeżeli usłyszę, że Harry ma już zastępstwo za mnie.
-Wiesz w czym tkwi problem? – zapytała rudowłosa. Wevanclar nie dopytywała się, ale tamta postanowiła dokończyć. – W tym, że nie wierzysz Seamus’owi. Oboje na tym cierpicie. Widzę jak oglądacie się za sobą na korytarzu kiedy się mijacie, jak zerkacie na siebie przy wspólnym stole w Wielkiej Sali i jak spoglądacie na siebie w Pokoju Wspólnym kiedy to drugie nie patrzy.
-Nie chcę tego słuchać...
-Dlaczego?! Bo wiesz, że mam rację?
-Nie... Wręcz przeciwnie. Dlatego, że się mylisz! Chcę o nim zapomnieć, rozumiesz? Okazało się, że w ogóle go nie znam! – krzyknęła i skierowała się ku wyjściu z dormitorium.
-Rinoa! – szepnęła za nią.
-Zobaczymy się później – odrzekła i opuściła pomieszczenie trzaskając drzwiami. Rudowłosa przebiegła przez pokój i wyszła za nią. Spojrzała na schodzącą po schodach przyjaciółkę.
-Rinoo... – powiedziała łagodnie, a Wecanclar odwróciła się w jej stronę. – Powodzenia!
-Dziękuję – odpowiedziała, a kąciki jej ust uniosły się pozorując uśmiech.

W końcu Rinoa znalazła się w Sali Wejściowej. Przywitał ją tłum osób. Kiedy weszła w głąb tłumu wypatrzyła Hermionę i Rona. Zaczęła przedzierać wśród innych, aby do nich dotrzeć.
-Cześć! - przywitała się.
-Cześć – odpowiedział Ron.
-Co Ty tu robisz? Przyszłaś nam życzyć powodzenia? – zapytała radośnie Hermiona.
-Można tak powiedzieć – uśmiechnęła się.
-Jak to?
-Przyszłam Wam życzyć powodzenia, ale jestem tu także żeby z Wami rywalizować.
-A więc jednak się zdecydowałaś?
-No, jak widać.
-Jesteś pewna? – zmartwiła się Granger.
-Hermiono, nie zaczynaj. Już wysłuchałam kazania Ginny. Mam dość.
-Jak chcesz...
-Długo się przygotowywałyście? - zmienił temat Weasley.
-Ron, przecież dobrze wiesz, że uczyłam się już od wtedy gdy wygrałam w poprzedniej rundzie, a Ty Rinoo?
-Od tygodnia czyli od wtedy kiedy zdecydowałam się wziąć udział w następnej turze.
-Aha... Mnie pomagał Harry – odparł Weasley.
-A propos, gdzie on jest? – zapytała szatynka.
-Jest gdzieś tutaj. Widziałem go przed chwilą – wszyscy zaczęli się rozglądać. Jednak w tym momencie do Sali Wejściowej wszedł dyrektor.
-Witam was serdecznie, drodzy uczniowie. Mam nadzieję, że każdy z was przygotował oryginalną prezentację i perfekcyjnie ją opanował. Sięgnijcie teraz do kieszeni waszych szat. W tej właśnie chwili pojawiły się w nich wasze numerki. Pilnujcie się, gdyż numer świadczy o tym w jakiej kolejności wchodzicie – uczniowie zaczęli szperać w swoich kieszeniach, co wywołało cichy pomruk. – Za kwadrans zapraszamy do środka uczestnika z numerem jeden. Wszystkim życzymy powodzenia! – dodał i zniknął za drzwiami Wielkiej Sali.
-Który macie numer? – zapytał Ron. – Ja mam dwudziesty trzeci.
-Ja dwudziesty – odpowiedziała Hermiona. – A Ty, Rinoo?
-Hmm... Jestem trzydziesta siódma.
-Kto ma jedynkę? – krzyknął ktoś z tłumu.
-Ja! – dał się słyszeć znajomy głos z końca pomieszczenia. Rinoa automatycznie obróciła głowę. To Seamus. Spojrzała na niego i szybko się odwróciła.
-Harry, gdzieś ty był? – zapytała Granger, kiedy Potter podbiegł do trójki Gryfnów.
-Stałem z... Seamus’em – powiedział niepewnie spoglądając na Rinoę. Widać było po jego minie, że żałował tego, iż nie ugryzł się w język.
-Hej! Nie musicie przy mnie unikać jego imienia! – odpowiedziała oburzona Wevanclar.
-Nie ma sprawy, ale nie musisz się od razu tak denerwować!
-Jaki masz numer? – Ron znowu starał się ratować sytuację.
-Siedemnasty.


Rinoa stanęła przed bramą do Wielkiej Sali. W prawej ręce ściskała swoją różdżkę. Była bardzo zdenerwowana. Zawsze tremowała się przed jakimikolwiek pokazami. Ruszyła w kierunku drzwi. Nogi miała jak z waty, kolana uginały się pod nią.
-Alochomora! – pomyślała i lekko uniosła nadgarstek. Brama tworzyła się, a dziewczyna przestąpiła próg. Znała to pomieszczenie. Codziennie przychodziła tu średnio trzy razy. Tym razem jednak sala wyglądała nieco inaczej. Cztery stoły poszczególnych domów zniknęły. Stół nauczycielski pozostał na swoim miejscu. To tam siedzieli oceniający. Wnętrze jakby specjalnie niczym nie było przyozdobione, aby nie rozpraszało uwagi, ani nie pomagało w osiągnięciu lepszego rezultatu estetycznego. Po raz pierwszy sufit Wielkiej Sali przypominał normalny domowy, bez udziwnień i upiększeń magicznych. Optycznie pomieszczenie zostało pomniejszone. W końcu Rinoa uniosła rękę.
-Cooloportus! – zaklęcie niewerbalne zamknęło za nią bramę. Dziewczyna rozejrzała się po twarzach nauczycieli będących w komisji. Było tam obecne całe grono pedagogiczne. Jej uwagę przykuł szczerzący się do niej Hagrid. Wevanclar lekko uśmiechnęła się do niego. McGonagall zmierzyła ją wzorkiem tak jakby była nieco niepewna co do obecności uczennicy i tego, aby uczestniczka sprawdzianu mogła zrobić na niej jakiekolwiek wrażenie. Dyrektor bacznie przyglądał się dziewczynie zza swych okularów-połówek. Rinoa zatrzymała wzrok na Sanpe’ie, którego spojrzenie jak zawsze przyprawiało ją o dreszcze. Opiekun Slytherinu zdawał się być obojętny, a wręcz znudzony całą sytuacją.
-Panno Wevanclar, proszę podejść – powiedział łagodnym i zachęcających tonem dyrektor. Dziewczyna zrobiła pierwszy krok i nagle straciła równowagę. Potknęła się o za długą szatę Ginny. Udało jej się nie upaść, lecz różdżka spadła na podłogę. Snape zareagował szyderczym uśmiechem.
-Proszę się nie denerwować – usłyszała stanowczy głos wicedyrektorki.
-Rinoo, podejdź i zacznij prezentację kiedy będziesz gotowa – zachęcił gajowy. Wevanclar podniosła różdżkę i stanęła na środku sali. Wzięła głęboki oddech i postanowiła rozpocząć.
-DISILLUSION! – powiedziała i nagle jej skóra przybrała barwę otoczenia. – AVIS – szepnęła drżącym głosem, a z różdżki wyfrunęło pięć małych żółtych ptaków. Na szczęście jej tonacja głosu nie zaburzyła działania zaklęcia. – LOCOMOTOR! – skinęła nadgarstkiem i powiodła pierwszego ptaszka w kierunku jednego z górnych katów sali. Powtórzyła czynność jeszcze trzy razy wiodąc każde z żółtych stworzonek w kierunkach kolejnych kątów. Piąty unosił się nad głową Rinoy, wesoło śpiewając. – TARANTALLEGRA – powiedziała już stanowczym głosem. Wszystko szło tak jak sobie ułożyła więc wróciła jej pewność siebie. Na dźwięk zaklęcia wszystkie pięć ptaków zaczęły tańczyć w powietrzu. Wyglądało to bardzo ładnie ze względu, iż wszystkie wykonywały identyczne ruchy. – ORCHIDEUS! WINGARDIUM LEVIOSA! – z różdżki wystrzelił piękny bukiet kwiatów i wylądował tuż przed rękoma Hagrida. Gajowy jeszcze bardziej wyszczerzył zęby. Piąty z wyczarowanych ptaków ciągle tańczył nad głową Wevanclar. Ta powiodła go na swoją dłoń zaklęciem LOCOMOTOR. – FERAVERTO! – powiedziała gdy stworzenie znajdowało się w jej rękach. Ptak zamienił się w mały, przeźroczysty, szklany kielich. – ENGORGIO! – naczynie zwiększyło swoje rozmiary dwukrotnie. – IMPERVIOS! – pucharek napełnił się wodą i poprowadzony niewerbalnym LOCOMOTOR zawisł nad głową dziewczyny. Skinęła lekko dłonią, a naczynie przechyliło się do góry dnem. Rinoa od razu użyła chroniącego zaklęcia. – IMPERVIUS! – ciecz rozprysła się tuż nad jej głową, tak jakby stała pod niewidzialnym parasolem. W końcu machnęła różdżką, kreśląc w powietrzu krąg. – RELASHIO! – z różdżki posypały się iskry. Nie przerywając, ukradkiem zerknęła ku Snape’owi. W trakcie prezentacji ani razu nie spojrzała na kogoś z komisji, nie chciała się deprymować. Teraz jednak postanowiła sprawdzić reakcję opiekuna Ślizgonów. Powiodła do siebie niewerbalnym WINGARDIUM LEVIOSA kielich i wycelowała w niego różdżką. – EXPECTO PATRONUM! – powiedziała spokojnie nie spuszczając wzorku z twarzy profesora. Nadal pamiętała to wydarzenie, kiedy obniżył jej ocenę z pracy domowej, bo nie wierzył, że potrafi wyczarować Patronusa. Kiedy chciała mu to udowodnić, nie miała przy sobie różdżki. Miała to zaklęcie opanowane najlepiej ze wszystkich. Tyle razy powtarzała je z tatą. Nie musiała się nad nim specjalnie długo skupiać. Niebieski strumień światła skierował się ku wnętrzu pucharu. Tam przez ułamki sekund formował się i nagle z dna kielicha wyfrunął Patronus. Miał kształt ptaka. Rinoa nigdy nie zastanawiała się jaki gatunek przypomina. Może wrona, może sroka, lub inny pospolity. Nie było to dla niej ważne. Jednak tylko jego kształt był naturalny. Poświata otaczała już nie tylko Patronusa, ale całe wnętrze. Ptak przemierzył trzykrotnie dookoła salę, aż w końcu usiadł na ramieniu dziewczyny. – PRIORI INCANTATEM – powiedziała i lekki ruch nadgarstka sprawił, że pomieszczenie wypełniło się miliardem błękitnych iskier znikającego Patronusa. Tańczące kanarki oraz bukiet w dłoniach Hagrida zniknęły, a kielich rozprysł się na mnóstwo szklanych odłamków, w których obijał się blask wcześniej użytego EXPECTO PATRONUM. W końcu i dziewczyna pojawiła się w ludzkich barwach zrzucając z siebie zaklęcie kameleona. Spojrzała po twarzach nauczycieli. Gajowy wciąż się uśmiechał, opiekunka Gryffindoru nie miała już tak niepewnej miny, jaką powitała swoją podopieczną, a Snape wyraźnie unikał wzroku uczennicy.
-Dziękujemy – powiedział Dumbledore. – Cieszymy się, że jednak postanowiłaś wziąć udział. Możesz już iść.
Dziewczyna skierowała się do wyjścia i opuściła salę. Dołączyła do Hermiony, Rona i Harry’ego.
-Jak ci poszło? – Zapytał rudzielec.
-Zobaczymy... Kiedy mają być wyniki?
-Już dziś wieczorem – oznajmił Potter.
-Aha. Chodźmy już skąd – uśmiechnęła się Hermiona. – Mam już dość siedzenia w zamknięciu.
-Idziemy na błonia? – zapytał Weasley
-Świetny pomysł – przytaknął Harry.
-Chodźmy jeszcze do Pokoju Wspólnego! Muszę przebrać szatę. Swoją oblałam wodą i musiałam pożyczyć tę od Ginny. Swoją drogą to kiedy wchodziłam, potknęłam się o nią – roześmiała się. – Ginny jest ode mnie przecież trochę wyższa – wszyscy spojrzęli na nią z rozbawieniem. – No co?
-Przecież nic nie mówimy! – powiedział szczerząc się Ron.
-Chciałabym to zobaczyć! – dodała Hermiona.
_______


Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rozstanie

sobota, 17.lutego.2007, 22:59
Niestety znów nie jestem w stanie powiadomić wszystkich o nowej notce, gdyż po długiej nieobecności muszę poczytać Wasze zaległe nowości.
_______


Rinoa szła powoli jednym z korytarzy. Niedzielny wieczór miała spędzić zupełnie inaczej. Chciała porozmawiać z Seamusem wracając z treningu, ale nawet nie poszła na ćwiczenia. Ten dzień przecież w ogóle miał wyglądać inaczej.
-Cholera! – zaklęła w duchu. Z sąsiedniego zakrętu wyłonił się Finnigan. Automatycznie odwróciła się i ruszyła w przeciwnym kierunku.
-Rinoa! – krzyknął za nią. Ta jednak nie reagowała. Nie chciała go widzieć. Usłyszała szybkie kroki za sobą. Gryfon przyspieszył jeszcze bardziej więc i ona puściła się biegiem. – Czekaj! Pozwól mi wytłumaczyć! – dziewczyna zatrzymała się.
-Seamus, nie chcę cię znać! Nie interesuje mnie jaką wymówkę wymyśliłeś.
-Posłuchaj mnie, proszę – powiedział, a jego głos lekko zadrżał. – Spójrz mi w oczy! – dodał i złapał ją za rękę odwracając ku sobie. Wyrwała dłoń z jego delikatnego uścisku, ale spojrzała w jego źrenice. Te, które tak bardzo kochała. Zauważyła, że błyszczały jeszcze bardziej. Nienaturalnie. Potem jednak zwątpiła. Może wyglądały tak w blasku świec znajdujących się w korytarzu. Była tak wściekła, że nawet nie dostrzegła powodu z jakiego bije z nich taki blask. – Naprawdę mi nie wierzysz? Jesteś przekonana, że zdradziłbym cię z NIĄ? Z Pansy Parkinson?! - Nie wierzyła mu, mimo że mówił prawdę. Patrzyła na niego z kamienną twarzą. – Rinoo, powiedz coś!
-Co mam ci powiedzieć?
-Cokolwiek... – zamilkł, ale widząc, że ta się nie odzywa, postanowił powiedzieć co tak naprawdę się wydarzyło. – Całe zdarzenie trwało tylko chwilę... Po prostu podbiegła z naprzeciwka i pocałowała mnie. Wiedziała, że idziesz. Po chwili ją odepchnąłem, ale ty już uciekłaś... – mówił patrząc na nią. – Nic mnie z nią nie łączy i nigdy nie łączyło!
-Nie wierzę ci... – odparła i odwróciła wzrok.
-To dla mnie bardzo niezręczna sytuacja... – zaczął.
-A jaka ma być dla mnie?! – wybuchła. – Czuję się jak w niebie! Zawsze marzyłam o takim widowisku jakie mi dzisiaj zafundowałeś! Dziękuje bardzo! – dodała z ironią.
-Rinoo, proszę, nie bądź taka.
-To znaczy jaka? Wytłumacz mi, bo nie rozumiem! Wiesz co chciałam ci dzisiaj rano powiedzieć wtedy gdy wychodziłeś z Pokoju Wspólnego?! – krzyczała. – Że cię kocham... – zmieniła ton na smutny wypowiadając ostatnie trzy słowa. Oczy znowu zaczęły ją szczypać, ale nie chciała płakać. – Kocham cię, Seamus, ale ci nie wierzę. Nie wierzę w ani jedno twoje słowo, rozumiesz?
-Rinoo... – przerwał jej, ale ta ciągnęła dalej.
-Chyba za szybko zdecydowaliśmy się na wspólny związek. Lepiej będzie jak się rozstaniemy... – powiedziała i odwróciła się.
-Zaczekaj! – krzyknął i wyprzedził ją. – Czy to ma sens? Jeżeli oboje się kochamy... – zamilkł - ...bo ja również cię kocham... to dlaczego mamy zachowywać się jak dzieci?
-O czym ty mówisz? Jak dzieci? To ty zachowałeś się jak niedojrzały dzieciak!
-To nieprawda... Ale niestety nie mam dowodów, nie udowodnię ci tego na żadnej podstawie, więc jeżeli nie wierzysz mi na słowo to niestety nie będę mógł inaczej ci tego wytłumaczyć...
-No właśnie! Otóż to!
-Rinoo... Kocham cię – powtórzył i po raz kolejny złapał ją za rękę. – Jeżeli to nie jest powód, abyś mi uwierzyła to rzeczywiście nie mamy o czym rozmawiać – mówił. Teraz już zdała sobie sprawę dlaczego jego oczy tak dziwnie się mieniły. Dusił łzy, które już dłużej nie chciały się chować. Za chwilę po jego policzku spłynęła jedna z nich. Lecz tylko tej jedynej udało się uciec. Finnigan szybkim ruchem dłoni pozbył się jej z twarzy.
-Żegnaj Seamus... – odparła, a z jej oczu również spłynęła słona kropla, znacząc tor na rumianym policzku. Za nią powędrowały kolejne, tworząc dwa małe labirynty na skórze. Chłopak wyciągnął z kieszeni jedwabną chusteczkę z haftem na rogu. Nie dla siebie - dla niej. Otarł łzy z jej twarzy, a następnie podał jej owy kawałek materiału.
-Weź ją... Dostałem ją od babci, na szczęście – Rinoa spojrzała na ręcznie wykonany hafcik. Inicjały S. F. rzeczywiście tłumaczyły to dla kogo został wykonany. Seamus złożył ją i włożył do jej kieszeni od spódniczki. – Jesteś pewna, że chcesz abyśmy się rozstali? – zapytał patrząc gdzieś daleko przed siebie, tłumiąc kolejne łzy. Dziewczyna długo nic nie mówiła.
-Jestem pewna. Nie potrafię ci wybaczyć, a tym bardziej uwierzyć.
-A jeżeli mówię prawdę? – pierwsze pytanie chłopaka okazało się być retorycznym. – Zerwiesz ze mną przez głupią pomyłkę?
-Nie rozumiem dlaczego nie mogę ci wybaczyć... Kocham cię, ale nie jestem w stanie uwierzyć! – szlochała. – Zrezygnuję z ciebie...
-Mówisz, że mnie kochasz. Dlaczego więc rezygnujesz z miłości! – przerwał jej.
-Bo zdałam sobie sprawę, że to wszystko dzieje się za wcześnie! Nie znaliśmy się dobrze zanim zaczęliśmy ze sobą chodzić...
-Wcześniej ci to nie przeszkadzało.
-Ale po tym co dzisiaj zobaczyłam, wszystko do mnie dotarło.
-Czy nie możemy dać sobie więcej czasu?
-Nie, Seamus... Już nigdy nie będziemy razem.
-Rinoo, przecież to nie ma sensu!
-Nie widzę innego wyjścia... – odpowiedziała Wevanclar.
-Dobrze... Nie będę cię zmuszał oraz nalegał więc uszanuję twoją decyzję. Nie zasługujesz na to, abyś czuła się przy mnie jak w jakimś toksycznym związku... – chłopak wciąż patrzył przed siebie, unikając widoku Wevanclar. Wyjął paczuszkę miętowych ropuch z tylnej kieszeni spodni. Powiódł wzrokiem to na torebkę to na Rinoę. Dziewczyna podeszła bliżej i wzięła z opakowania jedną z nich. Losowo wybrała tę, która bardziej przypominała żabkę niż firmowe logo produktu. Ścisnęła ją mocno w dłoni. Drugą rękę wyrwała z uścisku chłopaka i odeszła zostawiając na jego policzku odbity rysunek ze swoich łez i ślad po ostatnim pocałunku...
_______


Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Po raz kolejny nie wiem, czy zdołam wszytktich powiadomić o notce!

Dedykacja: Dla Evenstar.
Gratuluję pierwszego miejsca w konkursie wojewódzkim.
Jestem z Ciebie dumna!
______


Kiedy Seamus przeszedł dalej, Rinoa wychyliła się zza zbroi. Ruszyła w przeciwnym kierunku i pobiegła do Pokoju Wspólnego. Łzy wciąż kapały na jej szatę. Była chyba całkiem niezłą atrakcją dla innych Gryfonów, gdyż kiedy przemierzała salon większość chłopców chichotało, a dziewczyny przyglądały się jej z nieukrywanym zdziwieniem. Minęła wszystkich i wpadła do swojego dormitorium. Hermiona i Ginny były w środku, jednak brunetka nie zwróciła na nie najmniejszej uwagi. Wbiegła do łazienki i zatrzasnęła za sobą drzwi.
-Rinoa! – usłyszała głos jednej z przyjaciółek.
-Hej, Rinoo, co się stało? – Weasley zapukała.
-Nic takiego. Nie chcę teraz o tym rozmawiać – dało się słyszeć szlochanie Wevanclar. Hermiona pociągnęła za klamkę, jednak drzwi były zamknięte.
-Otwórz...
-Nie! Jestem naga! – skłamała i odkręciła kurki, aby dziewczyny więcej nie nalegały.
Usiadła w kącie na podłodze. Podkuliła pod siebie kolana obejmując je rękoma. Twarz oparła o zimną ścianę co spowodowało, że policzek dziewczyny jeszcze bardziej się zarumienił. Dopiero teraz zdała sobie sprawę jak dużo straciła. Przecież to nie było w stylu Seamus’a. Nie możliwe żeby ktoś taki mógł kłamać. Sama już z niczego nie zdawała sobie sprawy. Była zrozpaczona, ale zarazem niczego nie rozumiała.
-Ale ja jestem naiwna... – pomyślała. Przecież widziała na własne oczy. Obraz zdrady lekko zaczął się przecierać. Miała mętlik w głowie. W myślach pojawiły się wspomnienia, wszystkie wspaniałe chwile spędzone z tym chłopakiem. Na pierwszym planie – miętowe ropuchy, które ich połączyły - taki zwykły banał. Potem ich całonocna rozmowa w Pokoju Wspólnym, wypad do Hogsmeade, pomoc w napisaniu wypracowania z astronomii, a wreszcie ich pierwszy pocałunek... I znowu obraz w korytarzu... z Pansy Parkinson... Wszystko to zdawało się być tak odległe. Nie mogła się uspokoić, słone krople nadal rozbijały się o posadzkę. Była bezradna, czuła wielką pustkę i ogromny zawód. Wstała, rozebrała się i weszła pod prysznic. Zimna woda trochę ostudziła emocje. Niestety tylko na chwilę. Wyszła z kabiny, owinęła się ręcznikiem i spojrzała w lustro. W odbiciu zobaczyła znajomą dziewczynę. Podpuchnięte, zaczerwienione oczy nie wyglądały zbyt ładnie. Wpuściła do nich kilka kropel leku na alergię. Tak jakby miała wrażenie, że to w czymś pomoże. W tym momencie przypomniała sobie, że przecież dokładnie to samo zrobiła w łazience w Expressie, zanim poznała Seamus’a. Potrąciła go drzwiami gdy stamtąd wychodziła. Przybliżyła twarz do lustra tak blisko, że jej nos dotykał zimnej powierzchni. Od jej ciepłego oddechu na szkle pojawił się zaparowany rysunek, który szybko przetarła dłonią. Spojrzała sobie głęboko w oczy. Po chwili jednak je zamknęła i odsunęła się.
-Jestem beznadzieja. Najpierw Robert, teraz Seamus... – myślała gorączkowo. Chciała wyjść z łazienki, ale ręcznik zaplątał się o szafkę. Zsunął się z jej mokrego ciała i spadając powiódł za sobą kilka flakoników i buteleczek należących do jej współlokatorek.
-Rinoo, co ty tam robisz? Nic ci nie jest? – rozpoznała głos Hermiony, która zareagowała na hałas dobiegający z łazienki.
-Nic się nie stało! Przez przypadek strąciłam kilka waszych rzeczy z szafki! – odpowiedziała i poukładała kosmetyki na wcześniejszym miejscu. Owinęła ręcznik pod ramionami i wyszła.
-Co się dzieje? – zapytała rudowłosa. – Dlaczego płakałaś?
-Nie płakałam, coś mi wpadło do oka.
-W takim razie do tego oka musiała wpaść ci sowa! Myślisz, że naprawdę w to uwierzymy?
-Dajcie spokój. Nie rozmawiam na ten temat!
-Dobrze... Jak chcesz... – powiedziała obojętnie Ginny i usiadła na podłodze. Rinoa tymczasem podeszła do kufra, aby znaleźć jakieś luźne ubrania.
-Rinoo! – ktoś wpadł do dormitorium dziewcząt. Jej oczy szeroko się otworzyły, a ona sama szybko się wyprostowała. Pod wpływem tego energicznego ruchu ręcznik, który i tak zakrywał dosyć mało, odwiązał się. W ostatniej chwili zdążyła go złapać. Choć lekko speszona poprawiała go to jednak wciąż myślała trzeźwo. Stała odwrócona tyłem, ale zbyt dobrze znała ten głos, aby nie rozpoznać jego właściciela.
-Seamus, jak ty tu wchodzisz? – zapytała zaskoczona Granger, lecz chłopak nie reagował.
-Rinoo, muszę ci to wytłumaczyć! Wiem, że to brzmi banalnie, ale to naprawdę nie było tak jak myślisz!
-Wyjdź stąd, Seamus – powiedziała łagodnym tonem.
-Nie wyjdę dopóki ci tego nie wyjaśnię – dziewczyna po tych słowach gwałtownie się odwróciła.
-Wyjdź stąd dopóki jestem jeszcze cierpliwa – syknęła i stawiając kilka kroków w bok sięgnęła po różdżkę Hermiony, która leżała na stoliku.
-Rinoo, zwariowałaś? Co ty wyprawiasz? – krzyknęła Ginny. Cały czas bacznie przypatrywała się przyjaciółce.
-Nie wyjdę – Finnigan upierał się przy swoim. – Proszę cię, usiądź i posłuchaj – patrzył na nią błagalnym wzrokiem. Ta mimo wszystko była nieugięta. Machnęła różdżką, a chłopak natychmiast znalazł się za drzwiami, najpierw mocno uderzając ramieniem o futrynę. Wyglądało to tak, jakby ktoś bardzo silny, tyle że niewidoczny popchnął go w tamtym kierunku.
-Nie będę cię słuchać! Nie chcę! Nie mamy o czym rozmawiać, rozumiesz!? – krzyknęła. Za kolejnym skinieniem nadgarstka drzwi dormitorium zatrzasnęły się przed jego nosem. Klucz w zamku sam się przekręcił i pofrunął w kierunku szafki.
-Hermiono, dziękuję za różdżkę – powiedziała tak, jak gdyby zupełnie nic się nie stało.
-Co to miało być? – zapytała. Tymczasem Wevanclar wzięła pierwszą z brzegu białą koszulę, spódnicę i ulubiony zielony krawat. Była niedziela więc nie musiała chodzić w barwach Gryffindoru. Zignorowała koleżanki i poszła przebrać się do łazienki.
-Czy wiesz, że nie można używać zaklęć bez pozwolenia nauczycieli? – dodała Weasley gdy ta weszła z powrotem do pokoju.
-Seamus całował się z Parkinson... – skwitowała i usiadła na łóżku. Na jej twarzy malował się charakterystyczny dla niej grymas oznaczający wściekłość, niezrozumienie, bezradność i żal jednocześnie.
-Nie wierzę... – rudowłosa wątpiła.
-Sama widziałam. A kiedy mnie zobaczył, krzyknął tylko: „to nie jest tak jak myślisz” – powiedziała wyraźnie akcentując ostatni zwrot. – Pogrążył się tym jeszcze bardziej... – odrzekła smutno zniżając ton.
-Przecież to nie jest w jego stylu – obie podeszły do koleżanki i przytuliły ją.
-A jednak to możliwe...
-Kiedy to było?
-Przed chwilą...
* * *
Harry, Ron i Dean weszli do swojego dormitorium. Trening skończył się dosyć późno.
-Nie widziałem cię dzisiaj na trybunach. Co się stało, że nie przeszedłeś? Może źle się czujesz? – zapytał Harry widząc Seamus’a leżącego na łóżku.
-Nic mi nie jest – odpowiedział obojętnym tonem.
-A nie wiesz może dlaczego Ginny i Rinoy też nie było? – Ron drążył temat.
-Wiem...
-No więc mów.
-Czemu nie... W końcu to moja wina... Zapewne Rinoa właśnie wypłakuje przeze mnie oczy, a Ginny i Hermiona ją pocieszają – mówił beznamiętnie.
-O czym ty mówisz? – zapytał Dean, który zdawał się nie bardzo kontaktować.
-Widziała jak... całuję się z Parkinson... – powiedział na jednym oddechu.
-CO?! – krzyknęli wszyscy trzej.
-Z tą mopsicą? – skrzywił się Weasley.
-Tak, ale nie dała mi tego wytłumaczyć...
-Nie mów tylko, że rzuciłeś Rinoę dla tej czyrakobulwy! – dodał.
-Czekaj, czekaj, bo nic z tego nie rozumiem. Możesz zacząć od początku? – zapytał Harry.
-Od początku? Nie ma sprawy. Szedłem do biblioteki, bo jak wiecie mamy na jutro dużo zadane...
-Zadane?! A z czego? – przerwał Weasley. Koledzy zmierzyli go morderczym wzrokiem. – No dobra mów dalej, powiesz mi za chwilę.
-W pewnym momencie Parkinson dosłownie mnie zaatakowała. Stanęła przede mną, przykleiła się i tyle... Odepchnąłem ją i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to Rinoa... Która z resztą i tak biegła już w przeciwnym kierunku. Dopiero po chwili wszystko do mnie dotarło. Krzyknąłem najgłupszy w świecie tekst pod tytułem „to nie tak...” i wydzierałem się na Pansy zamiast od razu za nią pobiec. Przekrzykując rozbawionego Malfoya powiedziałem jej, że jest nienormalna. Potem poszedłem za Rinoą.
-Ale na pewno nie zmyślasz? – dociekał Potter.
-Harry, czy ty sobie żartujesz? Znasz Rinoę! Wiesz jaka jest! Mnie też zdaje się znasz już siedem lat i zdajesz sobie z tego sprawę, że ja poza nią świata nie widzę.
-Kto by pomyślał, że Parkinson jest aż tak zazdrosna o Malfoya... – oznajmił rudzielec.
-Jak to o Malfoya? – Thomas wciąż wydawał się być nieprzytomny.
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz, Dean? – skarcił go. - Wiecie o tych wizjach Rinoy, prawda? – zapytał na co chłopcy przytaknęli. – Wiecie też, że Malfoy zerwał z mopsem. No więc nawet ja mogę się domyślić, że zrobiła to specjalnie. Jest zazdrosna o naszą przyjaciółkę. Ten wredny Ślizgon zerwał z nią wtedy kiedy pojawiła się Rinoa.
-Myślisz, że... Malfoy zakochał się w... - zapytał niepewnie Seamus.
-No co ty! Malfoy zakochany!? I to jeszcze w Gryfonce? Przypomnę, że Rinoa wspominała, iż nie jest czarownicą czystej krwi. Dla nas oczywiście nie ma w tym nic złego, ale dla Malfoya? Może i do niej zagaduje, ale nie możliwe, żeby chciał się z nią zwiazać na dłużej - przerwał mu. - To dopiero było by wydarzenie! On nie jest zdolny do wyższych uczuć. Zostawił Pansy, bo miał jej dość, a to, że pojawiła się Rinoa nie ma z tym nic wspólnego. To po prostu zbieg dwóch wydarzeń sprawił, że Parkinson sobie coś uroiła. Więc co tu się martwić? Idziesz i tłumaczysz.
-Nie podejrzewałem cię o to, że mógłbyś być zdolny do rozwikłania takiej intrygi - Harry pochwalił przyjaciela. - Ja bym się do tego nie przyznawał na twoim miejscu...
-No ba! Normalnie to też bym nic nie mówił, ale w końcu kumpel jest w potrzebie - przytaknął Ronald, który sam się sobie dziwił.
-Ron, czy dla ciebie wszystko jest takie proste?
-No, a nie?
-No nie bardzo, bo byłem u niej. Wyrzuciła mnie i nie chce mnie więcej widzieć.
-No to mamy mały problem.
-Tak, ale tylko taki malutki – dodał Dean.
-Dzięki za pocieszenie, ale jakoś mnie tym nie podbudowałeś – odpowiedział ironicznie Finnigan.
______

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Wstrzymała oddech i czekała...

niedziela, 28.stycznia.2007, 23:08
Nie wszyscy mogli być od razu poinformowani o pojawieniu się nowej notki za co z góry bardzo przepraszam!

Notkę dedykuję autorce opowiadania http://tajemnica-milosci.mylog.pl/.

_______

-Jaka ja jestem naiwna. To było oczywiste, że i tak nic mi nie powie, a ja głupia dałam mu się sprowokować – myślała kiedy wracała do dormitorium. Pierwsze promienie już wdzierały się do zamku. Kiedy była na miejscu, odłożyła nieskończone wypracowanie na stoliku i wyszła. Rozejrzała się po Pokoju Wspólnym. Nadal był pusty. Usiadła na fotelu przy półce z książkami i rozmyślała. Ponure myśli zaczęła rozjaśniać słodka świadomość żywego uczucia pałającego w stronę Seamus’a. Jak to możliwe, że dopiero teraz uświadomiła sobie to jak bardzo go kocha? Czyżby musiała za to podziękować młodemu Malfoyowi? To przecież dzięki niemu zdała sobie z tego sprawę. Przemyślenia dziewczyny przerwały głosy dziewcząt z drugiej klasy. Wstała, podeszła do szafek i wzięła cieniutką książeczkę. Wróciła na miejsce i zaczęła czytać. Była już na ostatniej stronie gdy ktoś rękoma zakrył jej oczy?
-Zgadnij kto to? – usłyszała znajomy głos. Uśmiechnęła się i zdjęła ze swojej twarzy dłonie Seamus’a. – Cześć – powiedział i pocałował w policzek na przywitanie.
-Hej!
-Mam nadzieję, że dzisiaj już lepiej się czujesz.
-O tak. Chciałam cię przeprosić za te moje wczorajsze wybryki – mówiła kiedy Finnigan zajmował miejsce na fotelu tuż obok niej.
-Przecież nie masz za co przepraszać.
-Jednak jest mi trochę głupio...
-Nie martw się wczorajszymi zdarzeniami – powiedział i przytulił ją.
-A... właśnie! Hermiona miała pytanie do ciebie.
-Hermiona? Jakie?
-Tak. Chce wiedzieć jak udało ci się wejść do naszego dormitorium. Z resztą mnie też to interesuje.
-Yyy... – chłopak lekko się skrzywił.
-Nie rób takiej miny! – roześmiała się.
-Obiecałem, że nikomu nie powiem.
-Jak to? Nawet mnie?
-Nie powiem ci – odparł, a w jego oczach zabłysnęły iskierki radości.
-Znam to spojrzenie! Możesz mi powiedzieć tylko się ze mną droczysz! – Rinoa udała obrażoną.
-Już dobrze. Powiem ci, ale możesz powtórzyć to tylko Ginny i Hermionie.
-Nie ma sprawy.
-Kiedyś Harry doszukał się na Mapie Huncwotów malutkiego przypisu, który oznaczał wejście do dormitorium dziewcząt. Długo szukał tłumaczenia, aż w końcu znalazł je, napisane maleńkim druczkiem na samym dole mapy.
-Co to było?
-Zaklęcie, które pozwalało na przekroczenie granic żeńskiego dormitorium – wyszczerzył się.
-Naprawdę?
-Tak. Harry był na tyle koleżeński, że podzielił się tą uwagą z najlepszymi kumplami.
-To kto jeszcze o tym wie?
-Ja, Ron i Neville.
-A Dean? On przecież też mieszka z wami.
-To ty nie wiesz?
-Niby o czym?
-Można w zasadzie powiedzieć, że Harry odbił Dean’owi Ginny. Chociaż to może zbyt poważne oskarżenie. Ginny chodziła z Dean’em, a kiedy nie byli już razem, Harry zaatakował i to dosłownie – roześmiał się. - Tak czy inaczej, rozmawiają ze sobą, ale od tamtej pory kontakty jednak trochę popsuły się między nimi. Dean ma żal do Harry’ego.
-Aha... W takim razie rozumiem.
-Przepraszam cię, ale muszę iść.
-Już?
-Tak. Specjalnie wcześniej wstałem, żeby wyrobić się z lekcjami, a do tego móc pójść jeszcze z tobą na trening – uśmiechnął się.
-No dobrze – westchnęła. Chłopak wstał, a ta powiodła za nim wzrokiem.
-Seamus! – krzyknęła, a w głowie próbowała wymyślić jakąś składną wypowiedź. Chciała najzwyczajniej w świecie powiedzieć mu, że go kocha, ale... sytuacja nie była zbyt odpowiednia. Pierwszaki biegały w tę i z powrotem, krzyczały i to wytrąciło ją z równowagi. Chłopak odwrócił się i spojrzał w jej kierunku.
-Tak? – zapytał.
-Nie nic, już nic. Później ci powiem! – starała się przekrzyczeć obecnych.
-Trzymam cię za słowo!
* * *
Po południu Rinoa postanowiła się przewietrzyć. Wyszła więc sama na błonia i udała się w stronę jeziora. Było trochę zimno, ale nie dał się odczuć ani jeden powiew wiatru. Dziewczyna przykucnęła na brzegu i rzucając małe kamyczki do wody mąciła spokojną taflę.
-Miałaś rację... – dziewczyna wzdrygnęła się gdy ciszę przerwał głos chłopaka.
-Co tu robisz? Nie powinieneś leżeć? – odpowiedziała zaskoczona.
-Przecież nie jestem chory – powiedział ironicznie Draco.
-No więc z czym miałam rację? – Wevanclar zignorowała stwierdzenie. Malfoy spojrzał na nią ze spokojnym wyrazem twarzy, lecz przez chwilę nic nie mówił.
-Ja... To znaczy ty miałaś rację mówiąc, że... – tu wziął głęboki oddech i spojrzał w dal – że się tobą zauroczyłem – mówił niepewnie. Rinoa miała wrażenie, że chłopak jest szczery i że w końcu uda jej się zawrzeć nić porozumienia. – Ale tylko zauroczyłem. Ja się nie zakochuję - powiedział chłodno.
-Ja się nie zakochuję – przedrzeźniła go i nabrała w usta łyk powietrza co wywołało na jej twarzy zabawną minę. Po chwili się roześmiała.
-O co ci chodzi? – Ślizgon był zdenerwowany.
-Zupełnie o nic – mówiła uśmiechając się.
-Obiecałem, że powiem co zobaczyłem w swoich wizjach – dziewczyna na te słowa spoważniała.
-Widzę, że panicz Malfoy potrafi być słowny.
-Daruj sobie.
-Lepiej zacznij już opowiadać.
-No więc zobaczyłem twoją pierwszą udaną próbę wyczarowania Patronusa.
-Widziałeś to? – zapytała uradowana, wymachując energicznie rękoma. – Mówię ci jakie to było dla mnie przeżycie! Byłam bardzo ciekawa jak będzie wyglądał i kiedy... – chłopak zmierzył ją piorunującym spojrzeniem.
-No tak... Przepraszam, pewnie cię to nie interesuje.
-Zgadłaś – odparł chłodno, a brunetka spojrzała na ziemię. Odpowiedziała tylko milczeniem. – Nie przerywaj mi, bo głupio mi o tym mówić... – urwał. – W drugiej wizji zobaczyłem sytuację, w której płaczesz nad moim ciałem – Ślizgonowi lekko załamał się głos, ale Wevanclar nie zwróciła na to uwagi. Przerażona spojrzała na rozmówcę.
-Miałam nadzieję, że chociaż ty nie będziesz o tym wiedział... – powiedziała cicho.
-W takim razie masz pecha – chłopak starał się ukrywać wszelkie uczucia. Nie zmieniał zimnego tonu, starał się być obojętny. - W trzeciej i ostatniej zobaczyłem ciebie i tego szlamowatego Finnigana. Całowaliście się w Hogsmeade – powiedział kpiąco.
-Mógłbyś zmienić ton!? I proszę, nie nazywaj go tak!
-Dlaczego?
-Bo nie podoba mi się to.
-Mogę zadać ci pytanie?
-...możesz – odparła po namyśle.
-Czy to było wtedy kiedy ja zaprosiłem cię na tę wycieczkę?
-Tak...
-I zamiast ze mną, poszłaś z nim, tak?
-Przecież ci mówiłam, że byłam z kimś umówiona. Z resztą jakbyś nie widział to chodzę z Seamus’em.
-O tym wiem. Tylko ciekaw jestem w czym byłem gorszy – powiedział spokojnie.
-W czym? Wtedy mało się znaliśmy, lecz teraz mogę ci powiedzieć prawie wszystko. Przecież miałeś wtedy dziewczynę! Seamus to zupełnie inna liga niż ty! Interesuje się mną, wie o czym myślę, niczego nie muszę mu mówić i.. nie jest mu do tego potrzebny Ptrifictus! – krzyknęła na jednym oddechu, a potem na chwilę zamilkła. – Reszty i tak nie zrozumiesz! – Przeszła obok niego i szybkim krokiem udała się w stronę zamku. Kiedy weszła do środka i szła korytarzem w kierunku Pokoju Wspólnego w oddali zobaczyła Seamus’a, który zaraz zniknął za rogiem. Przyspieszyła, aby go dogonić gdy nagle obok niej przebiegła krótkowłosa brunetka. Również skręciła. Rinoa bezwiednie podążyła za nią.
-Wevanclar! – krzyknął Draco. Gryfonka nie wiedziała, że za nią idzie. – Rinoa! – wrzasnął, a ta przystanęła.
-Czego chcesz?! – syknęła nie odwracając się.
-Chcę ci tylko powiedzieć, że czasami pozory mylą. Może faktycznie ja i Parkinson nie byliśmy wspaniałą parą, a nasz związek był zwykłym niewypałem, ale to nie znaczy, że to była tylko i wyłącznie moja wina.
-Nie tłumacz mi się! Z resztą, przecież ja nie czepiałam się ciebie o Parkinson!
-Między innymi o to ci przecież chodziło, Rinoo! Zapomniałaś o Perfictusie? Przed chwilą miałem kolejną wizję. Nie kłamiesz, ale nie mówisz mi wszystkiego o czym myślisz. Ty też coś do mnie czujesz... - na dźwięk ostatniego zdania dziewczyna drgnęła, a jej oczy szeroko się otworzyły.
-Jak on może zdawać sobie sprawę z tego, że coś do niego czuję, skoro ja sama tego nie wiem! - myślała.
-Rinoo, być może mnie jest łatwiej rozpoznawać twoje uczucia, ponieważ ty się przed nimi bronisz. Wyczułem to "coś", które ledwo przenika przez Twój umysł...
-Wyczułeś to "coś"?! Daj spokój, Malfoy! Posłuchaj sam siebie! Wiesz lepiej co czuję? - w końcu odwróciła się w jego stronę. - Tylko, że ja naprawdę nie darzę cię żadnym uczuciem - mówiła złośliwie, ale z wyraźną szczerością w głosie.
-Nie odnalazłaś jeszcze tego uczucia... - powiedział spokojnie.
-Nie męcz mnie, bo nie będę się wykłócać o coś czego nie ma i nigdy nie było!
-No dobrze... Pobiegłem za tobą, ponieważ miałem kolejną wizję. Opowiedziałem ci o niej, ale nie wierzysz mi. Nie będę powtarzał, ale pozwól, że wytłumaczę to co wcześniej zacząłem, bo nic nie rozumiesz. Ja i Pansy byliśmy sobie pisani – mówił spokojnie, wyraźnie akcentując ostatnie słowo.
-Jak to pisani? – skrzywiła się i znów odwróciła do niego plecami. Ich rozmowa wyglądała tak jakby oboje zamienili się rolami. Ona rozzłoszczona, chłodna i nieugięta. On cichy, spokojny, opanowany.
-Rodzice... – skwitował ironicznie. – Uważali, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Od dziecka nam to powtarzali. Tyle, że ona się zakochała. Ja wręcz przeciwnie. Byłem posłuszny i zadawałem się z nią dla świętego spokoju. Ale teraz zrozumiałem. Dłużej nie mogłem tego wytrzymać. Powiedziałem jej prawdę. Z resztą, już ci mówiłem, że ja się nie zakochuję.
-Możesz mydlić oczy komu innemu? – powiedziała ze złością.
-Nie wierzysz mi... – stwierdził z zawodem.
-Nie! – powiedziała i ruszyła we wcześniej obranym kierunku. Miała nadzieję, że zdąży jeszcze znaleźć swojego chłopaka. Kiedy wychyliła się zza ściany, jej nogi odmówiły posłuszeństwa. Serce przyspieszyło, a ręce zaczęły drżeć. Wydarzenie, na które teraz patrzyła, przytłaczało ją. W tym właśnie momencie, ten który zawsze tak dobrze ją rozumiał, wspierał i troszczył się o nią, stał w objęciach znajomej Ślizgonki.
-Rzeczywiście. On jest we wszystkim lepszy ode mnie. Może i nie rozumiałem Pansy tak jak Seamus rozumiał ciebie, ale ja przynajmniej jej nie zdradziłem – szeptał ironicznie Draco, który w tej chwili stanął tuż za Rinoą. Tą uwagą trafił w samo sedno. Miał rację. Seamus namiętnie całował się z Pansy Parkinson. Momentalnie zaschło jej w gardle, a oczy zaczęły piec. Po chwili pojawiły się pierwsze malutkie łzy, które mnożyły się i spływały coraz szybciej. Mierzyła parę wzrokiem od góry do dołu. Brunetka podtrzymywała podbródek jej chłopaka. Wszystko trwało zaledwie ułamki sekundy. Rinoa odwróciła się i pobiegła wzdłuż korytarza. Usłyszała za sobą tylko znajomy krzyk.
-Rinoo, to nie tak! – jednak biegła ile sił w nogach. Nie odwracała się. Przed oczami i tak wciąż miała ten sam obraz. W tle słyszała jeszcze podniesione głosy. Seamus krzyczał coś do Pansy, ta zaś zdawała się nie zwracać na to uwagi, gdyż w ogóle się nie odzywała. Echo niosło również uwagi Malfoya, które jak zwykle były nie na miejscu. Gdy się oddalała, dźwięki cichły. Potem dał się słyszeć tylko stukot czyichś stóp. To Seaums biegł za swoją dziewczyną. Kiedy nie mogła już złapać tchu, a Finnigan zbliżał się do niej coraz bardziej, schowała się za wielką zbroją, która stała nieopodal. Wstrzymała oddech i czekała aż chłopak ją minie.
_______


Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Bredzisz!

piątek, 19.stycznia.2007, 10:51
Tę oto notkę dedykuję pomocnej i jakże kochanej Asi - Autorce bloga http:// http://panna-z-hogwartu.mylog.pl/. To ona wykonała ten prześliczny szablon, za który bardzo jej dziękuję.

1. Już ja coś wymyślę z tym dormitorium, którego granice zostały przekroczone przez Finnigan'a.
2. Chcę również pochwalić się Wam moją ocenką opowiadania:


_______


Ginny dotarła do dormitorium późnym wieczorem. W tym czasie Rinoa przygotowywała się do kąpieli. Była zmęczona. Już w samym progu rudowłosa zadała to samo pytanie, które zaczynało powoli ją irytować.
-Jak było na sprawdzianie? – Weasley wyszczerzyła się w stronę przyjaciółki.
-Błagam! Nie każ mi tego opowiadać jeszcze raz... – odparła i spojrzała na Granger. – Hermiono, możesz opowiedzieć?
-Nie ma sprawy.
-Jedno ale: powiesz kiedy wejdę do łazienki. Nie chcę być przy tym obecna – odparła i podeszła do łóżka. Pościeliła je, a następnie w ciszy wyciągnęła piżamę z szafy. Skierowała się w kierunku łazienki, a dziewczęta odprowadziły ją wzrokiem. Gdy zniknęła za drzwiami, Hermiona wtajemniczyła Ginny.
-Naprawdę możesz czytać w jego myślach?! – krzyknęła rozradowana rówieśniczka, gdy Wevanclar znów pojawiła się w dormitorium.
-Proszę cię, Ginny... Daj mi spokój. Dla mnie to żadna atrakcja. Uwierz mi – głos Rinoy przepełniony obojętnością nie zrobił wrażenia na przyjaciółce.
-Ale ty sztywna jesteś! Wiesz jaką możesz mieć z tego zabawę! – roześmiała się.
-Hej! Nie wiem czy Hermiona to pominęła, czy może ci umknęło, ale on też może wiedzieć o czym ja myślę. To żaden komfort. Możliwe, że właśnie teraz słyszy tę rozmowę – brunetka nie emanowała taką sama radością.
-Ty naprawdę nie umiesz się bawić... – odrzekła Weasley z nieukrywanym politowaniem.
-Bardzo śmieszne...
-Dajcie już spokój – wtrąciła się Hermiona. – Ginny, Rinoa na pewno jest zmęczona. Pozwól jej odpocząć.
-No właśnie. Chociaż ty myślisz racjonalnie – uśmiechnęła się. – Dobranoc.
-Rinoo zajmę ci jeszcze chwilkę! – Hermiona zerwała się na równe nogi.
-O co chodzi? – zapytała dziewczyna.
-Chłopcy nie mogą wchodzić do dormitorium dziewcząt, a Seamus tutaj był. Mijałam się z nim. Kiedy weszłam, ty już spałaś. Nie wiem jak mogłam nie skojarzyć tego faktu od razu gdy go zobaczyłam.
-Jak to, był tutaj?
-A ty o tym nie wiedziałaś?
-Nie... Pamiętam, że siedzieliśmy w Pokoju Wspólnym i rozmawialiśmy przy kominku. Chyba przy nim zasnęłam.
-No więc, jak on tutaj wszedł?
-Mnie o to nie pytaj... Nie mam pojęcia – wzruszyła ramionami tak jakby zupełnie jej to nie odbchodziło.
* * *
Rinoa obudziła się wcześnie rano. Czekał ją dzisiaj trening Quidditch’a. Miała nadzieję, że ten pozwoli jej się odprężyć. Przyjaciółki wciąż spały. Do pokoju jeszcze nawet nie wdzierały się pierwsze promienie słońca. Przypomniała sobie, że ma do napisania jeszcze jedno wypracowanie. Wzięła prysznic, ubrała się, uczesała i usiadła na łóżku. Wyciągnęła podręcznik i zaczęła czytać rozdział o zaklęciach niewybaczalnych. Wzięła pergamin i pióro. Brakowało jej jednego akapitu do skończenia drugiego zwoju. Wiedziała, że jeżeli nie dopisze reszty, Snape nie zaliczy jej tej pracy. Udała się więc do biblioteki. Pociągnęła za klamkę jednak na darmo. Sala była zamknięta. To w zasadzie nie powinno być dla niej niespodzianką. Była niedziela, a do tego nie wybiła jeszcze godzina szósta. Usiadła pod ścianą i jeszcze raz przeczytała to co napisała. Oderwała wzrok o kartki i spojrzała w sufit. Nagle przed jej oczami zrobiło się zupełnie ciemno. Nie widziała nic. Po chwili jednak obraz zaczął się rozjaśniać. Patrzyła w lustro, jednak w odbiciu nie widziała siebie. Widziała twarz Dracona, a zaraz za nim wysokiego, długowłosego mężczyznę. Platynowy kolor fryzury łudząco przypominał odcień czupryny młodego Ślizgona. Domyśliła się, że to musiał być jego ojciec. Lucjusz patrzył w odbicie syna ze skrzywioną miną.
-Wiesz, że Czarny Pan na Ciebie liczy – Rinoa wzdrygnęła się.
-Tak ojcze – chłopak przytaknął jednak nie zdecydował się na to, aby spojrzeć w oczy rozmówcy.
-Kiedy ja nie będę już w stanie wypełniać jego rozkazów, wtedy ty przejmiesz moje obowiązki.
-Oczywiście – młodzieniec odpowiadał w niezwykły sposób. Nie był szczery. A przynajmniej nie chciał być. Wydawał się być jakiś nieobecny. Nie chciał się zgadzać, ale coś go powstrzymywało przed tym, aby przeciwstawić się ojcu. Dziewczyna to poczuła.
-Musisz być gotowy na to już dziś. Nie wiadomo kiedy to może nastąpić – mężczyzna wypowiadał słowa chłodnym, nieznoszącym sprzeciwu głosem. Draco tylko pokiwał głową. Wevanclar patrzyła na Malfoyów ze zdumieniem. Zawsze bagatelizowała tę sprawę. Myślała, że przyjaciele przesadzają. Chciała posłuchać dalej, jednak obraz znikł sprzed jej oczu. Znów siedziała na podłodze przed biblioteką. Rozejrzała się dookoła. Postanowiła odwiedzić Dracona w Skrzydle Szpitalnym. Nie chciała się dopytywać. Z resztą wiedziała, że Ślizgon jej tego nie powie. Chciała po prostu go odwiedzić. Szła przez korytarz gdy dotarła do drzwi. Nacisnęła klamkę, jednak te również były zamknięte. Nie miała ochoty czekać.
-Alochomora! – szepnęła i weszła do środka. W pomieszczeniu stało kilka łóżek. Tylko jedno było zajęte. Podeszła do niego i oparła się o jego poręcz. Malfoy spał. Wewnątrz panował półmrok. Wpatrywała się w twarz chłopca kiedy ten nagle poruszył się. Dziewczyna lekko się wystraszyła i stanęła na baczność. Chłopak przewrócił się na drugi bok, ale powieki nie drgnęły. Przyszła do niego, ale zdała sobie sprawę, że nie chce, aby on wiedział o tym, iż go odwiedziła. Spojrzała w jego stronę ostatni raz. Kiedy miała zamiar wychodzić i odwróciła się w stronę drzwi przed oczyma znowu ujrzała mrok. Patrzyła teraz na siebie. Jej twarz uśmiechała się w jej kierunku. Serce zabiło mocniej, a w brzuchu poczuła lekkość, która po chwili zamieniła się w niezwykłe uczucie. Miała wrażenie, że w jej żołądku fruwają motyle. W piersi poczuła przyjemne ciepło. Po raz kolejny obraz zaczął się zamazywać i znowu znalazła się w Skrzydle Szpitalnym. Pamiętała, że kiedyś doznała podobnego uczucia. Pierwszy raz poczuła się tak, gdy zobaczyła Seamus’a.
-Draco... – szepnęła. – Ty jesteś we mnie zakochany... – powiedziała tak cicho, że sama ledwo się słyszała.
-Chyba śnisz, Wevanclar – odpowiedział jej drwiący głos, którego właściciel właśnie otworzył oczy. Dziewczyna na dźwięk słów wyprostowała się.
-Nie spałeś? – zapytała drżącym głosem. – Przecież miałeś się wybudzić w ciągu kilku dni.
-Spałem, ale przebudziłem się dosłownie przed sekundą. Właściwie to byłem przytomny już wczoraj wieczorem. Dumbledore powiedział mi wtedy co się stało – odpowiedział chłodno. Chłopak wypowiadał zdanie tak beznamiętnie, że Rinoa na chwilę zwątpiła.
-Ale przecież nie mogłam się mylić. Te wizje są przecież jego uczuciami, doznaniami, wydarzeniami, które przeżył. Wiem co poczułam. Wiem, ponieważ tak samo zareagowałam na widok Seamus’a... – myślała kiedy nagle spojrzała w oczy Dracona. – No właśnie... Seamus... Przecież ja go kocham. Kocham go, a jeszcze nigdy mu tego nie powiedziałam...
-Powiedz mi, Wevanclar, co takiego już wygrzebałaś w moich myślach, co? – przerwał przemyślenia towarzyszki.
-Co? Ach tak... A po co ci to wiedzieć?
-To moje wspomnienia, więc jeżeli je poznałaś to nie są już tajemnicą, prawda?
-Racja, ale pod jednym warunkiem. Ty też powiesz mi co widziałeś.
-No dobra. Zaczynaj – dziewczyna była nieco zdezorientowana tym, że chłopak tak normalnie podchodzi do sprawy. W końcu zaczęła.
-Pierwszą wizję miałam zaraz po sprawdzianie gdy spałam. Widziałam twoją kłótnię z Pansy – Draco wydawał się nie przejmować zupełnie tym co mówi Rinoa. – Swoją drogą, mogłeś to załatwić trochę bardziej delikatnie. Ale w porządku, nie wtrącam się – chłopak zmierzył ją piorunującym spojrzeniem.
-No więc się nie wtrącaj! – odrzekł.
-Mam opowiadać, czy nie?! – podniosła głos, gdyż nieco wyprowadził ją z równowagi swoją niegrzecznością.
-Daj spokój i opowiadaj dalej! – powiedział tak jakby w ogóle nie interesowało go to z kim rozmawia. Jakby tylko i wyłącznie chciał po prostu dowiedzieć się czego brunetka jest świadoma po tych wizjach. Nic więcej.
-Nie, Malfoy! Nie będziemy tak rozmawiać! Myślisz, że pozwolę ci się traktować tak jak ty tego chcesz? W takim razie jesteś w błędzie! – krzyknęła i ruszyła w stronę drzwi. Gdy była tuż przy nich usłyszała Ślizgona.
-Rinoo, zostań – głos chłopaka był zupełnie inny, łagodny. Co najdziwniejsze, teraz odezwał się do niej po imieniu. Odwróciła się w jego kierunku i spojrzała na jego twarz, z której zniknął ten charakterystyczny dla niego grymas. Chłopak usiadł, przysunął krzesło bliżej siebie i wskazując na nie rzekł: - Usiądź i opowiedz mi – Rinoa przez chwilę stała nieruchomo. Miała ochotę wyjść jednak coś zmuszało ją do tego, aby została. Ruszyła więc w jego stronę i usiadła na krześle. – No więc jaka była druga wizja? – zapytał. Dziewczyna patrzyła na podłogę, lecz wkrótce podniosła wzrok i zaczęła mówić bardzo cicho.
-Widziałam ciebie i twojego ojca, który mówił o obietnicy wobec Sam-Wiesz-Kogo... – urwała i spojrzała na rozmówcę, który wydawał się być lekko zdezorientowany. – To prawda? – drążyła temat, lecz gdy ten nic nie mówił ona naciskała coraz bardziej. – Prawda? – lecz nie odpowiedział. Przez chwilę milczał.
-Tak to prawda - odrzekł w końcu, a Rinoi wydawało się, że blondyn poczuł ulgę. Ona zaś miała wrażenie, że żołądek podchodzi jej do gardła.
-Nie chcesz tego... – stwierdziła.
-Skąd możesz to wiedzieć? W ogóle mnie nie znasz!
-Ale czułam to kiedy wsłuchiwałam się wtedy w twoje słowa. Wiedziałam co czujesz. Zapomniałeś, że to zaklęcie, pod którym jesteśmy działaniem ma takie możliwości?
-Wiem... Wiem, bo... – urwał
-Bo co?
-Bo... a nie ważne... – zrezygnował.
-Widziałeś coś o czym nie chcesz powiedzieć? Nie chcesz żebym wiedziała, iż widziałeś któreś z moich przeżyć? – dziewczyna szybko wyciągnęła wnioski.
-Nie, to nie o to chodzi – Ślizgon wpatrywał się w ścianę.
-Draco! – skarciła go i lekko szturchnęła w ramię. – Nie wiesz tego od dyrektora. A nawet jeśli to wtedy nie zrobiłoby to na tobie żadnego wrażenia. Powiedz mi co widziałeś.
-To niezwykłe, jak szybko pojmujesz fakty i wszystko wiesz lepiej ode mnie – powiedział ironicznie, a jego usta znów się wykrzywiły.
-Nieprawda... – zaprzeczyła. – Chcę się tylko dowiedzieć co widziałeś. Obiecałeś, że powiesz.
-Obiecałem, że powiem jak i ty powiesz mi wszystko... – urwał. – Widziałaś coś jeszcze?
-Tak, jeszcze jedno – odpowiedziała po namyśle.
-Co?
-Siebie.
-Siebie?! Mów jaśniej.
-Przed chwilą. Kiedy tu weszłam. Zobaczyłam siebie i coś poczułam – mówiła powoli.
-No i...? – chłopak ciągnął ją za język.
-A nie będziesz się śmiał?
-Postaram się.
-No wiesz co?!
-Dobrze, nie będę się śmiał.
-W takim razie... Miałam wrażenie, że jestem w sobie... zakochana... – powiedziała uważnie mu się przypatrując.
-Wevanclar, ty naprawdę bredzisz – Ślizgon jeszcze bardziej się skrzywił.
-Przecież to nie były moje myśli! – krzyknęła rozzłoszczona. – Nie musisz się przyznawać do tego, że się mną zauroczyłeś, ale nie rób ze mnie idiotki! – wstała energicznie i niechcący zahaczyła nogą o krzesło, które upadło na posadzkę. Do sali wbiegła pani Pomfrey.
-Co pani tu robi, panno Wevanclar? To nie jest czas odwiedzin. Proszę stąd wyjść! – Rinoa obróciła się na pięcie i skierowała się ku wyjściu nie obdarzając Malfoya ani jednym spojrzeniem. On jednak powiódł za nią wzrokiem, aż do momentu gdy ta zamknęła za sobą drzwi.
_______


Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:


Księga zaklęć

Wpisz się
Spójrz


Licznik

Autorka


Zaczaruj mnie
Ain Eingarp

Czarodzieje

hp-szablonyonly-togethermartuchprime-girlscorka-voldemortaoczami-nimfadoryM. Dorcas

Sowa



Kominek

Pomoc
Hermiona & Draco
Strona o HP
Lily
Severus Snape & Lily Potter
Ciekawa stronka o HP
Skarbiec
Unfaithful Hermione
Hermiona, która zdradza...
Różne oblicza Lily
Żegnaj Cedric'u
Bohaterka idealna
Na jakiej pozycji w Quidditch'u powinienieś grać?
Hermione attracts all the boys
Kim z Harry'ego Potter'a jesteś?
Emma Watson na planie
Zrozum czarodziejski świat...
Seamus
Księga Zaklęć

Do tego opowiadania
Kalendarz na 2006 rok szkolny
Kalendarz na 2007 rok szkolny + wakacje
Plan zajęć Rinoy na rok 2006/07

To co jest moją pasją...
Final Fantasy X & X-2 (next)
Lenne and Shuyin
Yuna and Lenne
1000 Words of True Love
Magic Knight Rayearth 49 (3/3)
Hikaru and Eagle
Piękny teledysk z Sailor Moon
FF
Sasuke and Naruto
Wspomnienie o Tomoe
Kiss - FFX
Soul Calibur II
Chibi-Moon and Moon Switch Ages
Sakura and Sasuke (Utada Hikaru)
Naruto and Sasuke
1000 words (Full version) - cute
1000 Words(full version) BEAUTIFUL
Naruto (Blue Cafe - My road)



My¶lodsiewnia

2006
wrzesień (7)
październik (4)
listopad (4)
grudzień (5)

2007
styczeń (4)
luty (3)
marzec (1)
kwiecień (1)
maj (1)
czerwiec (2)
lipiec (3)
sierpien (1)
październik (1)

Fatalne Jędze
MusicLib - Muzyk na Bloga

Szablon

Szablon wykonała Naomi. Tylko dla tego bloga. Nie waż się tkn±ć grafiki, bo marnie skończysz! Z podrowieniami dla autorki bloga, ¶wietne opowiadanie!





W ukryciu nocy,
Przy blasku księżyca
Z własnych błędów
Uczę się życia...